PIP nie chce 12 zł za godzinę

Nie zdołamy skontrolować, czy w umowach śmieciowych firmy respektują minimalną stawkę — twierdzi inspekcja pracy

Przedsiębiorcy krytykujący projekt wprowadzenia minimalnej stawki za godzinę pracy (12 zł brutto) w przypadku umówzleceń i o świadczenie usług (samozatrudnienie) zyskali niespodziewanego sojusznika. Niewykonalność, nieskuteczność, niezgodność z Konwencją Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP), eskalacja sporów, wzrost szarej strefy, doprowadzenie do wzrostu popularności umów śmieciowych, paraliż pracy inspekcji — to tylko niektóre zarzuty Romana Giedrojcia, szefa Państwowej Inspekcji Pracy (PIP), wobec sztandarowego projektu resortu pracy, kierowanego przez Elżbietę Rafalską.

PRAKTYCY WERYFIKUJĄ:
Zobacz więcej

PRAKTYCY WERYFIKUJĄ:

Elżbieta Rafalska, minister pracy, ma problem z wdrożeniem projektu „12 zł za godzinę”. Podległa jej PIP, którą kieruje Roman Giedrojć, ostrzega, że pomysł jest niewykonalny w praktyce. Marek Wiśniewski

Pompowanie śmieciówek?

Problem wypychania ludzi na śmieciówki, szczególnie młodych, jest realny i nie kwestionują go nawet środowiska biznesowe. Według danych GUS, obecnie w Polsce pracuje na nich ok. 2 mln osób (1,5 mln na umowach-zleceniach, 0,5 mln na umowach o dzieło). Spory nie dotyczą więc istnienia zjawiska, lecz metod jego ograniczenia. Organizacje przedsiębiorców jako skuteczne panaceum od lat wskazują obniżenie pozapłacowych kosztów nadmiernie obciążających umowy o pracę (składki na ZUS, podatki).

Politycy zaś pozostają głusi na te argumenty i rozwiązań szukają zupełnie gdzie indziej, głównie w zwiększaniu obciążeń umów cywilnoprawnych (np. niedawne ozusowanie). Resort pracy wymyślił, że najlepszym sposobem będzie ustalenie minimalnej stawki śmieciowej. Jego projekt wprowadza więc nowe wykroczenie i nakazuje inspekcji pracy kontrolowanie przedsiębiorców w tym zakresie. Gdy stwierdzi stawki niższe niż 12 zł brutto za godzinę, nakaże firmie dopłacić zleceniobiorcy, a dodatkowo nałoży na nią karę do 30 tys. zł. W teorii to nic trudnego. Gorzej z praktycznym stosowaniem nowych regulacji, na co wskazuje szef PIP.

„Zaproponowane rozwiązania należy ocenić negatywnie. Bardzo utrudnione byłoby realizowanie przez PIP efektywnych kontroli i skuteczne egzekwowanie wynagrodzenia z tytułu umów cywilnoprawnych” — pisze w opinii Roman Giedrojć.

Jego zdaniem, projektowane zmiany prowadzą de facto do zbliżenia śmieciówek do umów o pracę, co na pewno nie wyeliminuje patologii na rynku pracy. „Można mieć obawy, że projektowane zmiany nie zlikwidują oraz nie ograniczą w sposób znaczący zawierania umów cywilnoprawnych zamiast umów o pracę. Paradoksalnie, zjawisko to może się nasilić” — ostrzega szef inspekcji pracy. Takie umowy zyskałyby na atrakcyjności, bo prawnie gwarantowana minimalna stawka godzinowa przy śmieciówkach byłaby wyższa niż stawka godzinowa dla mających umowy o pracę (w 2016 r. wyniesie 10,51 zł).

Dobre intencje to za mało

Roman Giedrojć podkreśla, że poddanie kontraktów cywilnoprawnych kontroli państwowej stanowi głęboką ingerencję w zasadę swobody umów. Ponadto zwraca uwagę na braki projektu.

„Pominięto umowy o dzieło i umowy o roboty budowlane, które prawdopodobnie zastąpią z powodzeniem większość zawieranych dziś umów-zleceń. Należy zaznaczyć, że organy PIP nie mają prawnych możliwości kwestionowania rodzaju zawartych umów cywilnoprawnych” — czytamy w stanowisku szefa PIP.

Główny inspektor pracy zaznacza, że skoro przy umowach śmieciowych nie ma obowiązku osobistego wykonywania pracy (można zlecić ją zastępcy), kontrolerom bardzo trudno będzie ocenić, w jakim zakresie i wobec kogo stosować zapisy tej ustawy.

Główny inspektor pracy obawia się też, że PIP zostanie zasypana lawiną skarg zleceniobiorców, domagających się wydania nakazu zapłaty wobec firm. Jednak najcięższym działem, jakie wytoczył, jest niezgodność projektu z Konwencją MOP. „Nie budzi wątpliwości, że nałożenie na PIP obowiązków związanych z kontrolą umów cywilnoprawnych w zakresie wypłaty minimalnego wynagrodzenia wykracza poza zakres działania inspekcji określony w Konwencji MOP i stawia pod znakiem zapytania prawidłowe wywiązywanie się z dotychczasowych zadań” — ostrzega szef PIP. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Prawo / PIP nie chce 12 zł za godzinę