Okazał się nakręcony przez branżę informatyczną dla zwiększenia jej obrotów. Całkiem niespodziewanie problem o podobnym charakterze, związanym z zerami, wystąpił realnie podczas niedzielnego referendum w Polsce. Wyborczy system informatyczny — generalnie tym razem szybki i sprawny — nie przyjmował protokołów z tych obwodów, w których frekwencja wyniosła… zero. Takie incydentalne przypadki były wcześniej po prostu niewyobrażalne. Na szczęście problem dało się szybko rozwiązać.

Owa nowinka zainteresowała mnie z racji przewodniczenia w minioną niedzielę jednej z 27 788 komisji obwodowych.
W szkole na macierzystym osiedlu sprawuję tę funkcję od ćwierć wieku i systematycznieodnotowuję zmiany technologiczne w procedurze. Także 6 września nastąpił dalszy systematyczny postęp, jak przystało na państwo obierające kurs na innowacyjność. Państwowa Komisja Wyborcza pierwszy raz nakazała komisjom obwodowym zastosowanie specjalnej tekturki z wyciętą szparą, której wysokość odpowiadała jednej pozycji w spisie wyborców. Dotychczas pobierając kartę/ karty, głosujący podpisywał się w rubryce wskazanej przez członka komisji. Spisy są odwrócone, druk drobny, a podpisujący wyborca spogląda przez kilka sekund — ale równie wprawne co wraże oko mogłoby dostrzec PESEL osoby z wiersza powyżej lub poniżej. Innowacyjna tekturowa nakładka miała to uniemożliwić i zapewnić ochronę danych osobowych. To nie żart, prezentuję ów przejaw cywilizacyjnego postępu tej większości czytelników „PB”, która w niedzielę znalazła się wśród 92,2 proc. elektoratu niegłosującego.
Przewodnicząc obwodowej komisji, również… nie głosowałem. Frekwencyjny udział w referendalnej hucpie był poniżej poziomu obywatelskiej wrażliwości. Jeden z sędziów PKW podsumował, że w niedzielę odbył się w Polsce za około 84 mln zl (czyli za nieco mniej niż szacowane 100 mln zł) sondaż na dość reprezentatywnej próbie, sięgającej prawie 2,4 mln respondentów. Uzyskanie jednej odpowiedzi w przybliżeniu kosztowało zatem ponad 30 zł. Dla branży badaczy rynku taka stawka to żadna rewelacja, jednostkowo kosztuje to zwykle drożej, ale właśnie dlatego badania robi się na ograniczonych próbach, aby klient zaakceptował fakturę. W tym wypadku płatnikiem był budżet państwa, a faktura za roztrwonione absolutnie bezmyślnie publiczne pieniądze obciąża sumienie prezydenta Bronisława Komorowskiego.