PKE walczy o kredyt

Agnieszka Berger
12-06-2003, 00:00

Banki z rezerwą podchodzą do finansowania wartej 1,6 mld zł inwestycji Południowego Koncernu Energetycznego w Elektrowni Łagisza. Mimo to prezes PKE liczy, że z komercyjnych kredytów zdoła uzyskać 600-700 mln zł. Przetarg ruszy w czerwcu.

Jan Kurp, prezes Południowego Koncernu Energetycznego (PKE), zapowiada, że jeszcze w tym miesiącu spółka ogłosi przetarg na finansowanie budowy bloku energetycznego o mocy 460 MW w należącej do PKE Elektrowni Łagisza.

— Dopracowujemy ostatnie szczegóły procedury udostępniania zainteresowanym bankom poufnych informacji o spółce i projekcie. Przetarg rozpocznie się jeszcze przed końcem czerwca. Liczymy przede wszystkim na banki, które już z nami współpracują i dobrze znają spółkę — Pekao SA, PKO BP, ING czy Citibank. Do zamknięcia finansowania inwestycji szacowanej na 1,6 mld zł powinien nam wystarczyć kredyt komercyjny na poziomie 600-700 mln zł. Jeśli cykl inwestycyjny potrwa 4 lata, z własnych środków będziemy w stanie wygospodarować kolejnych 500 mln zł. Resztę możemy uzyskać z narodowego i wojewódzkiego funduszu ochrony środowiska, Ekofunduszu, a być może także ze środków unijnych — twierdzi Jan Kurp.

Prezes PKE przyznaje, że uzyskanie pożyczki od komercyjnych banków będzie trudniejsze niż zakładano. Wyraźnie wskazują na to kłopoty kontrolowanego przez Elektrim Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin (PAK), który od wielu miesięcy nie może odzyskać cofniętych przez banki kredytów na budowę tzw. Pątnowa II.

— Banki oczekują dobrego zabezpieczenia kredytu. Na kontrakt długoterminowy z PSE nie możemy liczyć. W rachubę wchodzą tylko umowy komercyjne — mówi Jan Kurp.

Jego zdaniem, koncern ma szansę podpisać 12-letnie komercyjne kontrakty na odbiór energii (tyle czasu potrzeba na spłatę kredytów). Wydaje się jednak, że prezes PKE robi tylko dobrą minę do złej gry — chyba że liczy, iż w podpisaniu „komercyjnych” umów z państwowymi dystrybutorami energii pomoże mu rząd.

Część ekspertów krytykuje zarząd koncernu za rozpoczynanie kosztownej inwestycji w Łagiszy w warunkach 30-40-proc. nadwyżki mocy produkcyjnych w polskiej energetyce. Jan Kurp uzasadnia natomiast swoją politykę zbliżającą się nieuchronnie chwilą odstawienia najstarszych bloków.

Zdaniem profesora Władysława Mielczarskiego, eksperta w dziedzinie energetyki, z uwagi na liczbę wyeksploatowanych źródeł, nasza nadwyżka mocy wytwórczych jest pozorna.

— Mimo to jej istnienie utrudnia elektrowniom finansowanie nowych inwestycji. Najlepszym rozwiązaniem byłoby przygotowanie ogólnokrajowego programu wycofywania z eksploatacji starych bloków. Już wyłączenie 2-3 tys. MW powinno sprawić, że banki chętnie wyłożą pieniądze na nowe projekty — twierdzi profesor.

Problem w tym, że równoczesne odstawienie wielu starych jednostek i kosztowna budowa nowych musi znacząco podnieść ceny energii. A to oznacza albo wysokie koszty dla odbiorców, albo — po otwarciu rynku międzynarodowego — upadek drogich producentów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / PKE walczy o kredyt