Piwowarski biznes w rozkwicie

O polskie piwa rzemieślnicze usilnie zabiegają duże sieci handlowe i zagranica. Ale wielu właścicielom takich firm nie zależy na dużym wzroście

Jeszcze do niedawna w Polsce większość piw dostępnych na sklepowych półkach wyglądała i smakowała podobnie. Wszystko zmieniło się w ostatnich latach, kiedy nastąpił wysyp piw rzemieślniczych. Jednym z pierwszych browarów specjalizujących się w tego typu produktach jest Pinta. Powstał w 2011 r., kiedy trzech przyjaciół postanowiło pokazać szerszemu gronu swoje umiejętności warzenia piwa, ćwiczone latami w domowym zaciszu.

SPRZEUPIĆ:
Zobacz więcej

SPRZEUPIĆ:

— Duże sieci handlowe coraz częściej zabiegają o to, żeby piwa rzemieślnicze znalazły się na ich półkach. Do tego obudzili się restauratorzy, do których dotarło, że dobre wina to nie wszystko — zwraca uwagę Ziemowit Fałat (z lewej), współtwórca browaru rzemieślniczego Pinta. Na zdjęciu ze wspólnikami — Grzegorzem Zwierzyną i Markiem Semlą (z prawej). Jarosław Deka

— Wiedzieliśmy, że chcemy zaproponować Polakom piwo rzemieślnicze, ale nie mieliśmy wtedy planów zakładania regularnego browaru. Jednak zainteresowanie naszym piwem przerosło najśmielsze oczekiwania — opowiada Ziemowit Fałat, współtwórca Pinty.

Rewolucja

To był Atak Chmielu, bardzo mocno nachmielone piwo w stylu American Pale Ale. Po roku od jego debiutu na rynku pojawiły się nowe piwa rzemieślnicze, a w kolejnych latach przybyło bardzo dużo nowych browarów tego typu. Wielu piwowarów, zamiast produkować — jak do tej pory — tylko na małą skalę, nabrało odwagi, żeby rozwinąć skrzydła. W 2012 r. działalność rozpoczął AleBrowar, który podobnie jak Pinta, zaczął warzyć własne napoje w formule kontraktowej, czyli wynajmując moce produkcyjne w innym, działającym już browarze.

Z własnymi mocami produkcyjnymi wystartował mniej więcej w tym samym czasie browar Artezan. Kwota 200 tys. zł, która pozwoliła trzem właścicielom tego browaru skompletować i uruchomić produkcję metodami chałupniczymi, była tak niska, że przeszła do historii. Dzisiaj AleBrowar ma już własną produkcję i Pinta buduje własny browar za kwotę ok. 12 mln zł. Każdy piwowar marzy, żeby mieć swobodę i działać na własną rękę. — My warzymy swoje piwo w piątym browarze. Chcemy, żeby szósty był już naszym własnym — mówi Piotr Sosin, właściciel Trzech Kumpli, browaru, który powstał w 2014 r. Trudno jednak o rzetelne dane o tym rynku. Problem w tym, że nie każdy rzemieślnik ma własny browar, a ponadto nie każdy mały browar może być traktowany jako rzemieślniczy.

— W tym momencie w Polsce działa 185 browarów, z czego około 50 to browary rzemieślnicze warzące nowofalowe style piwa, oparte z jednej strony na amerykańskich odmianach chmielu (APA, AIPA), z drugiej na ciągłych produktowych innowacjach. Do tej liczby należy doliczyć co najmniej drugie tyle inicjatyw kontraktowych, wynajmujących moce produkcyjne w innych browarach — wylicza Michał Maranda, właściciel serwisu Polskieminibrowary.pl.

Jego zdaniem, rynek piw rzemieślniczych to ok. 2 proc. polskiego rynku piwa. — Jest dużo inicjatyw, które lada chwila ujrzą światło dzienne — w ciągu dwóch lat powinno otworzyć się 60-70 nowych browarów, które już dzisiaj są w fazie przygotowania. W ciągu kilku kolejnych lat liczba browarów rzemieślniczych może sięgnąć 800 — twierdzi Ziemowit Fałat.

Rzemieślnik, czyli kto

Szacunki tego rynku dodatkowo utrudnia brak oficjalnej jego definicji. — W wielu przypadkach browar regionalny potrafi być także browarem rzemieślniczym, a browar restauracyjny warzący tylko klasyczne style nie zalicza się do grona rzemieślników — tłumaczy Kacper Groń, który razem z Karoliną Papińską prowadzi serwis Piwna Zwrotnica badający i opisujący rynek piwa.

— Według Brewers Association USA, czyli w kraju, w którym narodził się ruch nowofalowego piwowarstwa, browar rzemieślniczy to browar mały, niezależny i tradycyjny w takim sensie, że nie produkuje piw aromatyzowanych. Natomiast według definicji używanej w Konkursie Piw Rzemieślniczych piwo rzemieślnicze to takie, które zostało uwarzone przez piwowara znanego z imienia i nazwiska, według autorskiej receptury w objętości do 5 tys. hektolitrów rocznie — wyjaśnia Michał Maranda. Piwowarzy przyznają, że w browarach najważniejsze są osoby, które własną twarzą reprezentują stworzone przez siebie trunki.

— Za browarem rzemieślniczym stoją konkretni ludzie, oryginalne receptury, najlepsze surowce, kreatywność i stosunkowo niewielka skala. Przez cały rok warzymy tyle piwa, ile browary przemysłowe w ciągu jednego dnia — mówi Ziemowit Fałat. Jego zdaniem, cały rynek piw rzemieślniczych może warzyć ok. 150 tys. hektolitrów piwa rocznie. Sama Pinta produkuje obecnie 14 tys. hektolitrów rocznie. Po uruchomieniu własnej produkcji ta liczba wzrośnie do 20 tys. hektolitrów, a docelowo — do 50 tys. hektolitrów. Browary rzemieślnicze najczęściej nie poprzestają na jednym produkcie.

— W ciągu pięciu lat wypuściliśmy na rynek ponad 80 różnych piw. Większość świetnie się przyjęła i moglibyśmy je powtarzać regularnie, ale ze względu na ograniczenia mocy produkcyjnych było to niemożliwe. Poza tym, na tym etapie rozwoju rynku klienci oczekują ciągle nowych produktów. Mamy kilka stałych piw, które warzymy non stop — jak Atak Chmielu, Modern Drinking, Pierwsza Pomoc, a cała reszta to nowości, które dostarczamy do sklepów w liczbie kilkunastu tysięcy butelek — mówi Ziemowit Fałat. Podobnie działa większość browarów rzemieślniczych.

Popyt ponad możliwości

Z danych Piwnej Zwrotnicy wynika, że w 2016 r. na rynku pojawiło się aż 1561 premierowych piw. Wciąż powstają nowe produkty i nowe browary.

— Największy wzrost liczby browarów i inicjatyw kontraktowych nastąpiłw latach 2015-16. Teraz coraz trudniej wejść na rynek nowym graczom, co nie oznacza, że nie ma dla nich miejsca — mówi Michał Maranda. Łatwo nie jest m.in. dlatego, że pojawiają się na rynku inicjatywy, które tylko udają piwa rzemieślnicze, ponieważ chcą skorzystać na ich sukcesie.

— O ile debiutanci z pierwszych lat piwnej rewolucji wciąż utrzymują wysoką pozycję na rynku, o tyle spośród nowych browarów można wymienić zaledwie kilka wartych uwagi. Teraz będzie ona przywiązywana do jakości premierowych piw — mówi Karolina Papińska.

— Łakomie patrzą też na ten rynek koncerny piwowarskie, głównie ze względu na jego wysoką wartość. Butelka piwa koncernowego to średnio 2 zł, rzemieślniczego — nawet ok. 7-8 zł — mówi Michał Maranda. Nowicjuszom może być trudniej, ale ci, którzy już znaleźli swoje miejsce w branży, na brak klientów nie narzekają.

— U nas popyt wciąż przekracza możliwości produkcyjne — deklaruje Ziemowit Fałat. Podobnie jest w przypadku browaru Trzech Kumpli. — Nasze magazyny w zasadzie zawsze są puste. Niemal od razu po rozlewie piwa trafiają do klientów — zapewnia Piotr Sosin. Zapotrzebowanie na tego typu browary rośnie, bo wielu miłośników złocistego trunku ma już dosyć piwa z browarów przemysłowych. Ceniąc jakość, szukają nowości.

— Polacy zaczęli doceniać piwo rzemieślnicze, w dużej mierze dzięki rosnącej popularności slowfood. Ekologiczna żywność, warzywa od lokalnego rolnika oraz znajomość miejsca produkcji stają się powoli standardem, a industrializacja i masowa produkcja zdają się nie trafiać do współczesnego Polaka. Dzięki temu polskie browary mogą się rozwijać i zdobywać coraz szersze uznanie, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej jakości — tłumaczy Kacper Groń. Co ważne, ponadto obudzili się restauratorzy i duże sieci handlowe. Wszyscy chcieliby mieć w swojej ofercie piwo rzemieślnicze.

— Coraz częściej duże sieci handlowe zabiegają o to, żeby piwa rzemieślnicze znalazły się na ich półkach. Do tego do restauratorów dotarło, że dobre wina to nie wszystko — niektórzy klienci oczekują do dobrego dania również dobrego piwa. Rynek może dzisiaj zaoferować naprawdę ciekawe piwne menu dla każdego rodzaju restauracji — tłumaczy Ziemowit Fałat.

Dobre, bo polskie

Zainteresowanie idzie także z zagranicy. Polskie piwa szczególnie dla europejskiego rynku są bardzo atrakcyjne — stosunkowo niedrogie i dobre smakowo. — Dystrybutorzy z Europy na swoich rynkach mogą sprzedawać nasze piwo z wysoką marżą, a do tego jest ono naprawdę wysokiej jakości — mówi Piotr Sosin.

— Wśród europejskich krajów to właśnie Polska jest jednym z najlepiej rozwijających się rynków piwa rzemieślniczego — piwowarzy nie boją się eksperymentów, a piwa trafiają coraz szerzej — na rynki Danii, Włoch, Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii. Coraz częściej pojawiają się kooperacje tworzone przez polskie i zagraniczne browary — wśród tych najciekawszych można wymienić współpracę z piwowarami z Brazylii, USA czy Japonii — mówi Karolina Papińska.

— Warto wspomnieć, że w największym na świecie plebiscycie RateBeerBest za 2016 r. osiem polskich piw znalazło się wśród stu najlepszych piw świata, a Artezan i Pracownia Piwa zaliczone zostały do setki najlepszych browarów na świecie — dodaje Michał Maranda.

Do Trzech Kumpli zagranica przyszła sama. Firma sprzedaje ok. 10 proc. swojej produkcji m.in. do Hiszpanii, Włoch, Francji, Niemiec oraz Danii. Pinta na eksport przeznacza ok. 5 proc. swojej produkcji. Jej piwa trafiają m.in. do Włoch, Skandynawii i Holandii. Ograniczeniem w eksporcie jest jednak kwestia przydatności do spożycia takiego piwa.

— Piwa niepasertyzowane mają termin przydatności do spożycia trwający ok. trzech miesięcy, a pasteryzowane ok. pół roku. To duże ograniczenie, m.in. na takich rynkach, jak Belgia, Holandia czy Włochy, na których klienci przyzwyczajeni są do co najmniej rocznego terminu przydatności — mówi Piotr Sosin.

Nie chcą rosnąć

W wielu przypadkach dobre polskie browary rzemieślnicze mogłyby szybko rosnąć, ale… wcale nie chcą.

— Rozwijanie w nieskończoność produkcji to nie jest nasz cel. Moglibyśmy więcej sprzedawać, ale rosnące słupki sprzedaży nigdy nie były dla nas najważniejsze. Najważniejsze jest zadowolenie naszych klientów. Warzymy tyle, żeby panować nad każdym etapem produkcji naszego piwa. Tym bardziej że od browarów rzemieślniczych wymaga się ciągłej kreatywności — tłumaczy Ziemowit Fałat. Dla Trzech Kumpli granicą, do której chcą rozwinąć produkcję, jest ok. 50 tys. litrów miesięcznie.

— Pewnie moglibyśmy warzyć więcej, ale wtedy musielibyśmy „popychać” sprzedaż, wiążąc się umowami handlowymi z miejscami, w których niekoniecznie chcemy zaistnieć — przyznaje Piotr Sosin. Jego browar miał już doświadczenia z dużą siecią handlową.

— One muszą zrozumieć, że my nie jesteśmy taśmą produkcyjną. Dla nas priorytetem jest jakość — najważniejsze, żeby każda partia piwa smakowała tak samo. Nie możemy sobie pozwolić na żadną wpadkę jakościową. Chcemy spokojnie sprzedawać swoje piwo do miejsc, gdzie nie ma presji, że jak się nie wyrobimy, to wpadniemy w kłopoty finansowe. Na szczęście także duzi gracze zaczynają coraz lepiej pojmować specyfikę produkcji rzemieślniczej, więc wkrótce nadejdą spore zmiany na rynku — tłumaczy Piotr Sosin.

Wiele browarów rzemieślniczych, pomimo zainteresowania dużych sieci handlowych, wcale nie chce z nimi współpracować. Tłumaczą, że jako małym firmom jest im nie pod drodze z wielkimi koncernami. Wolą sprzedawać produkowane przez siebie złote trunki do hurtowni rzemieślniczych, skąd te trafiają do pubów, które rozlewają tylko takie piwa — albo do specjalistycznych sklepów.

— W obu wymienionych przypadkach obsługa jest w stanie doradzić lub podpowiedzieć niezdecydowanemu klientowi wybór odpowiedniego piwa. Tego brakuje w dużych sieciach, choć od pewnego czasu pojawiają się w nich piwa rzemieślnicze — dodaje Michał Maranda.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Piwowarski biznes w rozkwicie