Poczta Polska przynosi straty, a państwo — choćby chciało — nie może zaaplikować jej solidnego zastrzyku pieniędzy, dopóki nie zgodzi się na to Komisja Europejska (KE). Wiele wskazuje na to, że zgoda jest bliżej niż dalej. W tym tygodniu — po licznych apelach ze strony rządu i pocztowców — KE wydała tzw. comfort letter, oznaczający wstępną zgodę na finansowe wsparcie operatora.
Chodzi o około 700 mln zł rekompensaty za straty poniesione przy ogólnopolskim dostarczaniu listów w latach 2021-22 w ramach tzw. usługi powszechnej i potencjalnie setki milionów złotych w kolejnych latach. Zgodnie z przepisami pieniądze wypłaca minister właściwy ds. łączności (czyli obecnie minister aktywów państwowych) po pozytywnej decyzji prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) regulującego rynek pocztowy.
— Taki dokument trafił do nas w środę. Analizujemy go — potwierdza Witold Tomaszewski, rzecznik UKE.
Pieniądze w zawieszeniu
Pocztowcy już świętują, bo ich zdaniem usuwa to największą przeszkodę na drodze do wypłaty pieniędzy. „Potwierdzamy otrzymanie długo wyczekiwanego dokumentu z Brukseli. Wierzymy, że pozytywne ustosunkowanie się przedstawicieli KE do wniosku o wypłatę rekompensaty spotka się z życzliwą i sprawną realizacją wymaganych do finalizacji procesu procedur po stronie instytucji państwowych. To bardzo wyczekiwana przez wszystkich pocztowców wiadomość” — informuje biuro prasowe Poczty Polskiej.
W rzeczywistości sprawna realizacja procedur nie jest przesądzona. Comfort letter to rodzaj nieoficjalnego dokumentu KE, który nie jest upubliczniany, ale trafia do zainteresowanych stron. W uproszczeniu wydanie takiego dokumentu oznacza, że KE w sprawach budzących wątpliwości w związku z prawem konkurencji (np. dotyczących możliwej nielegalnej pomocy publicznej) nie ma zastrzeżeń i w ramach dłuższej procedury prawdopodobnie wyda pozytywną decyzję.
Prawdopodobnie, ale nie na pewno. Tymczasem na gruncie polskich przepisów dopiero pozytywna decyzja KE daje zielone światło do wypłaty pieniędzy. Artykuł 27 ust. 4 prawa pocztowego mówi bowiem wyraźnie, że dotacja z tytułu strat poniesionych przy świadczeniu usługi powszechnej „stanowi pomoc publiczną i może być udzielona zgodnie z postanowieniami zawartymi w decyzji KE, wydanej w wyniku notyfikacji, w okresie obowiązywania tej decyzji”.
Według naszych informacji 24 listopada ma dojść do spotkania przedstawicieli UKE i Poczty Polskiej. Państwowemu operatorowi bardzo zależy na uruchomieniu strumienia państwowych pieniędzy, bo jest pod presją pracowników. Związki zawodowe domagają się pilnych podwyżek. Zarząd Poczty deklaruje chęć ich wypłaty nawet od stycznia przyszłego roku, ale tylko pod warunkiem otrzymania wcześniej rekompensaty za świadczenie usługi powszechnej.
Finansowe kłopoty
Poczta Polska miała w ubiegłym roku 7,17 mld zł skonsolidowanych przychodów (o 6,9 proc. więcej niż rok wcześniej) i na poziomie całej grupy zanotowała 55,9 mln zł zysku netto. Na poziomie jednostkowym, czyli przede wszystkim bez Banku Pocztowego, była jednak na minusie.
Straty przynosi przede wszystkim świadczenie usług powszechnych, czyli przede wszystkim dostarczanie standardowych listów na terenie całego kraju niezależnie od tego, czy jest to rentowne. Poczta robi to jako tzw. operator wyznaczony, którym będzie co najmniej do końca 2025 r.
Do zmiany przepisów pod koniec ubiegłego roku operator wyznaczony mógł liczyć na wypłatę rekompensat z tytułu świadczenia usługi powszechnej ze składek uiszczanych przez operatorów pocztowych proporcjonalnie do skali ich działania. W praktyce oznaczało to, że na lwią część rekompensaty dla Poczty składała się... Poczta. Po nowelizacji rekompensata ma płynąć prosto z budżetu państwa.

