PKP Energetyka patrzy na Zachód

Polska firma ma apetyt na kontrakty w Niemczech i jest bliska podpisania listu intencyjnego. To jej plan na biznesową przyszłość.

Nie będzie to łatwe, zająć może nawet dwa lata, ale jest szansa na to, że polska firma zarobi na budowie kolejowych sieci trakcyjnych w Niemczech. Takie plany ma PKP Energetyka.

AUDYTOR BADA I CHWALI: Prezesem PKP Energetyki od półtora roku
 jest Wojciech Orzech. Najwięcej wysiłku włożył we wdrożenie systemów IT
 w firmie oraz reorganizację pracy. Chwali się, że audytor potwierdza 
poprawę.
Zobacz więcej

AUDYTOR BADA I CHWALI: Prezesem PKP Energetyki od półtora roku jest Wojciech Orzech. Najwięcej wysiłku włożył we wdrożenie systemów IT w firmie oraz reorganizację pracy. Chwali się, że audytor potwierdza poprawę. Marek Wiśniewski

— W ciągu miesiąca podpiszemy list intencyjny z niemiecką spółką DB Bahnbau — mówi Wojciech Orzech, prezes PKP Energetyka. DB Bahnbau, podobnie jak PKP Energetyka, zajmuje się budową i modernizacją sieci trakcyjnych. Według szacunków Wojciecha Orzecha, ma ok. 30 proc. udziału w niemieckim rynku, a zależałoby jej na zwiększeniu potencjału. Stąd rozmowy z PKP Energetyka. Współpraca nie ruszy jednak szybko — sam proces certyfikacji, obowiązkowy dla firm chcących robić interesy z kolejami niemieckimi, zajmie ok. dwóch lat.

— To pasuje do naszej strategii, która w najbliższych latach zakłada koncentrację na wielkim programie inwestycyjnym prowadzonym przez PKP Polskie Linie Kolejowe, ale obejmuje też przygotowanie firmy na kolejne lata, kiedy zamówień będzie już mniej — zauważa Wojciech Orzech.

Miękkie lądowanie zapewnić mają m.in. rynki zagraniczne. PKP Energetyka wystawiła już pierwszą fakturę na Litwie, a poza Niemcami interesuje ją jeszcze Skandynawia. Oprócz nowych rynków w planach PKP Energetyka mieszczą się nowe obszary działania, ale zarząd nie chce jeszcze o nich mówić.

— Perspektywa na wiele lat jest dla nas ważna również po to, by przyciągać do pracy młodych ludzi. Borykamy się przecież z problemem luki pokoleniowej — zauważa Mirosław Orzech. Szacuje, że średnia wieku w firmie to obecnie ponad 50 lat, co jest problemem. Niejedynym, bo dla PKP Energetyka, od momentu prywatyzacji w 2015 r., problemy („wyzwania” — poprawiał Wojciech Orzech) to codzienność. Firmę kupił fundusz inwestycyjny CVC, czemu sprzeciwiała się opozycyjna wówczas partia PiS, która dziś rządzi krajem. Jej politycy zdania nie zmienili — we wrześniu 2016 r. państwowa firma PKP złożyła w sądzie wniosek o stwierdzenie nieważności sprzedaży PKP Energetyka. Wcześniej, w czerwcu, Najwyższa Izba Kontroli wyraziła obawę, że właściciel spółki jest spoza branży, co oznacza ryzyko dla rynku usług kolejowych. Ostatnio na światło dzienne wyszły plany PKP Energetyki obejmujące plan sprzedaży przykopalnianych sieci trakcyjnych. Wzburzyły kolejarzy oraz same kopalnie.

— O zamiarze sprzedaży tych trakcji PKP Energetyka mówi przecież już od 2010 r., czyli zaczęła wiele lat przed prywatyzacją. Chcemy je sprzedać państwowym kopalniom, w cenie miedzi, bo dla nas oznaczają one nieporządek prawny i biznesowy. Nie mamy przecież certyfikatu zarządcy infrastruktury — tłumaczy Wojciech Orzech.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / PKP Energetyka patrzy na Zachód