Taki układ kalendarza jest wymarzony przez pracodawców, natomiast przygnębia pracobiorców, bo odpada kreatywne kumulowanie dni z definicji wolnych oraz własnych urlopowych. Nietypowe w końcu roku tygodnie robocze powodują, że nie zawiesza się życie publiczne. Na przykład taka ciekawostka z kręgów władzy – czy premier Mateusz Morawiecki osiągnie jakiekolwiek zbliżenie z ministrem Zbigniewem Ziobrą w sprawie nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym i kilku pochodnych. Posiedzenie Sejmu dopiero 11-13 stycznia, zatem czasu niby jeszcze dużo, wzajemne podchody skłóconych władców rozpoczynają się jeszcze przed Wigilią – ale trudno powiedzieć, czy nasz Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności może w styczniu 2023 r. liczyć na ustawowe odblokowanie zasilania z UE.
Przed świętami doczekało się natomiast rozwiązania inne z wielkich wyzwań współczesności. Posługa trenerska Czesława Michniewicza jednak wygasa z końcem roku. Formalnie wykonał postawione przed nim mundialowe zadania, ale Polski Związek Piłki Nożnej postanowił rozejrzeć się za kimś nowym, kto poprowadzi reprezentację w eliminacjach mistrzostw Europy 2024. Zmiana kadrowa trochę przypomina sytuację w spółkach skarbu państwa, gdzie teoretycznie wszystko toczy się dobrze, ale nikt na stanowisku z politycznego rozdania nie może być pewny ni dnia, ni godziny. Posada CEO piłkarskiej kadry jest jeszcze bardziej chwiejna, zwłaszcza że umowna rada nadzorcza to wielomilionowa rzesza kibiców. Jej większość była zgodna, że dotychczasowy selekcjoner swoje możliwości już wyczerpał.

Opinii publicznej zawiedzionej po mundialu w Katarze, chociaż tym razem nie załamanej, trudno pogodzić się z gorzką prawdą. W najnowszym rankingu FIFA reprezentacja Polski awansowała z pozycji 26 na 22, co jest argumentem na korzyść zwolnionego Czesława Michniewicza. Miejsce w trzeciej światowej dziesiątce to jednak pułap polskich możliwości, bardzo uczciwa ocena, wskazanie pewnego miejsca w futbolowej drugiej lidze, na wyższą lokatę Polska absolutnie nie zasługuje i w najbliższym czasie nie ma szans. Traktowany niemal kultowo awans w Katarze do 1/8 finału to epizodyczne wejście do szesnastki, czyli osiągnięcie identyczne, jak w epoce 1930-78 dostanie się w ogóle do finałowego turnieju. Notabene polscy kibice czekali na światełko w tunelu długie 36 lat już dwukrotnie – obecnie na wyjście z grupy, a kiedyś w ogóle na udział w mundialu, od Francji 1938 do RFN 1974.
Istnieją szklane sufity, których po prostu nie daje się przebić. Obecni władcy kraju upowszechniają na przykład abstrakcyjne teorie, że Polsce pod ich kierownictwem należy się miejsce w grupie gospodarczych potentatów G20. Jest to niedorzeczność choćby z tego powodu, że ta samozwańcza elita opiera członkostwo na równomiernym rozkładzie kontynentalnym, a poza tym spośród członków UE już dawno stoi kolejka państw ze statusem stałych gości szczytów G20 – Hiszpania i Holandia. Podobnie nie mamy żadnych realnych podstaw aspirowania do stałego zaliczenia do umownej G20 piłkarskiej. W kraju można się samooszukiwać, faktyczną drugą ligę piłki nożnej przemianować fikcyjnie na pierwszą, etc. W klasyfikacji światowej jednak aż tak żenującego chwytu nie da się przeforsować. Bez względu na to, jakiego kolejnego cudotwórcę PZPN znajdzie na miejsce Czesława Michniewicza.
