Andrzej Arendarski: Podatkom brakuje najważniejszego — stabilności
PODATKI POŚREDNIE: Dławienie popytu konsumpcyjnego oznacza dla wytwórczości tyle samo, co dławienie jej dochodów wprost — uważa Andrzej Arendarski. fot. Grzegorz Kawecki
Miała nadejść podatkowa rewolucja. Tymczasem to, co zostało w końcu wydrukowane w Dzienniku Ustaw — można nazwać jedynie zaczątkiem reformy. Tym bardziej iż prezydent zaaprobował jedynie 2/3 rozwiązań uchwalonych przez parlament.
PRZEMILCZANYM i niemal skrywanym założeniem reformy podatkowej jest zwiększanie zakresu i skali opodatkowania konsumpcji — czyli akcyzy i VAT. To poprzez podatki pośrednie fiskus ma rekompensować sobie z nawiązką dochody tracone w wyniku obniżenia stawek CIT (obniżenie PIT na razie zostało odłożone). Symbolem tego kierunku stało się wprowadzenie VAT na usługi komunalne już od roku przyszłego. W następnej kolejności VAT ma objąć artykuły dziecięce, nie przetworzone płody rolne, produkcję gazet i książek, itp.
OZNACZA TO względne zwiększanie obciążeń podatkowych grup społecznych o najniższych dochodach, zaś łagodzenie fiskalizmu wobec grup o dochodach najwyższych. Przecież podatki są tym mniejsze, im obywatele są zamożniejsi i zdolni do odkładania części swych dochodów. Tymczasem połowa Polaków nie ma ani złotówki oszczędności.
TO PRAWDA, że grupy społeczne zdolne do ponoszenia nakładów inwestycyjnych i gromadzenia oszczędności decydują o możliwościach rozwojowych kraju i tempie rozwoju gospodarczego. Ale prawdą jest także i to, że również popyt konsumpcyjny określa szanse producentów i warunkuje wzrost gospodarczy. Dławienie popytu przez wysokie podatki pośrednie oznacza dla wytwórczości tyle samo, co dławienie jej dochodów wprost. Tak czy inaczej dochodzi do spadku efektywnego popytu, a przeto i do spadku podaży. Z punktu widzenia przedsiębiorców — dopiero wtedy, gdy popyt gwarantuje rosnącą i zyskowną sprzedaż, istotny staje się podatek od dochodu. Jeśli firmy mają zyski symboliczne, jeśli walczą w ogóle o byt i uchronienie się przed bankructwem, to wszelkie obniżki stawek podatkowych są korzyściami iluzorycznymi.
ZACHOWUJĄC DYSTANS i nie wpadając w euforię, Krajowa Izba Gospodarcza wspierała dążenie do uczynienia systemu podatkowego bardziej racjonalnym, stawiając przy tym określone warunki. Apelowaliśmy m.in. o:
- obniżenie skali fiskalizmu w ogóle, a nie tylko wobec pewnych grup przedsiębiorców i obywateli;
- zapewnienie trwałości systemu podatkowego na wiele lat;
- umożliwienie przyśpieszonej amortyzacji i przeszacowanie majątku zgodnie ze wskaźnikami inflacji z przeszłości oraz waloryzowanie go w przyszłości;
- zrównanie sytuacji podatkowej wszystkich firm, bez względu na to, czy są one osobami prawnymi, czy fizycznymi — poprzez stworzenie jednego systemu dla podatników prowadzących działalność gospodarczą, drugiego zaś — dla uzyskujących dochody z innych źródeł;
- stworzenie podstaw podatkowych funkcjonowania samorządów, umacniających ich samodzielność i niezależność.
NASZE POSTULATY nie zostały zrealizowane. Ogólny fiskalizm został w roku 2000 wzmocniony. Utrzymano też dotychczasowy podział przedsiębiorstw na osoby fizyczne i prawne, co dało dodatkowe argumenty przeciwnikom reform podatkowych. Nie dokonano przełomu w przepisach dotyczących amortyzacji, gdyż zmiany w nich (obejmujące w efekcie tylko płatników CIT) ograniczono jedynie do zrekompensowania przedsiębiorstwom tego, co tracą w wyniku likwidacji ulg inwestycyjnych. Samorząd terytorialny zaś nadal pozostaje na garnuszku budżetu państwa.
NAJGORSZE jest jednak to, że dokonując tylko połowicznego kroku w przebudowie systemu, nie zapewniono najważniejszego, co powinno charakteryzować podatki — ich stabilności. Również atmosfera, towarzysząca pracom nad podatkami, była zaprzeczeniem odpowiedzialnego debatowania i uchwalania ustaw najważniejszych dla przyszłości państwa.
Andrzej Arendarski jest prezesem Krajowej Izby Gospodarczej