Przeciętnemu klientowi PKP podróż koleją nie kojarzy się z luksusem i punktualnością. A jednak bywały takie pociągi. Najsłynniejszy to Orient Express.
Po paryskim dworcu nerwowo przechadzał się wysoki Belg z nieodłączną laseczką. Za chwilę miało się spełnić marzenie jego życia — kolejowe połączenia zachodu ze wschodem. Pociąg dla wielkich tego świata, dla których podróż miała być przyjemnością i nieomal zaszczytem. Czy pomysł, w który włożył wszystkie swoje oszczędności, wypali?
Wypalił. Pociąg szybko się zapełniał biznesmenami, arystokratami, dziennikarzami. W końcu konduktor dał znak i Georges Nagelmackers (na zdjęciu u góry) wskoczył do wagonu, by osobiście dopilnować komfortu podróży.
Orient Express ruszył. Był 4 października 1883 roku.
Jak w Ameryce
Georges Nagelmackers złapał kolejowego bakcyla w latach 60. XIX wieku podczas podróży po Stanach Zjednoczonych. Poznał tam George’a Pullmana, wynalazcę i producenta wygodnych wagonów kolejowych do dziś nazywanych pulmanowskimi. Obserwował też będącą na finiszu budowę transamerykańskiej linii kolejowej. Wówczas narodził się pomysł: a gdyby taką transkontynentalną linię stworzyć w Europie?
Zaczął od wagonów. W 1876 roku wraz z Amerykaninem Williamem d’Altonem Mannem założył Compagnie Internationale des Wagons-Lits i zajął się produkcją wagonów z luksusowymi sypialniami, które dawały podróżnym o wiele więcej komfortu niż pulmanowski pierwowzór.
Odrobina luksusu
Największe kłopoty były dopiero przed nim. Amerykańska kolej transkontynentalna biegła przez jedno państwo. W Europie było ich znacznie więcej i wszystkie musiały wyrazić zgodę na przejazd wymyślonego przez Nagelmackersa pociągu. Ostatecznie pomógł patronat belgijskiego króla Leopolda II. Po latach starań, jesienią 1883 roku, ruszył pociąg łączący Europę z Orientem. No, prawie. Pasażerowie pierwszego Orient Expressu dojeżdżali tym luksusowym pociągiem do Giurgiu w Rumunii, gdzie przesiadali się na płynący Dunajem prom docierający do Ruse w Bułgarii. Natępnie przesiadali się do mniej luksusowe- go pociągu do Warny i stam-tąd statkiem do celu podróży — Konstantynopola. Jednak już sześć lat później całą podróż można było odbyć bez przesiadek.
Orient Express mógł się podobać. Boazeria ze szlachetnego drewna, skórzane fotele, ściany wykładane jedwabiem i wagon restauracyjny, gdzie podawano wykwintne dania i znakomite wina, stwarzały niepowtarzalną atmosferę luksusu. Nic dziwnego, że inspirował. Agatha Christie po podróży Orient Expressem w 1933 roku napisała jeden ze swoich najbardziej znanych kryminałów "Morderstwo w Orient Expressie".
Intrygi, historie, legendy
Luksusowy pociąg był widownią wielu intryg i dramatów. Ponieważ jechał przez całą niemal Europę i często w dość niespokojnych czasach, pozostawał popularnym środkiem lokomocji dla szpiegów i innych awanturników. Podróżowała nim m.in. słynna Mata Hari.
To podczas wyprawy Orient Expressem zbierał informacje wywiadowcze Robert Baden Powell — późniejszy twórca skautingu. Były też kłopoty z koronowanymi głowami. Jak głosi legenda, słynący z zamiłowania do kolei car Bułgarii Borys, przepędził maszynistę, gdy Orient Express wjechał do jego kraju, i sam poprowadził ten pociąg. Ale carom takie rzeczy się przecież wybacza.
Wagony Orient Expressu były też świadkami historycznych chwil. W jednym z nich Niemcy podpisały akt kapitulacji po pierwszej wojnie światowej. W 1940 roku Hitler, aby upokorzyć Francję, przyjął od niej akt kapitulacji w tym samym wagonie w lasku Compiegne.
Została tylko sława
Georges Nagelmackers zmarł w 1905 roku, doczekał jednak chwili, kiedy jego dzieło stało się sławne. Nie dożył cza- sów największego triumfu Orient Expressu, które przypadły na lata 30. ubiegłego stulecia. To był jednak łabędzi śpiew pociągu. Najpierw wojna, a następnie podział Europy przez żelazną kurtynę zahamowały transkontynentalne podróże kolejowe. Istniał wprawdzie pociąg pod nazwą Orient Express, kursujący trzy razy w tygodniu z Paryża do Aten i Stambułu, ale nie roztaczał już takiej magii, jak jego przedwojenny poprzednik.
Bilety na Orient Express można kupić do dziś. Od 2007 roku kursuje na trasie Strasburg — Wiedeń (z Paryża od Strasburga dojeżdżamy TGV). Ale czy dziesięciogodzinną nocną podróż można porównać do ekskluzywnej wędrówki przez kontynent z początków XX wieku? I czy nocny Express do Wiednia — chociaż luksusowy — to jeszcze Orient?
