Choć od początku 1998 r. inwestorzy mają możliwość gry na kontraktach walutowych, jakoś zbytnio nikt się do tego nie kwapi. Jest to o tyle interesujące, że rynki walutowe charakteryzują się dużą zmiennością i wyraźnymi trendami, czyli cechami niezbędnymi przy inwestycjach krótkoterminowych. Ruch złotego w stosunku do dolara z poziomu 3,95 do 4,4 (w takim przedziale nasza waluta porusza się w ostatnim roku) oznacza możliwość zarobienia na kontrakcie terminowym 4500 zł.
Za główny powód „niedorozwoju” walutowego rynku futures w Polsce uważa się konieczność płacenia przez osoby fizyczne podatków od zysków z takich inwestycji, podczas gdy zyski z kontraktów indeksowych czy akcyjnych są z niego zwolnione. Wydaje się jednak, że mając możliwość osiągnięcia znacznych, nawet kilkudziesięcioprocentowych zysków, nie powinna to być główna przyczyna. Z ankiety przeprowadzonej na stronach serwisu futures. pl wynika, że głównym powodem, dla którego gracze unikają walutowych kontraktów, jest ich niedostateczna płynność. Dopiero na drugim miejscu, ale ze znacznie mniejszą liczbą głosów, znalazły się sprawy związane z podatkami. Mamy więc do czynienia trochę z kręceniem się w kółko. Zbyt mała płynność powoduje, że inwestorzy nie chcą grac na tym rynku. Ponieważ zaś na nim nie grają, płynności brakuje.
Brak płynności jest pochodną szerokości tzw. spreadów, czyli różnicy między ofertami kupna i sprzedaży. Różnica ta często stanowi dodatkowy, poza prowizją, koszt transakcji. Na rozwiniętych rynkach inwestorzy mają świadomość tego kosztu i szukają rynków o jak najmniejszym spreadzie. Sytuacje takie jak na naszych kontraktach na WIG 20, gdzie spread wynosi tyle, ile minimalny ruch kontraktu, należą do rzadkości. Jaki jest faktyczny spread na dwóch polskich rynkach walutowych: WGT i GPW? Dobrym miernikiem tego będzie sytuacja z 14 maja, gdy nasza waluta znacznie się osłabiła. Średni spread między ofertami kupna i sprzedaży czerwcowej serii kontraktów na dolary wyniósł 0,01 zł. Na GPW średni spread wyniósł 0,0266 zł. Przynajmniej więc WGT wygląda jako rynek tańszy dla inwestorów. Być może zaczną to dostrzegać, zwłaszcza że swoje usługi na tej giełdzie zaczęło oferować pierwsze biuro z rynku kapitałowego, BDM PKO BP.