Mirosław Gronicki, minister finansów, twierdzi, że sytuacja finansów publicznych jest wyraźnie i zdecydowanie lepsza. Może z tym wyraźnie i zdecydowanie nieco przesadził, ale rzeczywiście jest lepsza. Tyle tylko że jest to ogromnie ulotne. Proszę sobie bowiem wyobrazić, że nie ma wpływów ze sprzedaży akcji PKO — celowo nie używam zwrotu „z prywatyzacji”. Wtedy 6-miliardowa luka jest praktycznie nie do zapełnienia i mamy gigantyczny problem. A przecież bardzo niewiele brakowało, by sprzedaż została zablokowana przez Sejm, nie doszła do skutku, przynajmniej w takim kształcie, gwarantującym takie wpływy.
Od początku procesu sprzedaży akcji PKO BP było wiadomo, że kontrolę nad bankiem w dalszym ciągu będzie sprawowało państwo. Tak więc, jeżeli prywatyzacja ma polegać na oddawaniu przez państwo kontroli nad podmiotami w ręce kapitału prywatnego, to to, co się dzieje z PKO BP, prywatyzacją nie jest. Pozostaje natomiast mieć nadzieję, że po tym zabiegu będzie to twór bardziej przypominający w funkcjonowaniu np. francuskie Renault niż nasze PZU. Tak naprawdę bowiem nie chodzi przecież o to, również chyba posłom, by PKO BP koniecznie był bankiem państwowym, ale by w większości należał do polskich akcjonariuszy. Niezależnie od tego, że nie cierpią oni na nadmiar wolnych środków. I miejmy nadzieję, że to, co się dzieje z tym bankiem w tych dniach, jest początkiem realizacji takiego właśnie procesu.
Marek Zuber ekonomista TMS