PKL ma pod górę

aktualizacja: 15-03-2016, 11:46

Operator kolejek linowych po prywatyzacji ma sporo planów inwestycyjnych, ale ich realizacja jeszcze poczeka.

Prywatyzacje niemal zawsze wzbudzają emocje, ale ta wzbudzała emocje szczególne i to wśród bardzo krewkiej części narodu. W 2013 r. majątek Polskich Kolei Linowych (PKL), w tym znane każdemu tatrzańskiemu turyście kolejki na Kasprowy Wierch i Gubałówkę, faktycznie przeszedł w ręce funduszu Mid Europa Partners, znanego m.in. jako właściciel Żabki. W spółce kilka procent akcji mają też lokalne samorządy.

Protesty i sprzeciw wobec prywatyzacji „sreber narodowych” nie cichną do dziś, tuż przed wyborami parlamentarnymi podczas wizyty na Podhalu prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił, że „kolejka na Kasprowy musi być w polskich rękach i jeśli obejmiemy władze, to zrobimy wszystko, by tak się stało". Tymczasem perspektywa inwestycyjna typowego funduszu private equity kończy się dopiero za kilka lat i Mid Europa będzie próbowała w tym czasie podwyższyć wartość spółki.

Kłopotliwa Gubałówka

- Kończymy prace nad strategią do 2020 r., w połowie kwietnia chcemy przedstawić ją akcjonariuszom. Mamy w planach m.in. dwa duże projekty inwestycyjne, jeden na Gubałówce, drugi na Kasprowym Wierchu. Żaden nie może jednak ruszyć bez zgody odpowiednich urzędów i instytucji, a w przypadku Gubałówki szczególnie ważne będą zgody właścicieli gruntów – mówi Janusz Ryś, prezes PKL.

Główna trasa narciarska na Gubałówce jest nieczynna od ponad dekady. Spółka organizowała ostatnio w Zakopanem „konsultacje społeczne” z właścicielami gruntów, ale na kompromis na razie się nie zanosi.

- Na Gubałówce chcemy zainwestować około 100 mln zł. W pierwszym etapie byłoby to 50-60 mln zł na trasy narciarskie, które w optymalnym scenariuszu – czyli jeżeli szybko uzyskamy zgodę na zmianę miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego – byłyby gotowe w ciągu trzech lat. Potem zajęlibyśmy się modernizacją i rozbudową budynków górnej stacji ośrodka. W tej chwili brakuje nam oferty dla początkujących narciarzy, nasze pozostałe ośrodki są przeznaczone raczej dla bardziej zaawansowanych, więc bardzo zależy nam na porozumieniu z właścicielami gruntów. Oferujemy stawki za dzierżawę na poziomie kilku- a nawet kilkunastokrotnie wyższym niż w innych ośrodkach. Mimo to uzyskanie zgody od około 150 właścicieli nie jest łatwe, bo brak zgody jednej rodziny może blokować inwestycje – mówi Janusz Ryś.

Zmiana profilu

Drugą wielomilionową inwestycję PKL zamierza przeprowadzić na szczycie Kasprowego Wierchu. A właściwie pod nim.

- Na Kasprowym planujemy inwestycję rzędu 40-50 mln zł w nową kolejkę krzesełkową na halę Goryczkową i zbudowanie podziemnego przejścia z głównego budynku do górnej stacji kolejki, co zdecydowanie zwiększyłoby popularność tej trasy i bezpieczeństwo narciarzy z niej korzystających. Przygotowujemy raport środowiskowy, gdybyśmy uzyskali wszystkie pozwolenia, to ta budowa mogłaby ruszyć w 2018 r. Jeśli nie uzyskamy zgody na przejście, skala inwestycji w Goryczkową będzie mniejsza – mówi Janusz Ryś.

Obecnie około 95 proc. przychodów PKL przynosi działalność transportowa, ale spółka powoli stara się to zmienić. Stworzono m.in. PKL Food i zaczęto prowadzić restaurację na Kasprowym Wierchu w miejscu, gdzie wcześniej działała pizzeria.

- Dziś w przychodach PKL około jedna trzecia to Kasprowy Wierch i jedna trzecia to Gubałówka, mimo że praktycznie nie można tam jeździć na nartach. Pozostałe ośrodki odgrywają dużo mniejszą rolę – mówi Janusz Ryś.

O ile inwestycje infrastrukturalne PKL muszą czekać na urzędowe zgody, o tyle spółka już sporo inwestuje w marketing i rozbudowę sieci sprzedaży.

- PKL przez lata był firmą transportową, nawet w sprawozdaniach klienci byli określani jako „jednostki transportowe”. Nasz cel jest taki, by firma oferowała coś więcej niż bezpieczny transport. Robimy od podstaw rzeczy najprostsze, takie jak pozycjonowanie konkretnych ośrodków i tworzenie oferty uzupełniającej pod potrzeby takich klientów, którzy przyjeżdżają w te miejsca. Wprowadziliśmy też m.in. wspólną kartę, umożliwiającą zakup biletów na nasze kolejki, uruchomiliśmy sprzedaż internetową i sieć biletomatów – mówi Patryk Białokozowicz, w zarządzie PKL odpowiedzialny za sprzedaż i marketing.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu