O świcie 24 lutego 2022 r. Rosja uderzyła bez wypowiedzenia wojny na Ukrainę i rozpoczęła największą po 1945 r. agresję zbrojną w Europie. Przez osiem dekad kruchego pokoju na naszym kontynencie konfliktów było dość, najbardziej krwawe wybuchły po rozpadzie Jugosławii, a także w kilku republikach poradzieckich. Jednak pełnoskalowa agresja Rosji z 2022 r. to zupełnie inny wymiar. Notabene naturalne są historyczne odniesienia do starć Wehrmachtu z Armią Czerwoną, bo wiele nazw w meldunkach frontowych się powtarza. Poza tym Władimir Putin docenił skuteczność rozkazów Adolfa Hitlera, który właśnie o świcie rzucał armie – nie tylko na Polskę 1 września 1939 r., lecz również na Związek Radziecki 22 czerwca 1941 r. Obie daty zestawiam, ponieważ niemiecki kanclerz Friedrich Merz już kilka razy dokonał skrótu, iż obecna wojna trwa już cztery lata, czyli dłużej niż… druga światowa. Zagnieździła mu się w mózgu rosyjska narracja, albowiem faktycznie jest dłuższa, ale od tzw. wielkiej wojny ojczyźnianej 1941-1945. W Rosji druga wojna światowa 1939-1945 historycznie w ogóle nie istnieje.
Mimo ogromnej przewagi militarnej nad Ukrainą carowi Kremla nie wyszła wojna błyskawiczna planowana na kilka dni. Rosja w 2022 r. nie zdobyła przede wszystkim Kijowa i Charkowa – upadek tych metropolii oznaczałby koniec niepodległej Ukrainy. Zwracam uwagę na znaczenie cudem obronionego Charkowa, bo gdyby został zajęty, to Putin natychmiast zainstalowałby tam wasalny rząd ukraiński czekającego już na walizkach byłego prezydenta Wiktora Janukowycza. Wobec niepowodzenia głównego planu zadowala się z konieczności ziemiami nad Morzem Czarnym. Zdobyty realnie w całości obwód ługański oraz zajęte nie w pełni obwody doniecki, zaporoski i chersoński Federacja Rosyjska w 2022 r. pochłonęła konstytucyjnie jednostronnie, ale skutecznie. Dla Władimira Putina już cztery lata temu temat zmian granicznych się zakończył. Podobnie uważa zdecydowania większość społeczeństwa, w tym – niestety, niestety – rosyjskie środowiska demokratyczne. Jeśli car zaakceptowałby jakieś korekty w stosunku do linii frontu, to tylko… zajęcie brakujących mu resztek trzech wspomnianych obwodów.
Wołodymyr Zełenski odzyskanie wspomnianych terenów uważa, podobnie jak większość Ukraińców, za warunek konieczny sprawiedliwego pokoju. Przez cztery lata front minimalnie drgnął, natomiast ostro zderzające się przekonania Ukrainy i Rosji – zarówno rządzących, jak też społeczeństw – tylko się umocniły. Od ponownego objęcia 20 stycznia 2025 r. prezydentury przez Donalda Trumpa także amerykańską doktryną stało się uznanie nieodwracalności zagarnięcia przez Rosję terenów Ukrainy. Dążenia Kijowa do powrotu do granic nie tylko sprzed 2022 r., lecz sprzed 2014 r. – chodzi o półwysep Krym – uznane zostały za nierealne. W oficjalnym przekazie teza przywódcy największej potęgi Zachodu szokuje, chociaż z drugiej strony – głośno wyraża on brutalną prawdę, która szanującym prawo międzynarodowe Unii Europejskiej oraz Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego nie przechodzi przez usta.
