Piłka jest okrągła, a bramki są dwie

Marcin Gesing
opublikowano: 2004-04-09 00:00

Legia jest kolejną spółką grupy ITI. Piłkarski klub wciąż ma szansę trafić na giełdę — o ile będzie dobrze grać.

Holding medialny ITI sfinalizował wczoraj zakup klubu piłkarskiego Legia i podpisał ze spółką Pol-Mot ostateczną umowę. Za 750 tys. USD (2,92 mln zł) ITI stał się właścicielem 80 proc. udziałów warszawskiego klubu piłkarskiego. Pozostałe 20 proc. akcji należy do CWKS Legia, podległego Ministerstwu Obrony Narodowej. Do CWKS należą też prawa do klubowego herbu i logo.

— Nie udało nam się w zakładanym terminie dogadać w tej sprawie. Już nie prowadzimy negocjacji z CWKS, co oznacza, że klub będzie musiał otrzymać nowe logo — mówi Paweł Kosmala, wiceprezes grupy ITI.

Za wykorzystywanie logo CWKS chciał dostawać 25 tys. zł miesięcznie, 20 proc. zysków ze sprzedaży gadżetów i miejsce we władzach Legii.

Sanacja finansów

Najważniejszym zadaniem, stojącym przed właścicielem Legii, będzie uporządkowanie sytuacji finansowej klubu, którego zadłużenie sięga obecnie 19 mln zł. Inwestor przejmując Legię zobowiązał się go spłacić. Dlatego część analityków ma wątpliwości dotyczące opłacalności tej inwestycji.

— Trzeba ją traktować długofalowo. Zakup klubu wiąże się z cyklicznymi, wielomilionowymi nakładami, których efekt finansowy dla ITI jest trudny dzisiaj do oszacowania — uważa Katarzyna Perzak, analityk Millennium DM.

Zarząd ITI uspokaja jednak, że wydane na Legię pieniądze na pewno nie zostaną zmarnowane.

— Zakupowi Legii towarzyszy sporo znaków zapytania. Dokonanie sanacji finansów klubu to pierwsze z zadań. Najwięcej zależy jednak od wyników sportowych, za którymi przyjdą odpowiednie wpływy z Polskiego Związku Piłki Nożnej i opłat za transmisję meczów. Optymistyczny scenariusz zakłada, że już w przyszłym roku klub może osiągnąć rentowność — prognozuje Paweł Kosmala.

Powrót do planów

Koncern medialny nie rezygnuje też z nakreślonych jeszcze przez Andrzeja Zarajczyka, prezesa Pol-Motu, planów wprowadzenia Legii na giełdę.

— Plan upublicznienia klubu powstał, gdy Legia miała doskonałe wyniki sportowe. Dzisiaj nie są one złe, ale potencjalnym inwestorom trzeba przedstawić klarowne i atrakcyjne perspektywy. Nie uda się tego zrobić ani w tym, ani w przyszłym roku. Nie wykluczamy jednak próby powrotu do kwestii debiutu giełdowego Legii — wyjaśnia Paweł Kosmala.