Plan odbudowy czy fundusz wyborczy

opublikowano: 04-05-2021, 20:00

Tytuł jest kwintesencją ostrego sporu o Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO), którego przesileniem – ale wcale nie zakończeniem – stało się wtorkowe głosowanie ratyfikacyjne Sejmu.

Główny opozycyjny klub PO/KO, silnie wsparty przez ustawową reprezentację samorządu terytorialnego, ocenia przyjęty uchwałą Rady Ministrów 30 kwietnia (zarejestrowany w Komisji Europejskiej 3 maja) aż 498-stronicowy dokument bardzo krytycznie. Finansowe priorytety KPO preferują spółki skarbu państwa i generalnie sektor rządowy, zaś w sektorze samorządowym – przede wszystkim jednostki, których władze PiS zalicza do politycznych swojaków. Według krytyków ręczne sterowanie przez obecnych władców nadzwyczajnym strumieniem unijnych miliardów zostanie wykorzystane w 2023 r. w podwójnej kampanii wyborczej – parlamentarnej i samorządowej.

Paradoks polega na tym, że Sejm zajmował się nie wydatkami z KPO, lecz tylko jego stroną dochodową. Zgodna z zasadami zawierania umów międzynarodowych treść lakonicznej ustawy powinna brzmieć: „Art. 1. Wyraża się zgodę na dokonanie przez Prezydenta RP ratyfikacji decyzji Rady UE/Euratom 2020/2053 z 14 grudnia 2020 r. w sprawie systemu zasobów własnych Unii Europejskiej oraz uchylającej decyzję 2014/335 UE/Euratom. Art. 2. Ustawa wchodzi w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia”. Obecni władcy nie byliby jednak sobą, gdyby nawet w tak prostym tekście czegoś nie zmanipulowali. W art. 2 przeforsowali wejście w życie już „z dniem następującym po dniu ogłoszenia”. Wyjściowy projekt rozpatrywany przez rząd 16 lutego miał termin prawidłowy, ale potem PiS bezmyślnie roztrwoniło ponad dwa miesiące na rodzinny konflikt ze Zbigniewem Ziobrą, rząd przyjął projekt dopiero 27 kwietnia i władcom zaczęło się robić cienko z czasem, z tego wynika nagłe skrócenie terminu, niespotykane przy umowach międzynarodowych. Zdesperowane PO/KO i PSL również się nie popisały, usiłując wstawić do zamkniętej z definicji ustawy abstrakcyjne zapisy dotyczące… sposobu wydawania pieniędzy z KPO oraz wzniosłą preambułę.

Zbigniew Ziobro liczebnie rośnie w siłę, przeciwko ratyfikacji unijnych zasobów własnych we wtorek opowiedziało się w klubie PiS aż 20 posłów. Fot. MS

Sejm uchwalił ratyfikację stosunkiem 290:33 (sprzeciw Solidarnej Polski i Konfederacji) przy aż 133 posłach wstrzymujących się (głównie PO/KO) oraz 4 niegłosujących. Nie został więc osiągnięty próg 2/3 głosów (czyli 304), który w tym głosowaniu formalnie nie obowiązywał. Marszałek Elżbieta Witek arbitralnie odrzuciła wniosek o rozstrzygnięcie konstytucyjnego sporu w głosowaniu proceduralnym. Art. 90 Konstytucji RP ustala, że na podstawie umowy międzynarodowej Polska może przekazywać na zewnątrz państwowe kompetencje „w niektórych sprawach”, pod warunkiem uzyskania przez odpowiednią ustawę w Sejmie i w Senacie co najmniej 2/3 głosów. Kategoria „niektóre” pozostaje ulotna, interpretacja zależy wyłącznie od partyjnego punktu siedzenia. Finalny wynik jest zatem mocny, ale konstytucyjnie kruchy. Teraz trudno się spodziewać, że Senat potulnie wykona nakaz PiS i zatwierdzi ustawę już na posiedzeniu 12-14 maja. Bruksela wcale tak nie pili, oczekuje na komplet dokumentów ratyfikacyjnych z 27 państw do końca czerwca.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane