PKP Cargo wojny się nie boi

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2009-10-08 00:00

Jest wciąż bardzo ostro pod górkę, ale przewoźnik złapał pierwszy oddech. Ma już próg rentowności i pierwsze zyski na handlu.

Prognoza wielkości przewozów spółki na przyszły rok wynosi 112 mln ton

Jest wciąż bardzo ostro pod górkę, ale przewoźnik złapał pierwszy oddech. Ma już próg rentowności i pierwsze zyski na handlu.

PKP Cargo powoli wyjeżdża na prostą. Od czerwca ma dodatni wynik handlowy i tak ma być do końca roku.

— Plan przewozowy na wrzesień wynosił 9,8 mln ton, ale powinniśmy przewieźć ponad 10 mln ton, co odpowiada poziomowi przewozów sprzed kryzysu. W październiku będzie podobnie. W listopadzie i w grudniu, podobnie jak w ubiegłym roku, trochę mniej — mówi Marek Zaleśny, wiceprezes ds. handlowych PKP Cargo.

Przekroczenie masy 9-10 mln ton jest dla przewoźnika bardzo ważne, gdyż na tym poziomie znajduje się próg rentowności przewozów. Każda tona więcej to dla PKP Cargo czysty zysk.

Obecnie przewoźnik liczy rentowność przewozów rozproszonych. Mówiąc w skrócie, są to przesyłki dedykowane, rozwożone w pojedynczych wagonach łączonych w punktach koncentracji w pociągi, następnie rozpinane na stajach rozrządowych, skąd pojedyncze wagony kierowane są do stacji ostatecznych. Zajmują się nimi niemal wyłącznie PKP Cargo. Teoretycznie przewozy rozproszone są atrakcyjne, gdyż wielkość tego rynku wynosi około 30 mln t rocznie. Teoretycznie.

— Pewnie są takie przesyłki, na których zarabiamy, ale mogę sobie wyobrazić sytuację, że lokomotywa ciągnie tylko jeden wagon przez 20 km — mówi Marek Zaleśny.

Przewoźnik ma już system liczenia kosztów w przewozach całopociągowych (stąd wie, gdzie jest próg rentowności). Dla rozproszonych będzie gotowy w przyszłym roku i wtedy dowie się, które opłaca się obsługiwać, a które są nierentowne.

— Oceniam, że stopień redukcji przewozów rozproszonych, ze względu na zbyt niską rentowność, wyniesie nie więcej niż kilka procent. Liczymy na ścisłą współpracę w tym zakresie z PKP Polskie Linie Kolejowe — mówi Marek Zaleśny.

Oczekiwania od zarządcy infrastruktury są takie, że obniży stawkę dostępową do torów dla przewozów rozproszonych. Sprawa warta jest rozważenia, bo jeśli Cargo zrezygnuje nawet tylko z kilku procent przewozów, to jest to kilka milionów ton ładunku, które trafią na drogi.

Nawet po uwzględnieniu korekty w przewozach rozproszonych przewoźnik w przyszłym roku planuje zwiększyć łączne przewozy o 10 mln t w stosunku do roku bieżącego, który chce zamknąć wynikiem 102 mln t. Wiceprezes zapewnia, że pomimo oskarżeń prywatnej konkurencji, to nie PKP Cargo zaniża ceny.

— Nie narzucamy cen, nie kreujemy tego rynku. Ale też nie protestujemy, że ceny są za niskie — mówi wiceprezes PKP Cargo.

Wyjaśnia, że spółka może zaoferować takie ceny, bo dzięki restrukturyzacji ma spore oszczędności.

Eugeniusz Twaróg