Platformy Holding Nieruchomości

opublikowano: 05-08-2011, 00:00

Grupa PHN miała wejść na GPW do października. O tym, czy w ogóle wejdzie, zdecydują zapewne wybory.

Państwowego giganta z 230 mln zł gotówki opanowali ludzie związani z PO i resortem skarbu...

Grupa PHN miała wejść na GPW do października. O tym, czy w ogóle wejdzie, zdecydują zapewne wybory.

Tydzień temu na konferencji prasowej Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) zaprezentowało Grupę PHN, wielki państwowy holding, stworzony na bazie ośmiu spółek, będący właścicielem 1,3 tys. hektarów niezabudowanych działek i 200 tys. mkw. powierzchni biurowej, mieszkaniowej i logistycznej. Przy okazji okazało się, że data wejścia na GPW giganta wycenianego wstępnie na 2,3 mld zł jest nieznana. Z akt rejestrowych Grupy PHN wynika tymczasem, że resort skarbu jeszcze w czerwcu uważał za priorytet, by spółka zadebiutowała na parkiecie w III kwartale 2011 r., czyli przed wyborami parlamentarnymi. Teraz jednak MSP chce ją wcześniej "zintegrować".

Inwestorzy zainteresowani megaofertą (do sprzedaży mają docelowo trafić wszystkie akcje Grupy PHN, a ostateczna wycena będzie zapewne dużo wyższa niż 2,3 mld zł) muszą więc uzbroić się w cierpliwość. Szczególnie że po drodze może zmienić się rząd, a z nim i koncepcja dotycząca Grupy PHN. Kto do czasu decyzji o debiucie będzie sprawował władzę w spółce, która poza nieruchomościami ma też, jak ustalił "PB", aż 230 mln zł wolnej gotówki?

 

Znajomości bez znaczenia

Prezesem Grupy PHN jest Wojciech Papierak, menedżer znany z wieloletniej działalności w branży bankowej i dobrych relacji z obecnym szefostwem MSP. Po tym jak w atmosferze sporu ze Zbigniewem Jagiełłą odszedł z zarządu PKO BP, skarb przymierzał go m.in. do władz PZU i Orlenu, a w końcu umieścił w Grupie PHN.

W zarządzie Papierak zasiada m.in. ze Sławomirem Frąckowiakiem, kiedyś prezesem Opoczna, a jednocześnie znajomym Michała Boniego, ministra w rządzie i najbliższego doradcy Donalda Tuska. Już za rządów PO Frąckowiak zasiadał w radach nadzorczych (RN) trzech spółek z grupy PGE, a od 2009 r. był wiceprezesem Dipservice (jednej ze spółek, z której powstała Grupa PHN).

— Moja znajomość z ministrem Bonim ma charakter wyłącznie prywatny. Nominacja na członka zarządu Grupy PHN jest efektem wygranego konkursu i docenienia mojego doświadczenia przez radę nadzorczą — ucina Sławomir Frąckowiak.

— Stanowiska zawdzięczam wykształceniu, ciężkiej pracy i osiąganym wynikom — przekonuje z kolei Rafał Krzemień, kolejny z członków zarządu Grupy PHN.

To były działacz warszawskiej Platformy, który od kilku lat sprawdza się w biznesie, mającym związki z polityką. W 2007 r., kiedy prezydentem Warszawy była już Hanna Gronkiewicz-Waltz, a sekretarzem Adam Leszkiewicz (dziś wiceminister skarbu), Krzemień został prezesem miejskiej spółki Gminna Gospodarka Komunalna Ochoty. Rok później zamienił funkcję na fotel szefa Dipservice, zaliczając jeszcze epizod w RN warszawskiego Herbapolu (Dipservice i Herbapol podlegały wtedy wojewodzie Jackowi Kozłowskiemu z PO).

 

Podwładny bratanka

Jeszcze więcej związków z Platformą można odnaleźć w składzie rady nadzorczej Grupy PHN. I tak Piotr Cymbała to członek władz powiatowych PO w Tomaszowie Lubelskim, który w wyborach samorządowych 2010 r. nie tylko kandydował do rady powiatu (bez sukcesu), ale i był szefem sztabu wyborczego PO. Od 2009 r. jest też członkiem RN Centrum Szkolenia i Rekreacji "Energetyk", spółki z grupy PGE. Szefem władz powiatowych PO w Tomaszowie jest poseł Mariusz Grad. To bratanek… Aleksandra Grada, ministra skarbu, który pod Tomaszowem mieszkał aż do podjęcia studiów.

— Moje relacje z wujkiem nie miały wpływu na wybór pana Cymbały do RN Grupy PHN, o to wszystko proszę pytać w MSP — ucina Mariusz Grad.

 

Minister bez wpływu

Kolejny członek rady: Mateusz Matejewski, to były szef Platformy w powiecie myślenickim. Z list tej partii kandydował w 2006 r. do rady powiatu, a rok później do Sejmu, jednak bez sukcesu. W bazach PO wciąż figuruje jako członek partii, ale zapewnia, że nie jest nim od kilku lat. Zapewne od 2008 r., kiedy to w kancelarii premiera Tuska nie został dyrektorem, ale "kierującym" biurem administracyjnym, co było obejściem prawa mającego wymuszać zatrudnianie apolitycznych urzędników.

Do kancelarii Matejewski trafił, gdy zastępcą jej szefa był Adam Leszkiewicz, dzisiejszy wiceminister skarbu. Kariery obu łączą się od momentu, kiedy Matejewski jako urzędnik małopolskiego urzędu marszałkowskiego podlegał właśnie Leszkiewiczowi. Gdy po epizodzie w stołecznym ratuszu Leszkiewicz przeszedł do kancelarii premiera, Matejewski zaczął "kierować" biurem administracji, a potem awansował na szefa Centrum Obsługi KPRM (dziś Centrum Usług Wspólnych).

Równocześnie Matejewski zdobywał doświadczenie w nadzorowaniu spółek kontrolowanych przez skarb państwa. Był w radach nadzorczych PGE Zespół Elektrociepłowni Bydgoszcz (spółka z grupy PGE) i Geovity (spółka z grupy PGNiG), a we wrześniu 2010 r. został szefem RN TON Agro, spółki, która jako jedna z ośmiu weszła w skład Grupy PHN.

— Nic nie wiem o tym, by minister Leszkiewicz miał wpływ na moją karierę zawodową. Do rady nadzorczej Grupy PHN trafiłem, startując jako jeden z kandydatów w konkursie — przekonuje Mateusz Matejewski.

 

Były poseł z konkursu

W tym samym konkursie na członka RN wybrany został też Tadeusz Maćkała, były poseł i senator PO. Choć w 2006 r. został usunięty z partii (za kandydowanie na prezydenta Lubina z ramienia lokalnego komitetu), to do końca kadencji pozostał członkiem klubu. A kiedy w 2007 r. Platforma objęła władzę, zaczął robić karierę w spółkach kontrolowanych przez skarb państwa. Od tego czasu był dyrektorem personalnym w kopalni z grupy KGHM oraz członkiem rad nadzorczych PSE Operator, TON Agro, Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Legnicy (grupa KGHM) i Ipochemu (grupa Polski Holding Farmaceutyczny). Z Tadeuszem Maćkałą nie udało nam się skontaktować.

Czego o członkach władz Grupy PHN można się dowiedzieć:

Rafał Krzemień

ze strony internetowej

Grupy PHN:

Prawnik z wykształcenia, ukończył podyplomowe studia w Międzynarodowej Szkole Menedżerów, Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i Wyższej Szkole Administracji i Zarządzania. Posiada wysokie kompetencje w zakresie audytu wewnętrznego i zarządzania nieruchomościami.

z ustaleń "PB":

Były działacz warszawskiej PO. Od 2007 r. zarządza firmami, które łączy to, że są nadzorowane przez polityków Platformy. Zaczął od stołecznej spółki komunalnej GGKO, potem był podlegający wojewodzie Dipservice, a dziś Grupa PHN.

Absolwent Wydziału Budownictwa i Inżynierii Politechniki Rzeszowskiej im. Ignacego Łukasiewicza, posiadający doświadczenie w zakresie zarządzania nieruchomościami.

Członek władz powiatowych PO w Tomaszowie Lubelskim, którym szefuje poseł Platformy Mariusz Grad, bratanek Aleksandra, ministra skarbu państwa. Za rządów PO Cymbała trafił do rady nadzorczej spółki z grupy państwowego PGE.

Absolwent Instytutu Spraw Publicznych Uniwersytetu Jagiellońskiego, posiadający wieloletnie doświadczenie w pracach organów spółek kapitałowych.

Były działacz PO (m.in. szef partii w powiecie myślenickim) i znajomy Adama Leszkiewicza, wiceministra skarbu. Od 2008 r. na dyrektorskich stanowiskach w kancelarii premiera Tuska. Jednocześnie członek rad nadzorczych trzech różnych spółek, kontrolowanych przez skarb państwa.

Prawnik, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego, posiadający wieloletnie doświadczenie w pracach organów spółek kapitałowych.

Były poseł i senator PO, obecnie poza partią. Od 2007 r. działa w biznesie. Był m.in. dyrektorem personalnym w kopalni z grupy KGHM i członkiem rad nadzorczych czterech różnych spółek: wszystkich kontrolowanych przez skarb państwa.

Grupa PHN powstała z ośmiu firm

kontrolowanych przez skarb państwa*

1. Dipservice. Kiedyś obsługiwała ambasady. Posiada w stolicy ok. 143 tys. mkw. powierzchni użytkowej: wille, biurowce i bloki mieszkalne. Wyceniona na 996,3 mln zł. W gotówce ma ponad 100 mln zł.

2. T.O.N. Agro. Właściciel ok. 1280 ha gruntów i nieruchomości komercyjnych. Prowadzi działalność deweloperską w Warszawie, Pruszkowie i we Wrocławiu. Wyceniona na 671,6 mln zł. Zasoby gotówki to 40 mln zł.

3. Intraco. Zarządza i wynajmuje dwie nieruchomości:

39-piętrowy biurowiec (powierzchnia użytkowa około 21 tys. mkw.) i tzw. Osiedle Biznesu (około 7,2 tys. mkw.).

Wyceniona na 194,2 mln zł. Wolna gotówka to 64 mln zł.

4. Budexpo. Największe w kraju centrum handlowe budownictwa. Dysponuje działkami o powierzchni 17,5 ha

w Warszawie i Otwocku. Wycenione na 178,4 mln zł.

W gotówce ma 4,6 mln zł.

5. Kaskada. Większościowy (70,8 proc., reszta należy do BOŚ) udziałowiec i zarządca Centrum Bankowo-Biurowego Kaskada w centrum Warszawy. Wyceniona 110,2 mln zł. W gotówce posiada 8,3 mln zł.

6. COBO. Ma nieruchomości w Zakopanem, Konstancinie-Jeziornie i Warszawie (działka inwestycyjna i budynki

o powierzchni użytkowej 6,7 tys. mkw). Wyceniona

na 70,7 mln zł. W gotówce ma 5,9 mln zł.

7. Składnica Księgarska. Zajmuje się wynajmem dwóch swoich nieruchomości o powierzchni użytkowej 7,2 tys. mkw. Wyceniana na 49 mln zł. Zasoby gotówki to 6,7 mln zł.

... a miało być apolitycznie i kompetentnie. Niestety reforma nadzoru trafi do kosza

Nawet optymiści postawili już krzyżyk na ustawie o nadzorze właścicielskim. Przynajmniej w tej kadencji.

Wiele hałasu o nic — tak można podsumować trwające ponad rok przygotowania do wielkiej reformy nadzoru właścicielskiego nad spółkami skarbu państwa. Choć Sejm VI kadencji formalnie jeszcze nie zakończył pracy, zwolennicy ustawy, która miała wprowadzić w państwowych spółkach zupełnie nowe standardy jakościowe, mogą już zapraszać na stypę. Projekt, który przeszedł błyskawiczny lifting w sejmowej komisji skarbu w marcu, a więc pięć miesięcy temu, nie znalazł się w porządku obrad najbliższego posiedzenia Sejmu, choć jeszcze niedawno zainteresowani twierdzili, że wciąż ma szansę trafić pod głosowanie przed wyborami. To już nieaktualne. Poddaje się nawet Tadeusz Aziewicz, poseł PO i szef komisji, który do końca był optymistą: nie będzie reformy w tej kadencji. Jego zdaniem, szkoda.

— Przedstawiliśmy projekt ustawy dobrej, potrzebnej, kompleksowo regulującej problematykę spółek skarbu państwa, w tym kwestię nominacji do organów spółek kluczowych. Szkoda, że nie udało się zbudować dla niego większości w obecnej kadencji parlamentu. Wierzę, że po wyborach Sejm do niego powróci. Będę o to zabiegał — deklaruje poseł.

 

Protokół rozbieżności

Przypomnijmy, jakie zmiany miała wprowadzić ustawa. Po pierwsze, miała zagwarantować profesjonalizm w radach nadzorczych i zarządach kluczowych państwowych firm. Rady miały być wybierane spośród kandydatów, którzy uzyskali rekomendację Komitetu Nominacyjnego — ciała złożonego z autorytetów związanych ze światem biznesu, powoływanego przez premiera. Kompetentne rady miały powoływać zarządy z najwyższej menedżerskiej półki i odpowiednio im płacić. Ustawa przewidywała zniesienie tzw. kominówki. Komitet nominacyjny był jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów reformy: jedni uważali go za symbol odpolitycznienia spółek, inni — za kolejną biurokratyczno-polityczną strukturę skupiającą nadzór w ręku premiera.

Pomysł wyszedł z działającej przy szefie rządu Rady Gospodarczej i był firmowany przez jej szefa Jana Krzysztofa Bieleckiego. W toku prac w Ministerstwie Skarbu Państwa, które opisało reformę językiem ustawy, projekt obrósł w wiele innych regulacji dotyczących państwowych firm. Ważnym elementem było wyeliminowanie związkowców z organów spółek oraz przeniesienie do skarbu nadzoru nad wielkimi firmami — np. operatorami infrastruktury — rozsianymi po wielu resortach. M.in. te elementy budziły sprzeciw koalicyjnego partnera PO, PSL, choć na opinię pierwszego hamulcowego, który opóźnił o kilka miesięcy rozpoczęcie parlamentarnych prac nad ustawą, zapracował Grzegorz Schetyna, marszałek Sejmu i poseł PO. W kontekście reformy mówiło się zresztą, że w szeregach Platformy nie ma w tej sprawie jednomyślności. Być może dlatego zabrakło posłom entuzjazmu, by szumne zapowiedzi premiera z exposé przekuć w prawo. A im bardziej zbliżały się wybory, tym entuzjazmu było mniej.

 

Niech żyje idea

Niedokończona reforma, zgodnie z zasadą dyskontynuacji, trafi do śmietnika. To porażka polityków, choć Tadeusz Aziewicz przekonuje, że to nie koniec, lecz początek rewolucji w sposobie myślenia o państwowych spółkach.

— Nie postrzegam tego jako porażki. Dobrze, że w ogóle taki projekt się pojawił. To zasługa Jana Krzysztofa Bieleckiego. Chociaż nie udało się uchwalić ustawy, została zasiana pewna idea. Takie są początki każdej reformy. Być może było po prostu za mało czasu, ale prędzej czy później opinia publiczna wymusi na politykach dobre rozwiązania — uważa poseł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz, Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu