Po sieci za granicę

opublikowano: 23-10-2017, 11:19
aktualizacja: 23-10-2017, 11:23

Rozmowa z dr. Arkadiuszem Kawą z Katedry Logistyki i Transportu Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Coraz więcej polskich sklepów internetowych chce sprzedawać zagranicznym klientom. Niewiele jednak jest w stanie pokonać utrudnienia.  

„Puls Biznesu”: Czy zainteresowanie handlem elektronicznym rośnie?

Arkadiusz Kawa: Bardzo szybko. W 2017 r. globalna wartość e-handlu ma wynieść około 2,3 bln dolarów, co będzie stanowiło około 10 proc. wartości całej sprzedaży detalicznej [ma wynieść 22,05 bln dolarów — red.]. W stosunku do 2016 r. będzie to wzrost o ponad 23 proc., podczas gdy sprzedaż detaliczna ogółem zwiększy się tylko o 6,3 proc. Dwucyfrowy wzrost ma się utrzymać przez kilka kolejnych lat. Prognozuje się, że do 2020 r. sprzedaż internetowa na świecie ma wzrosnąć do 3,9 bln dolarów, co będzie stanowiło 14,1 proc. wartości sprzedaży detalicznej ogółem [27,73 bln dolarów — red.]. Wzrost sprzedaży przez internet będzie więc cztero— czy nawet pięciokrotnie szybszy niż całej sprzedaży detalicznej. Najszybciej ma rosnąć rynek azjatycki, głównie chiński — średnio o około 28 proc. rocznie. W 2020 r. liczba e-klientów ma wynosić ponad 2 mld, co będzie stanowiło ponad 25 proc. ludzi na świecie.

Szybki wzrost zainteresowania zakupami w internecie wynika z większej dostępności sieci?
Oczywiście też. Ale dzieje się tak również dzięki rosnącej popularność przenośnych urządzeń takich jak tablety czy smartfony, przez które klienci kupują towary i usługi w wygodnym dla siebie czasie i miejscu. Zamawiają nie tylko towary większej wartości, ale coraz częściej produkty codziennego użytku, do których chcą mieć bardzo szybki dostęp.
W sieci nie ma granic. Handel internetowy jest z założenia transgraniczny.
Mówi się, że w dobie digitalizacji świat jest mniejszy, niż był kiedykolwiek. E-handel, podobnie jak internet, charakteryzuje się ogólną dostępnością, dzięki czemu klienci mogą w dowolnym czasie zrobić zakupy i otrzymać produkty w wybranym miejscu. Chociaż większość klientów nadal wybiera krajowe sklepy internetowe, to e-detaliści coraz więcej uwagi poświęcają rozszerzaniu działalności gospodarczej poza granice Polski. Transgraniczny handel internetowy to jedna z najnowszych tendencji — klient robi zakupy w innym kraju niż się znajduje lub odwrotnie — sprzedawca oferuje swoje produkty na zagranicznych rynkach.
Na kształtowanie transgranicznego handlu elektronicznego wpływają również klienci, którzy szukają nowych doznań, a tym samym nowych produktów z innych rynków. Nie chcą być ograniczeni w wyborze do dostawców z jednego kraju. I są w stanie zaspokoić to pragnienie za pośrednictwem internetu. Szczególną rolę odgrywają klienci, którzy są tzw. cyfrowymi tubylcami. To osoby, które dorastały w dobie internetu. Jest to dla nich naturalne środowisko, w którym są bardzo dobrze zorientowane i nie mają problemu z zaufaniem do zagranicznych sprzedawców.

Jaką część całego rynku e-commerce stanowi handel ponad granicami?
Mimo że transgraniczny handel elektroniczny zaczął się rozwijać dopiero kilka lat temu, to ma już stosunkowo duży udział w całym rynku. Według szacunków AliResearch [należy do Grupy Alibaba — red.] i Accenture w 2017 r. ma to być około 22 proc., czyli mniej więcej 500 mld dolarów. Eksperci prognozują dalszy szybki wzrost. W 2020 r. ten rynek ma osiągnąć wartość biliona dolarów, czyli około 26 proc. światowej sprzedaży internetowej. Natomiast liczba osób kupujących za granicą ma się zwiększyć dwuipółkrotnie i wynieść około miliarda. Najbardziej ma rosnąć rynek azjatycki. Popularność zakupów zagranicznych przez internet nie jest taka sama w róż- nych krajach. Najczęściej przeprowadzają transakcje transgraniczne Australijczycy, za nimi są Kanadyjczycy i Rosjanie. Najchętniej kupują w sklepach chińskich, brytyjskich, niemieckich i amerykańskich. W Europie najwięcej za granicą kupują Luksemburczycy i Austriacy, a najmniej Rumuni. Na naszym kontynencie średnio 32 proc. mieszkańców robi zakupy u sprzedawców z innego kraju. Różne są preferencje zakupowe. Na przykład Niemcy i Brytyjczycy najczęściej kupują za granicą odzież, a Włosi sprzęt elektroniczny. Biorąc pod uwagę wszystkich mieszkańców Europy, najczęściej kupowane są odzież, książki i obuwie. Największy potencjał wzrostu ma zaś wyposażenie wnętrz. Bardzo perspektywiczne są też produkty spożywcze i kosmetyki. Z kolei Amerykanie kupują przede wszystkim odzież, książki i oprogramowanie, a Azjaci głównie w kosmetyki, odzież i żywność.
Co ciekawe, mimo że rynek amerykański jest jednym z największych pod względem wielkości sprzedaży, to transgraniczny handel elektroniczny jest tam stosunkowo mało popularny. Tylko 13 proc. mieszkańców Ameryki Północnej robi zakupy za granicą. No ale tam wielu żyje w przekonaniu, że miejscowe przedsiębiorstwa są w stanie zaspokoić w pełni ich potrzeby.

A jak wypadają Polacy?
Zakupy przez internet w zagranicznych sklepach mają u nas jeszcze niewielki udział w całości handlu elektronicznego. Stanowią około 10 proc. e-handlu. To dużo poniżej średniej unijnej, która jest trzy razy większa. Według analityków z Poczty Polskiej kupujemy najczęściej odzież i obuwie, elektronikę oraz książki i muzykę. Jeśli już decydujemy się na zakupy za granicą, głównie zamawiamy produkty z Chin [29 proc. — red.], Wielkiej Brytanii [19 proc. — red.], Niemiec [14 proc. — red.] i USA [13 proc — red.]. Najczęściej wybieramy największe platformy sprzedażowe, czyli eBay, Aliexpress i Amazon. Najważniejszym argumentem za zakupem produktów za granicą jest niższa cena. Z tego powodu 88 proc. Polaków kupuje w Chinach, 58 proc. w Wielkiej Brytanii i 51 proc. w Niemczech. Kolejną przyczyną jest możliwość nabycia produktów niedostępnych w kraju. Wskazuje to 59 proc. Polaków kupujących w Wielkiej Brytanii, 53 proc. w Niemczech i 49 proc. w Chinach. Inne powody to wyższa jakość produktów z zagranicy, większa oferta, potrzeba nowych doznań zakupowych. Do wzrostu popularności sprzedaży transgranicznej przyczynia się coraz większe zaufanie Polaków do tej formy zakupów. Coraz mniej liczy się zaś lokalizacja sklepu. Według badania PayPal i Ipsos dla 40 proc. kupujących przez internet za granicą nie jest ważne, czy sklep pochodzi z kraju czy z zagranicy, a 32 proc. ufa sprzedawcom internetowym z innych krajów tak samo jak tym z Polski.
Popularniejsze są zakupy w naszym kraju dokonywane przez zagranicznych klientów. Najczęściej kupują w Polsce mieszkańcy Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Włoch, Kanady, Australii, Hiszpanii, Holandii i Szwecji. Ostatnio znacząco rośnie nie tylko przyjmowanie, ale także nadawanie przesyłek do Azji — głównie do Chin, Hongkongu, Singapuru i Korei Południowej.

A jak ten handel wygląda z punktu widzenia sprzedawców?
W Polsce w sprzedaży transgranicznej w handlu elektronicznym dominują mikro i małe przedsiębiorstwa. To w większości frmy zajmujące się tylko sprzedażą internetową. Znacznie sprawniej dokonują ekspansji na zagraniczne rynki niż tradycyjni detaliści. Coraz większą rolę odgrywają również duże przedsiębiorstwa, które wdrażają strategię sprzedaży zintegrowanej wielokanałowo. Często mają doświadczenie w rozwoju stacjonarnych sklepów i infrastrukturę logistyczną, która ułatwia im rozszerzenie działalności o sprzedaż internetową. Do najczęstszych powodów rozpoczęcia sprzedaży zagranicznej przez e-detalistów należą: zwiększenie konkurencyjności, wejście na światowy rynek bez fzycznej obecności na nim, dostęp do nowych klientów, budowanie wizerunku przed przejściem na tradycyjny rynek i uzupełnianie kanału sprzedaży.

Sprzedaż przez internet i obsługa klientów z zagranicy wiąże się też zapewne z wyzwaniami?
Oczywiście. Poza standardowymi problemami, z którymi borykają się e-sklepy na krajowym rynku, np. ryzykiem nieodebrania przesyłki przez klienta czy stosunkowo małą lojalnością klientów, w e-handlu transgranicznym należy wziąć pod uwagę także komunikację w innym języku, uwarunkowania prawne i podatkowe, formę płatności, walutę, koszt, czas i jakość dostawy, obsługę zwrotów. Funkcjonowanie na zagranicznych rynkach wymaga dodatkowych nakładów pracy wynikających z konieczności przygotowania oferty w językach klientów lub uznawanych za międzynarodowe. Ponadto przedsiębiorcy muszą znać prawo dotyczące handlu międzynarodowego oraz prawno państw, z których pochodzą ich klienci. To uciążliwe, ponieważ przepisy krajów, zwłaszcza spoza UE, znacznie się różnią. Problemem są również podatki i dodatkowe opłaty, które przy zakupach drogą internetową nadal nie są jednoznaczne. Niepewność co do ostatecznej ceny produktu, uwzględniającej wszystkie podatki, cła i opłaty bankowe, może zniechęcać klientów do zakupu za granicą. Ważne są również forma płatności i waluta. Klient nie może być ograniczany do jednego sposobu płatności. Powinien mieć wybór, np. zapłacić przelewem, kartą płatniczą lub kredytową, a także móc zapłacić przy odbiorze przesyłki. Zapłata powinna być dokonywana w walucie kraju klienta lub innej przez niego wybranej.

Do tego dochodzą jeszcze kłopoty logistyczne?
Tak. I to jest jedna z największych barier dla najmniejszych przedsiębiorstw. Koszt dostawy do klientów za granicą jest często nawet kilkukrotnie większy niż przesyłki krajowej. Może to zniechęcać do zakupów w sklepach zagranicznych, szczególnie gdy koszt dostawy pochłania oszczędności z tytułu niższej ceny produktu. Jest tu także problem asymetrii kosztów usług logistycznych. Prawdopodobnie z uwagi na mniejszą skalę działalności koszt wysyłki z Polski do innego kraju, w szczególności Unii Europejskiej, jest zazwyczaj wyższy niż wysyłki w przeciwną stronę. Niewątpliwie osłabia to potencjał konkurencyjny polskich przedsiębiorstw. Następnym czynnikiem wpływającym na zadowolenie klientów jest czas dostawy. W transgranicznym e-handlu jest to trudniejsze ze względu na dystans między sprzedawcą a klientem. W większości będzie znacznie większy niż w przypadku przesyłek krajowych. Poza tym w handlu międzynarodowym przesyłki często są poddawane dodatkowym operacjom: naliczaniu podatku i ocleniu, co jeszcze wydłuża czas realizacji dostawy. Dla klientów ważna jest również pewność dostarczenia produktu. Zamawiając w zagranicznych sklepach, obawiają się nie tylko kiedy, ale czy i w jakim stanie otrzymają przesyłkę. Są również ograniczenia związane ze śledzeniem i monitorowaniem przesyłek. Jeśli produkt jest zamawiany z odległego kraju, to przesyłką zajmuje się często kilka frm. Klient może więc śledzić ją tylko na określonym etapie transportu — najczęściej na samym początku. Z tego powodu trudno przewidzieć nawet przybliżony termin dostawy. Pojawiają się także problemy ze standaryzacją jednostek ładunkowych, procedurami i wymianą informacji. Mimo szybkiego rozwoju handlu międzynarodowego nadal brakuje znormalizowanej specyfkacji oznakowania przesyłek i interfejsu umożliwiającego wymianę danych między przedsiębiorstwami. Z pomocą przychodzi Europejska Komisja Normalizacyjna, która w czerwcu 2017 r. zarekomendowała wspólny dla całej Europy standard oznaczania transgranicznych przesyłek paczkowych. Jest to identyfkator SSCC [Seryjny Numer Jednostki Logistycznej — red.], teraz nieodłączny element standardowej etykiety logistycznej GS1. Kolejnym wyzwaniem w związku z zakupami produktów za granicą jest obsługa zwrotów. Jest to ściśle związane ze wskazanymi wcześniej wyzwaniami, czyli problemami komunikacyjnymi, przewalutowaniem, czasem i kosztem dostawy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Po sieci za granicę