Największe znaczenie w tym miksie wydarzeń miała jednak sesja w USA, która
ustawiła nastroje (nadzieje na odbicie) na większości rynków europejskich. Tym
bardziej, że pretekst do tej zwyżki miał "twarde" podstawy w postaci opinii Fed
o potrzebie utrzymania stóp na niskim poziomie (z jednym głosem odmiennym) i
orędziem B. Obamy, który chce wprowadzić ulgi podatkowe dla przedsiębiorców.
Słowa, które padły, okazały się wystarczające, by tchnąć nieco optymizmu w
działania inwestorów w USA i w Azji, a później w Europie.
U nas odczyt PKB
(wzrost o 1,7 proc. w 2009 roku) był pozytywny, ale jednak oczekiwany przez
ekonomistów i rynki. A poza tym, tego rodzaju dane dotyczą przecież przeszłości
- okresu dawno już uwzględnionego w cenach akcji, więc zwykle podobne publikacje
oddziałują na rynki w okresach mierzonych w minutach i pojedynczych punktach.
Wystąpienie premiera trudno ocenić w kategoriach rynkowych. Dla inwestorów
najważniejszy ma być plan "konsolidacji i rozwoju" gospodarczego Polski, ale ten
poznamy dopiero jutro. Choć trzeba przyznać, że napięcie zostało już
zbudowane.
Optymizm skończył się rano, ale tylko zwolennicy opozycji będą wiązać pojawienie się przewagi sprzedających z wystąpieniem premiera w siedzibie Giełdy. Większość zauważy, że nastroje dyktował umacniający się dolar - euro spadło dziś poniżej 1,40 USD po raz pierwszy od 15 lipca 2008 roku. Mieliśmy też znaczący, prawie 3-proc. spadek indeksu giełdy hiszpańskiej, co jest związane z głosami krytyki i niepokoju nad kondycją budżetu i gospodarki.
W każdym razie po próbie wyjścia nad poziom 2400 pkt, WIG20 do końca sesji majestatycznie opadał, a na koniec dnia spadł do najniższego poziomu od przedwigilinej sesji. Wypadł też z kanału wzrostowego, w którym przebywał od sierpnia, choć przy tej skali obrotów jego zachowanie należy raczej określić jako naruszenie wsparcia niż jego definitywne przełamanie.
Co ciekawe gorsza końcówka wiązała się z ujemnym otwarciem w USA, gdzie inwestorzy nie narzekali na brak dobrych danych. Zamówienia na dobra trwałe (poza samochodami) wzrosły bardziej niż oczekiwano, dobry raport kwartalny zaprezentował też Ford. Skoro mimo to indeksy spadały, należy uznać, że nastawienie inwestorów do rynku definitywnie zmieniło się. Potwierdzenia możemy oczekiwać jutro. Także ze względu na kolejną porcję danych - tym razem poznamy dynamikę PKB w USA. No i plany naszego rządu co do naprawy finansów publicznych.
Na rodzimym rynku walutowym złoty zachował się podobnie jak giełda. Rano
umocnił się wyraźnie, ale w ciągu nia nie spisywał się już tak dobrze. Dolar
ponownie kosztuje więc powyżej 2,92 PLN, euro potaniało do 4,077 PLN (ale rano
było o dwa grosze tańsze), frank spadł do 2,774 PLN (rano także był tańszy o dwa
grosze).
Ropa utrzymała cenę poniżej 74 dolarów za baryłkę, złoto nie
zmieniło ceny (1087 dolarów), miedź potaniała o 1,4 proc. i jest już o 10 proc.
tańsza niż przed dwoma tygodniami.
Emil Szweda, Open Finance