Po pierwsze, zaufanie

Mirosław Konkel
opublikowano: 11-12-2009, 00:00

Po pół roku działalności szansa na uzyskanie finansowania jest większa niż przy zakładaniu firmy.

Współpraca z bankiem to długofalowa relacja, a nie pojedyncze transakcje

Po pół roku działalności szansa na uzyskanie finansowania jest większa niż przy zakładaniu firmy.

"Puls Biznesu": Młodzi przedsiębiorcy narzekają trudności z uzyskaniem kredytów. Z czego wynika ta ostrożna postawa banków?

Paweł Kusiak, dyrektor zarządzający pionem bankowości komercyjnej w HSBC Bank Polska: Ostrożność banków wynika z realiów rynkowych. Co roku w Polsce powstaje około 300 tysięcy firm, z czego przeżywa tylko jedna trzecia. W kryzysie prawdopodobieństwo upadłości wzrasta. Nic dziwnego, że wszyscy partnerzy biznesowi patrzą na siebie uważnie. Co się zaś tyczy kredytowania tak zwanych start-upów, czyli nowych przedsiębiorstw, banki stosują surowsze kryteria. To jednak nie oznacza, że dla tego typu podmiotów nie ma atrakcyjnych ofert.

Właściciele start-upów mówią pół żartem, że aby dostać kredyt, muszą udowodnić, że go nie potrzebują.

Rzeczywiście, instytucje finansowe najchętniej pomagają firmom, które są najbardziej samodzielne i efektywne. W Polsce panuje fałszywe przekonanie, że finansowanie zewnętrzne jest kluczowe. Tymczasem kredyt nigdy nie zastąpi kapitału własnego. Ma tylko stymulować rozwój firmy. Na szczęście małe przedsiębiorstwa prezentują na ogół konserwatywne podejście do biznesu. Raczej inwestują z własnych środków, niż zapożyczają się na dużą skalę. Trudno zresztą postępować inaczej, gdy za ewentualny błąd odpowiada się całym majątkiem. A tak często jest w przypadku małych firm, z których duża część to spółki osobowe.

No ale brak kapitału początkowego i asekuracyjna postawa banków zniechęcają wielu młodych ludzi.

To powinno ich mobilizować do szukania alternatywnych wobec kredytu źródeł finansowania, na przykład w ramach inkubatorów przedsiębiorczości, funduszy unijnych czy usług leasingowych. Im skuteczniej firma pozyskuje pieniądze z różnych miejsc, tym jest bardziej wiarygodna dla banku.

Banki często żądają od start- -upów przedstawienia historii finansowej. Nie jest to wymaganie absurdalne?

Jeśli ktoś nie ma historii jako firma, to ma ją zapewne jako osoba fizyczna. Bank może wówczas podjąć decyzję na podstawie wiarygodności właścicieli przedsiębiorstwa. Warto myśleć z pewnym wyprzedzeniem. Trzeba stale pamiętać, że dzisiejsze decyzje biznesowe, finansowe czy konsumenckie zaważą na tym, jak będziemy traktowani jako kredytobiorcy za kilka miesięcy czy lat. Jeśli ktoś kiedyś nadużył zaufania instytucji finansowych, starając się o kredyt będzie musiał dołożyć starań, aby przekonać bank o swojej wiarygodności — na przykład przedstawić poręczenie udzielone przez inny podmiot.

Zaufanie banku buduje się latami. Traci się je szybko.

Faktycznie, budowanie wiarygodności wymaga czasu. Dlatego radzę młodym przedsiębiorcom, by współpracę z bankiem traktowali w kategoriach długofalowej relacji, a nie jednorazowej transakcji. Być może nie jest najlepszym pomysłem występowanie o kredyt w dniu, kiedy rejestruje się biznes. Po pół roku działalności prawdopodobieństwo uzyskania finansowania znacznie wzrośnie, ponieważ można wówczas pochwalić się już jakąś historią. Warto również pamiętać o tym, że szanse będą większe, gdy zacznie się od małych projektów, na których finansowanie chce pozyskać środki, i będzie stopniowo przechodzić do poważniejszych przedsięwzięć.

Co, oprócz wiarygodności, liczy się przy staraniach o kredyt?

Przede wszystkim pomysłowość i branża. HSBC preferuje tzw. sektory przyszłości, czyli oparte na wiedzy, innowacjach i nowoczesnych technologiach. W centrum naszych zainteresowań są raczej firmy prowadzące działalność usługową — jest ona bardzo rozpowszechniona w sektorze małych przedsiębiorstw w porównaniu z działalnością wytwórczą ze względu na mniejsze potrzeby kapitałowe. Jednak z drugiej strony, mamy świadomość, że dobry przedsiębiorca być może poradzi sobie w mało atrakcyjnym segmencie rynku. Nikogo zatem nie przekreślamy. Nie kierujemy się również tym, w jakim regionie kraju przedsiębiorca prowadzi biznes.

Start-upy to firmy wysokiego ryzyka. A właśnie do nich kierujecie swoją nową propozycję — Business Direct.

Małe uściślenie: Business Direct to oferta zarówno dla firm o krótkiej, jak i o dłuższej historii. W Polsce istnieje około 1,7 miliona mikroprzedsiębiorstw, a co roku działalność gospodarczą w tym sektorze rozpoczyna około 300 tys. firm. Weszliśmy w ten segment rynku ze względu na jego ogromny potencjał. Przyznaję, że nasza nowa propozycja jest dostosowana do oczekiwań i potrzeb głównie firm na co dzień korzystających z nowoczesnych technologii. Opiera się bowiem na kontaktach z bankiem za pośrednictwem telefonu i internetu.

Polska to dziewiąty kraj, w którym HSBC wprowadził tę usługę. Ale nie wszystkie globalne rozwiązania sprawdzają się w naszym kraju.

Są jednak poważne przesłanki, aby wierzyć w sukces Business Direct. To oferta prosta, funkcjonalna i tania. Proponujemy małym przedsiębiorstwom pakiet podstawowych usług w rozsądnej cenie, z których mogą korzystać o dowolnej porze, z dowolnego miejsca, bez konieczności wizyty w oddziale. Jednocześnie, w razie potrzeby, służymy im pomocą przez całą dobę, siedem dni w tygodniu, za pośrednictwem konsultantów telefonicznych czy czatu internetowego. Ponadto wyróżnia nas to, że tworząc propozycję dla najmniejszych firm, nasz bank nie bazował na rozwiązaniach wykorzystywanych w bankowości bezpośredniej dla klientów indywidualnych, ale zbudował zupełnie nową usługę, opartą na badaniach rynkowych i dotychczasowych doświadczeniach we współpracy z przedsiębiorcami. HSBC działa w Polsce od 2004 roku i przez ten czas dobrze poznał specyfikę i potrzeby tutejszego rynku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu