Lista zarzutów Poczty Polskiej pod adresem NIK jest równie długa jak NIK wobec poczty. Możliwe, że sprawa skończy się w sądzie.
Poczta Polska (PP) złożyła na ręce marszałka Sejmu skargę na treść i formę zaprezentowanego we wtorek przez Najwyższą Izbę Kontroli (NIK) raportu dotyczącego działalności „grupy kapitałowej” PP.
Kulą w płot...
— Przedstawiciele NIK w wielu kwestiach formułowali tezy oparte na nieprawdziwych faktach — mówi Mieczysław Chabowski, zastępca dyrektora generalnego Poczty Polskiej.
Jednym z ważniejszych zarzutów postawionych PP było niezgodne z zasadą racjonalizacji kosztów i efektywności ekonomicznej uczestniczenie w spółkach „grupy kapitałowej”. Miało się ono sprowadzać głównie do pokrywania strat wynoszących w badanym okresie 55,7 mln zł. PP twierdzi, że dane te zupełnie mijają się z prawdą.
— Wydane w tym okresie 53 mln zł nie poszło na pokrywanie strat. 19 mln zł przeznaczono na założenie towarzystwa ubezpieczeniowego, 23 mln zł to kwota dokapitalizowania Banku Pocztowego. Odnosząc się do wyników finansowych całej grupy, w 2002 r. łącznie było to 1,4 mln zł straty, w 2003 r. 8,8 mln zł zysku, a w 2004 r. — już 39,8 mln zł zysku — zapewnia Tomasz Jacyk, dyrektor departamentu nadzoru właścicielskiego w PP.
Wyliczanka błędów i nieścisłości w raporcie NIK jest dużo dłuższa. Może się okazać, że skarga przekazana marszałkowi to dopiero początek walki z NIK. Niewykluczone, że sprawa trafi do sądu.
— PP powołała już zespół prawników. Zobaczymy, jakie będą wnioski z ich prac — zapewnia Mieczysław Chabowski.
...a więc sąd
Na razie wezwanie przedsądowe do Krzysztofa Szwedowskiego, wiceprezesa NIK referującego raport, wysłała Pocztowa Agencja Usług Finansowych.
— Koszty zarządu są wymyślone i możemy to udokumentować. Do 16 czerwca pan Szwedowski ma czas na umieszczenie na swój koszt sprostowań w gazetach. Jeśli tego nie zrobi, sprawa trafi do sądu — mówi Wiesław Żelazowski, członek zarządu Pocztowej Agencji Usług Finansowych.
Komentarza Krzysztofa Szwedowskiego nie udało nam się uzyskać.