PiS zwalnia wydatkowy hamulec

Bartek GodusławskiBartek Godusławski
opublikowano: 2015-12-06 22:00

Reguła wydatkowa przejdzie gruntowny remont. Zdaniem ekonomistów, straci swoje właściwości i pozwoli solidnie popuścić pasa

Legislacyjna karuzela kręci się coraz szybciej. Wyższa stawka PIT od odpraw za pracę w spółkach skarbu państwa już uchwalona, za chwilę posłowie znowelizują tegoroczny budżet i wezmą się za specjalny podatek od instytucji finansowych. Wielkie wydawanie nie będzie jednak możliwe, dopóki na kasę państwa jest nałożona stabilizująca reguła wydatkowa. Zanim więc nowa ekipa rządowa weźmie się za projekt budżetu na przyszły rok, chce dać sobie więcej możliwości. Dlatego postanowiła rozmontować wymyślone przez poprzedników bezpieczniki w finansach.

Paweł Szałamacha
Paweł Szałamacha
Bloomberg

— Po tych zmianach reguła traci rację bytu — podkreśla Marta Petka-Zagajewska, główny ekonomista Raiffeisen Polbanku.

Szersze pole manewru

Reguła mocno utrudniała życie już poprzednim ministrom finansów, ale taki był jej cel. Miała pomóc oszczędzać przy dobrej koniunkturze, żeby było na pobudzanie gospodarki, gdy przyjdą gorsze czasy. Reguła pozwalała na wzrost wydatków na podstawie średniego tempa wzrostu PKB za osiem lat i prognozy inflacji. W czasie, gdy nad Wisłą rozgościła się na dobre deflacja,możliwości do popuszczania pasa mocno spadły. Po zmianach problem inflacji znika, bo na stałe wpisano do reguły cel inflacyjny NBP na poziomie 2,5 proc.

— Według naszych szacunków, to da w przyszłym roku możliwość zwiększenia wydatków budżetowych nawet o 8 mld zł. Biorąc pod uwagę, jak kosztowne są obietnice wyborcze, nie ma się co dziwić, że rząd zdecydował się na modyfikację reguły fiskalnej — uważa Marta Petka-Zagajewska. Korekta daje też resortowi finansów pole do zwiększania limitu wydatków ad hoc w przypadku „przewidywanej realizacji w roku budżetowym istotnych działań jednorazowych i tymczasowych”.

— Wszystkie ostatnie zmiany w polityce fiskalnej to ruchy w kierunku wyższych wydatków fiskalnych — zwraca uwagę Piotr Kalisz, główny ekonomista banku Citi Handlowy.

Koniec oszczędzania

Dla większości ekonomistów kierunek zmian w finansach publicznych jest jasny — idziemy szybką ścieżką w kierunku pogłębiania dziury.

— Mówienie, że tylko przejściowo przekroczymy 3 proc. deficytu, to mydlenie oczu — uważa Marta Petka-Zagajewska. Jej zdaniem, nawet solidnie rosnąca gospodarka, którą nakręcą dodatkowe wydatki obiecane przez PiS, nie pomoże utrzymać deficytu poniżej wymaganych przez Brukselę poziomów.

Z Komisji Europejskiej (KE) płyną zaś jasne sygnały, co powinniśmy robić w finansach.

— Należy kontynuować odpowiedzialną politykę fiskalną. Zdrowe finanse publiczne są wstępem do długotrwałego wzrostu. Stabilność finansowa jest również ważna, ponieważ wzbudza zaufanie w gospodarce — zarówno w oczach ludzi, firm, jak i inwestorów — mówi w piątek po spotkaniu z naszym ministrem finansów Valdis Dombrovskis, wiceszef KE. Paweł Szałamacha dopuszcza zaś, że już w tym roku niedobór w sektorze finansów publicznych sięgnie nawet 3,2 proc. PKB. To zaś na pewno nie spodoba się inwestorom,którzy przez ostatnie lata zostawiali sporo kapitału nad Wisłą, a reguła wydatkowa była przez nich chwalona jako gwarant, że nie będzie szaleństwa w wydawaniu z publicznej kasy. Zdaniem Piotra Kalisza, zmiana reguły to szczególnie zła wiadomość dla tych, którzy kupują nasze obligacje. Za chwilę możemy też znaleźć się na cenzurowanym agencji ratingowych, które z równie wielkim zadowoleniem jak rynki finansowe przyjęły nasz wydatkowy hamulec.

— Inwestorzy będą musieli teraz uwzględniać nowy element ryzyka w polskich finansach — mówi ekonomistka Raiffeisen Polbanku.