PM może przenieść siedzibę
Philip Morris ma poważne kłopoty. Nie dość, że firma musi zapłacić choremu na raka palaczowi 3 mld USD, to czeka ją sprawa o wchodzenie w układy z innymi producentami papierosów. USA stały się mało atrakcyjnym miejscem na siedzibę koncernu tytoniowego.
O Philip Morrisie zrobiło się ostatnio głośno. Ale nie dlatego, że firma rozpoczęła gigantyczną kampanię reklamową. Darmowy „rozgłos” zapewniają sprawy sądowe, wytaczane amerykańskiemu producentowi papierosów. Prawnicy twierdzą, że większość rozpraw będzie w USA. Różnice w systemach sądowniczych, kary i koszty złożenia pozwu powodują, że w Europie wszczynanie spraw przeciwko koncernom tytoniowym jest droższe i bardziej ryzykowne. Z nie potwierdzonych źródeł wiadomo, że właśnie dlatego koncern zastanawia się nad przeprowadzką z USA. Jako potencjalna nowa siedziba wymieniany jest Londyn. Prawnicy przyznają, że firma jest sądzona zgodnie z prawem kraju, w którym ma siedzibę.
Kłopoty Philip Morrisa rozpoczęły się w ubiegłym miesiącu, gdy sąd zdecydował, że koncern zapłaci 5,54 mln USD (24,9 mln zł) odszkodowania i 3 mld USD (13,5 mld zł) kary mężczyźnie, który po prawie 50 latach palenia teraz umiera na raka.
— Podobnie powinno być w Europie — komentuje David Byrne, komisarz ds. zdrowia w UE.
Ale w Europie długo tak nie będzie. Kary nakładane na przegranych są niczym w porównaniu z tym, co trzeba zapłacić w USA. A zanosi się na to, że Philip Morris będzie musiał ponownie zapłacić karę. Rozpoczęła się sprawa, w której jest oskarżony o ustalanie cen. Dowodem są wewnętrzne dokumenty firm.
— Czynności opisane w tych dokumentach nie były sprzeczne z żadnym prawem. Umowy zawieraliśmy za zgodą rządów — mówi Greg Prager, rzecznik PM.