Podejmowanie ryzyka nadal może się opłacać

Richard Urwin
opublikowano: 2011-01-13 00:00

Można się spodziewać, że w 2010 r. globalne PKB wzrosło o około 5 proc. po niewielkim załamaniu w 2009 r. W 2011 r. wzrost gospodarczy powinien utrzymywać się. Wzrost powinien być również bardziej zbilansowany, zaś gospodarki rozwinięte powinny mieć w nim w przyszłym roku większy udział dzięki ożywieniu, które rozwinęło się w drugiej połowie 2010 r.

Przeciętny wzrost w Niemczech, Japonii i Wielkiej Brytanii wyniósł w ostatnich kwartałach średnio od 3 do 4 proc.

Najbardziej znaczącym zdarzeniem, mającym wpływ na rynki finansowe w 2010 r., był europejski kryzys na rynku obligacji skarbowych. Europa Południowa ma przed sobą długie lata zaciskania pasa, co będzie w istotny sposób wpływać na rynki również w 2011 r. i w kolejnych latach. Upadek euro jest jednak wysoce nieprawdopodobny. Ponadto, pozornie nieunikniona restrukturyzacja długu lub niewypłacalność wielu państw europejskich w najbliższym czasie są również mało prawdopodobne. Dlatego najbardziej zaangażowane w tego rodzaju dług europejskie banki zyskają czas na dostosowanie się do wszelkich ewentualnych odpisów.

Sądzimy, że w przypadku gospodarek rozwiniętych ryzyko inflacji pozostaje niskie. Oczekujemy, że banki centralne zaczną się obawiać raczej przesadnego spadku niż przyspieszenia wzrostu inflacji. Niższa inflacja nie musi jednak oznaczać deflacji. Gdyby miało wzrosnąć ryzyko deflacji, powinno być również więcej bodźców monetarnych z banków centralnych. Ryzyko inflacyjne w globalnej gospodarce obecne jest przede wszystkim na rynkach wschodzących, co odzwierciedla odróżniające je od krajów rozwiniętych zdecydowanie odmienne uwarunkowania ekonomiczne. Inflacja nie powinna jednak znacząco przyspieszyć. W 2011 r. dalsze zaostrzanie polityki monetarnej w celu przeciwdziałania inflacji mogłoby spowodować dodatkową aprecjację walut rynków wschodzących.

Na rynkach akcji nie ma irracjonalnej przesady w wycenach. Przeciwnie, wskaźniki cena/zysk pod koniec 2010 r. wydają się skromne, jeżeli uwzględni się standardy historyczne. Nawet na rynkach wschodzących, gdzie fala wzrostów była bardziej widoczna, relacja ceny do zysku nie różni się istotnie od trendu długoterminowego. Zwroty z akcji w 2011 r. będą w wysokim stopniu zależeć od cyklu globalnego. Wzrost zysków przedsiębiorstw mógłby zwolnić w stosunku do intensywnego tempa, które utrzymywało się mniej więcej przez cały zeszły rok. Zasadniczo wzrost wycen będzie raczej ograniczony i zmienny.

Niska rentowność obligacji skarbowych może utrzymać się w średnim terminie. Aby jednak w 2011 r. mogła znacząco wzrosnąć, musiałby zostać spełniony jeden z dwóch warunków —globalne ożywienie lub inflacja musiałyby przyspieszyć na tyle, by banki centralne porzuciły swoją politykę łatwego pieniądza i szybko podniosły stopy procentowe.

Stopy procentowe banków centralnych w gospodarkach rozwiniętych pozostaną niskie. Wątpimy, czy w 2011 r. nastąpi powrót powszechnego zaufania nabywców, nawet jeśli globalne oszczędności znacząco spadną. Wydaje się więc, że brakuje obecnie katalizatora, który przyczyniłby się do znaczącego wzrostu rentowności obligacji. Rentowność obligacji skarbowych, z wyjątkiem tych emitowanych przez peryferyjne państwa strefy euro, przez dłuższy czas pozostanie niska, zaś posiadacze takich papierów osiągną ujemne realne zwroty z inwestycji. Wziąwszy pod uwagę perspektywy niskich zwrotów i podwyższonego ryzyka związanego ze znaczną częścią długu państwowego, można się zatem spodziewać, że nawet bardzo ostrożni inwestorzy będą odczuwać presję na podjęcie dodatkowego ryzyka. Pod pewnymi względami rok 2011 może wydawać się powtórką poprzedniego. Jest szansa na to, że ceny akcji będą rosnąć — zwłaszcza te z rynków wschodzących, w przypadku których należy się jednak spodziewać raczej umiarkowanie, a nie zdecydowanie lepszych wyników. Towary tymczasem mogą nadal drożeć, bo nierównowaga podaży i popytu utrzyma się.

Najbardziej widoczna różnica zwrotów z inwestycji w stosunku do 2010 r. mogłaby się pojawić na rynkach obligacji skarbowych, gdzie należy się spodziewać bardzo niskiej rentowności. Mimo że korzystna mogłaby okazać się dywersyfikacja uwzględniająca inwestycje w obligacje przedsiębiorstw, a także inne rodzaje długu niepublicznego, nie należy się już spodziewać istotnego spadku spreadów. Rok 2011 może więc okazać się kolejnym, w którym inwestorzy będą mieć trudności z podjęciem ryzyka inwestycyjnego. Co nie znaczy, że podejmowanie ryzyka nie będzie się opłacać.

Richard Urwin

dyrektor ds. inwestycji zespołu funduszy powierniczych Grupy Multi-Asset Client Solutions firmy BlackRock