Dziś w tabeli notowań warszawskiej giełdy znajdzie się Plaza Centers, jeden z największych deweloperów centrów handlowo-rozrywkowych w Europie Środkowo-Wschodniej. Spółka notowana w Londynie.
Warszawska Sadyba. Siedem lat temu powstało tu jedno z pierwszych centrów handlowych w Polsce, Sadyba Best Mall. Wtedy wydawało się wielkie, dzisiaj to mikrus o łącznej powierzchni raptem 53 tys. mkw. Pięć takich wejdzie do Arkadii i jeszcze starczy na gigantyczny parking. Takie były początki Plaza Centers w Polsce. Skromne. Do dziś w naszym kraju Plaza wybudowała, wynajęła i sprzedała siedem centrów, a na budowie czterech kolejnych lada dzień zawiśnie wiecha. Nie są duże, głównie w małych miastach. Cóż, mamy pecha, bo gdybyśmy byli Rumunami, mielibyśmy giganta handlowo-rozrywkowego. Albo jeszcze lepiej, drugie Las Vegas, jak Węgrzy.
Hipermarket w bibliotece
Bukareszt. Pierwsze wrażenie: trudno się w nim zakochać, choć mówi się o nim Paryż Wschodu. Oprócz pałacu Nicolae Ceausescu niewiele tu do zobaczenia. Zgiełk, hałas, klaksony i kikuty niedokończonych budowli. Wiele z nich zaczął i nie skończył „wielki architekt i budowniczy socjalizmu” Ceausescu, jak choćby gmach Casa Radio nieopodal pałacu, na drugim brzegu Dymbowicy. Mało kto wie, czemu miał służyć. Kogo zapytać, każdy twierdzi co innego.
— Miało tu być jakieś ministerstwo i biblioteka — twierdzi Sony Segal, project manager, nasz rumuński przewodnik. Stawiał centrum Plazy w Rybniku.
Casa Radio to budynek gigant. Wielka neoklasyczna fasada robi wrażenie, tak samo mury grube na metr, a stropy na półtora. Wewnątrz ogromny dziedziniec.
— Specjalna konstrukcja. Ceausescu chciał, żeby gmach wytrzymał najcięższe bombardowanie — tłumaczy Sony.
Do niedawna te mury milczały, a na dachu rosły brzozy. Dzisiaj zewsząd dobiega warkot kafarów. Leci kurz, sypią się iskry. Bo czasu mało. Za trzy lata będzie tutaj największe i najbardziej prestiżowe w Europie Środkowo-Wschodniej centrum handlowo-rozrywkowe.
— Powstanie tam centrum o nazwie Dambovita, o łącznej powierzchni około 360 tys. mkw. Miasto w mieście. Znajdzie się tu praktycznie wszystko: centrum handlowo-rozrywkowe, multipleks, kasyno, hotel, centrum konferencyjne, ponad 120 tys. mkw. biur oraz wydzielona część mieszkalna, apartamenty. Parking pomieści około 6 tys. samochodów. Nad częścią handlową, przewidziany jest szklany dach o powierzchni 5 tys. mkw., jeden z największych w Europie — opowiada Sony.
Słowem, istny mastodont. Dla porównania: parking w Złotych Tarasach mieści niecałe 2 tys. pojazdów. Centrum Dambovita ma być samowystarczalne, z własną wodą, wodociągami, oczyszczalnią ścieków, a nawet elektrownią, która nadwyżki prądu sprzeda miastu.
I jeszcze coś. Diabelskie koło. Architekci wymyślili, że jednym z elementów centrum będzie gigantyczne, jedno z największych w Europie, diabelskie koło, porównywalne do tego w Wiedniu czy Millenium Wheel w Londynie.
— Chcemy, żeby każdego roku centrum odwiedzało milion ludzi. Ma się ono stać główną atrakcją, również turystyczną, Bukaresztu — tłumaczy Sony.
Shopping center atrakcją turystyczną?
— Centrum handlowe, z naszego punktu widzenia, to nie mnóstwo przykrytych szklanym dachem sklepów sprzedających żywność, ubrania czy komputery. To miejsce, do którego się przychodzi, w którym spędza się czas, można się rozerwać i przy okazji zrobić zakupy. Toteż tak projektujemy nasze centra, aby na jak najdłużej zatrzymać w nich klientów. Dlatego zawsze są w nich kafejki, restauracje, kino, siłownia, kręgielnia, czasem hotele, apartamenty, biura etc.— tłumaczy Luc Frans Marie Ronsmans, dyrektor Plaza Centers na Rumunię, Grecję i Holandię.
Plaza Centers buduje obecnie 5 centrów handlowo-rozrywkowych. Zamierza kupić nowe działki, żeby w dłuższej perspektywie zbudować tam około 10 centrów z logo kółka w trójkącie.
— Rumunia ma olbrzymie możliwości, dlatego na obecnym etapie tu i w Bułgarii będziemy inwestować najwięcej — mówi Luc.
Ale Rumunia to tylko jedna flaga na mapie inwestycji Plazy. Jest ich sporo. Centra Plazy powstają na Węgrzech, Łotwie, w Grecji, Serbii, Czechach i w Polsce, a ostatnio nawet w Indiach. W sumie w Europie Środkowo-Wschodniej Plaza postawiła 26 centrów handlowych, a ma kolejnych 25 projektów. Najciekawsza i najbardziej oryginalna inwestycja powstaje godzinę lotu z Bukaresztu.
Jó napot Las Vegas!
Ran nie może uwierzyć, że w Polsce kasyna bankrutują. Dla pewności pyta dwa razy i kręci głową z niedowierzaniem. Tam, gdzie jedziemy, byłoby to nie do pomyślenia. A gdzie jedziemy?
— Na wyspę snów, jedną z wysp na Dunaju, którą niedawno kupiło nasze konsorcjum — ujawnia Ran Shtarkman, prezes i dyrektor generalny Plaza Centers.
Przeciskamy się ulicami Budy. Po chwili jesteśmy na miejscu, dokładnie pomiędzy Budą a Pesztem. Niegdyś miał tu swój pałac cesarz Hadrian, dzisiaj zna ją każdy madziarski miłośnik clubbingu. Dyskoteka obok dyskoteki, w starych budynkach, magazynach. Ran pokazuje makietę. Na niej rzeczywistość jest już inna.
— Powstanie tu największe w Europie centrum rozrywkowe i kompleks biznesowy. Wszystko o łącznej powierzchni około 350 tys. mkw. Drugie Las Vegas. Pomyśl tylko: 8-10 najlepszych hoteli, 4 apartamentowce, centrum konferencyjne o powierzchni 25 tys. mkw., opera z blisko 3,5 tys. miejsc, teatr na 1,5 tys. widzów, marina na 300 jachtów i kasyna w stylu Las Vegas, mnóstwo kasyn, w tym największe w Europie. A wszystko pod jednym dachem, w jednym miejscu, pod jednym zarządem, w rękach jednej firmy. Czegoś takiego nikt jeszcze nie zrobił — wymienia Ran.
Żeglujemy po oceanie wyobraźni. Ran zapewnia, że w 2012 będzie tu drugie Las Vegas. Piękne kobiety, szybkie samochody i wielkie pieniądze. Te ostatnie już są. Wyspa Snów pochłonie ponad miliard euro. Pierwsze zyski ponoć za 3-4 lata.
Plaza Centers polubiła Budapeszt. Tu ma swoją siedzibę, tu również zbudowała pierwsze w Europie Środkowo-Wschodniej centrum handlowe. 11 lat temu nikt nie wierzył, że będzie to dobry interes. Duna Plaza (100 tys. mkw. powierzchni, pierwsze na Węgrzech centrum handlowo-rozrywkowe w stylu zachodnim) okazała się strzałem w dziesiątkę. Od tego czasu na Węgrzech Plaza zbudowała 16 centrów handlowych. 15 listopada zakończy budowę kolejnego, zarazem największego — Arena Plaza. Ale czy rzeczywiście? Bo widząc stan robót, mamy wątpliwości. Wiecha co prawda zawieszona, ale do końca daleko. Ran idzie o zakład. Przyjmujemy. Kierownik budowy Areny przyklepuje. Ciekawe, kto wypije tego szampana.
— Obawiam się, że ja. Jeszcze się nie zdarzyło, żebym taki zakład przegrał, więc chętnie się o to zakładam— śmieje się Ran.
Metr, który zarabia
Dzisiejszy debiut nie jest zwyczajny. Spółka notowana na London Stock Exchange oferuje swoje akcje na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Nietypowo.
Plaza Centers jest zarejestrowana w Holandii, z kapitałem izraelskim, centralą w Budapeszcie. Inwestuje głównie w Europie Środkowej oraz w Indiach. W Polsce zbudowała siedem i buduje cztery kolejne centra handlowe: w Suwałkach, Łodzi, Toruniu i w Zgorzelcu. Daleko im jednak do Casa Radio, Wyspy Snów czy Arena Plaza. Niewielkie centra w małych miastach. Czemu tak? Czemu nie giganty w metropoliach?
— Zamierzamy różnicować portfel naszych projektów. Powstaną kolejne megaprojekty jak dziś Arena Plaza, Casa Radio czy Dream Island. Mogą obejmować nie tylko centra handlowo-rozrywkowe, lecz także hotele, apartamenty i biura. Na razie w Polsce skupiamy się na projektach średniej wielkości. Nasycenie centrami handlowymi w dużych miastach jest tu spore. Gorzej w mniejszych, a przecież tam ludzie też chcą wydawać pieniądze, robić zakupy, chodzić do kina czy grać w kręgle. Po co mają dojeżdżać do Krakowa czy Poznania, skoro mogą mieć własne centrum. Ten model z powodzeniem przećwiczyliśmy na Węgrzech. Poza tym najważniejsza jest lokalizacja. Lepiej zarabia centrum w małym mieście, za to w dobrym punkcie, niż w dużym, ale w kiepskiej lokalizacji. Ziemia w dużych aglomeracjach jest droższa, a ceny wynajmu powierzchni handlowej są niemal takie same w dużym, co w małym mieście. To ważne, bo nasz model działania jest taki: zbudować i sprzedać, jeśli warunki rynkowe gwarantują odpowiedni zysk. Otwierając nowe centrum, niemal zawsze mamy 100 procent wynajętej powierzchni. Bo każdy metr musi zarabiać. n
Jacek
Konikowski
