Szefowie PKP Cargo zapowiadają odwołanie od wyroku UOKiK i nie chcą płacić 40 mln zł kary, która pochłonie sporą część tegorocznego zysku.
Według Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, PKP Cargo — największy polski przewoźnik kolejowy — stosowały praktyki monopolistyczne i muszą za nie zapłacić. Odmiennego zdania są szefowie spółki, którzy planują odwołanie się od tej decyzji. Obecnie werdykt UOKiK jest analizowany przez ekspertów, którzy mają wątpliwości głównie co do ustalonej przez urząd definicji rynku przewozów i obowiązujących na nim zasad konkurencji.
Umowy na lata
— To, że jesteśmy największym przewoźnikiem kolejowym na rynku, nie oznacza, że gramy nieuczciwie. Działamy tak, aby przedsiębiorstwo zarabiało na siebie — tłumaczy Bogdan Kobus, członek zarządu PKP Cargo.
Zdaniem UOKiK, PKP Cargo zmonopolizowały rynek zawierając ze swoimi kontrahentami długoletnie umowy na przewozy kolejowe, co mogło doprowadzić do zawyżania cen za przewozy i mieć bezpośrednie przełożenie na ceny transportowanych towarów.
— PKP Cargo w bezwzględny sposób walczy z konkurencją. Tracą na tym wszyscy uczestnicy rynku: kontrahenci spółki, którym ogranicza ona swobodę prowadzenia działalności gospodarczej blokując korzystanie z usług innych przewoźników; konkurenci, ponieważ PKP Cargo formułuje z nimi umowy w sposób uniemożliwiający liberalizację rynku przewozów kolejowych. Wreszcie, co najważniejsze, kwestionowane przez nas działanie spółki uderza w konsumentów. Powszechnie wiadomo, że wpływ kosztów transportu na ceny przewożonego towaru jest bardzo istotny. A w tej konkretnej sprawie mamy do czynienia z podstawowymi surowcami do produkcji towarów powszechnego użytku, tj. węglem lub energią cieplną. W efekcie, skutki niezgodnych z prawem praktyk PKP Cargo odczuwają odbiorcy końcowi poprzez wzrost cen tych produktów. Ceny przewożonych koleją towarów, takich jak materiały budowlane czy paliwa, byłyby niższe, gdyby funkcjonowała na tym rynku konkurencja — przekonuje Cezary Banasiński, prezes UOKiK.
— Umowy wieloletnie powstały właśnie po to, żeby ceny za transport były zoptymalizowane i jak najniższe. Jeśli nasz kontrahent jest w stanie zaplanować ze sporym wyprzedzeniem wielkości i przybliżone terminy przewozów, to automatycznie i nam jest łatwiej zaplanować nasze działania. To przekłada się bezpośrednio na ceny przewozów. Jeśli dostawca czy ktokolwiek zamawia przewozy z dnia na dzień, to automatycznie po wyższych cenach, bo wymaga i od nas znacznie większych nakładów — ripostuje Bogdan Kobus.
Przedstawiciele PKP Cargo twierdzą, że planowanie długoterminowe jest jedną z podstaw powodzenia w tym biznesie. Służy zarówno oszacowaniu ilości zamawianych przez firmę wagonów, jak i planowaniu rozkładów jazdy.
UOKiK podkreśla, że jego zastrzeżenia budzi nie tyle długoterminowa współpraca, co zapisy w umowach, dotyczące kar, jakie poniesie zamawiający przewóz jeśli nie wywiąże się ze swoich zamówień.
— To chyba normalne, że negocjując jakiekolwiek umowy handlowe wprowadza się zapisy na okoliczność niedotrzymania warunków kontaktu przez którąś ze stron, ustala się kary czy inne sposoby zadośćuczynienia. Oczywiście można tego nie stosować i działać na żywioł. Jednak dzięki dotychczasowej strategii, na razie, nasza firma, choć należąca w całości do państwa, nie potrzebuje żadnych dotacji i wsparcia z budżetu centralnego, bo sama na siebie zarabia — dodaje Andrzej Miśko, dyrektor w PKP Cargo.
Szefowie firmy twierdzą, że kwestionowane przez UOKiK zapisy i klauzule są de facto zapisami martwymi, których nigdy nie trzeba było stosować.
— Trochę szkoda, że firmie, która dobrze prosperuje i zatrudnia 49 tys. pracowników w taki sposób utrudnia się życie. Nie ma co się rozwodzić na tym komu i dlaczego na tym zależy, warto jednak pamiętać, że my w przeciwieństwie do większości firm kolejowych działających w Unii Europejskiej nie prosimy o dotacje tylko sami na siebie zarabiamy — podsumowuje Bogdan Kobus.
Myślimy o jutrze
Szefowie PKP Cargo muszą się odwołać od ich zdaniem niesprawiedliwej decyzji UOKiK, bo bardzo wysoka kara, jeśli zostanie wyegzekwowana, skonsumuje praktycznie cały zysk, który spółka planuje osiągnąć do końca 2004 r.
Spółka planuje na najbliższe lata bardzo wysokie nakłady inwestycyjne związane z rozwojem swojej działalności.
— W roku 2004 planujemy wydać ponad 957 mln zł na rozwój firmy. To nie tylko tory i wagony, ale również centra przeładunkowe i cała infrastruktura, jakiej wymaga nowoczesny transport kolejowy. Minęły czasy, kiedy przewoziliśmy głównie węgiel z kopalni do elektrociepłowni czy innego dużego zakładu. Teraz transportujemy coraz więcej towarów wysoko przetworzonych, jak na przykład samochody, chemikalia czy sprzęt gospodarstwa domowego. To wymaga stworzenia całego zaplecza logistycznego, które przecież kosztuje — tłumaczy Andrzej Miśko.
Okiem eksperta
Decyzja dowodzi, że rynek dojrzał
Decyzja Prezesa UOKiK jest w pewnym sensie przełomowa. Po raz pierwszy bowiem w powojennej Polsce urząd antymonopolowy ukarał państwowego przewoźnika kolejowego za próbę ograniczenia konkurencji na rynku. Dowodzi to faktu, że polski rynek kolejowy wreszcie staje się podobny do zliberalizowanych rynków kolejowych Europy Zachodniej, i że groźba utraty klientów na rzecz konkurencyjnych przewoźników kolejowych jest coraz bardziej realna dla PKP Cargo.
Z wykrytych przez UOKiK praktyk PKP Cargo można wywnioskować, że świadomość utraty pozycji monopolistycznej przez PKP zmusza to przedsiębiorstwo do coraz to nowych wysiłków w celu zatrzymania odpływu klientów.
ADAM FULARZ Centrum Statystyki Kolejowej