Piramida Bagsika nierozliczona

Dawid Tokarz
opublikowano: 01-12-2010, 00:00

Sprawa szefa Art-B dowodzi, że dla polskich organów ścigania start procesu po 3,5 roku to… dobry wynik.

Sprawa szefa Art-B dowodzi, że dla polskich organów ścigania start procesu po 3,5 roku to… dobry wynik.

Zgodnie z kodeksem postępowania karnego, śledztwo "powinno być ukończone w ciągu 3 miesięcy". Głośnymi upadkami firm inwestujących na rynku walutowym prokuratura zajmuje się jednak po kilka lat i końca śledztw wciąż nie widać.

Najbardziej jaskrawym przykładem żółwiego tempa pracy śledczych jest sprawa brytyjskiej spółki Digit Serve (DS), założonej przez Bogusława Bagsika, twórcę Art-B.

Obiecanki cacanki

Choć postępowanie ciągnie się od lipca 2007 r., do dziś nikomu nie przedstawiono zarzutów. I to mimo że już wiele miesięcy temu "PB" ujawnił, iż spółka działała w ten sam sposób jak fundusz Madoffa: wypłaty "zysków" dla klientów, którzy zainwestowali wcześniej, pochodziły głównie z wpłat tych, którzy decydowali się na inwestycję później.

W szpony piramidy wpadło ponad 120 osób. Mamieni wizją krociowych zysków (52 proc. rocznie), nic nie wiedzieli o tym, że kluczową rolę w firmie odgrywa jeden z największych aferzystów III RP. Wpłacili do DS w sumie 41 mln zł, a dostali z powrotem tylko 13 mln zł. Reszta wypłynęła do firm i osób powiązanych z DS i Bogusławem Bagsikiem.

Prowadzący sprawę prokurator obiecywał, że śledztwo zakończy jesienią 2009 r.: umorzeniem lub przedstawieniem zarzutów. Miała o tym zdecydować kolejna już opinia biegłego, który śledził przepływy gotówki na kontach DS i powiązanych z nią spółek. Obietnica nie została dotrzymana, a kilka miesięcy później śledczy… zrezygnował z pracy w prokuraturze.

— Sprawę przejął młody prokurator, który wystąpił o kolejną opinię biegłego. Po jej lekturze przyznał jednak, że niewiele z niej rozumie i śledztwo jak stało w miejscu, tak stoi — mówi nasz informator.

Jego zdaniem, o pracy prokuratorów świadczy też to, że sam Bogusław Bagsik do dziś w ogóle nie został przesłuchany. Kilka razy nie stawił się na wezwanie śledczych, a ci na to zareagowali ustaleniem, że "nie przebywa w miejscu zamieszkania".

Neverending stories

Nie lepiej jest ze śledztwami w sprawie innych foreksowych spółek: WGI i Netforeksu. Początkowo zatrzymani członkowie zarządów obu firm szybko wyszli na wolność i cieszą się nią do dziś. W pierwszym przypadku śledztwo trwa ponad cztery lata, w drugim ponad trzy. W obu zmienili się już prokuratorzy prowadzący, powoływani są kolejni biegli. A końca, tak jak w przypadku DS, nie widać. Dlaczego? Zapytaliśmy Katarzynę Bosiakowską, zastępcę szefa Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prowadzącej wszystkie trzy śledztwa. Nie odpowiedziała.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu