Podjazdowe wojenki Marvipolu i PKP

Emil Górecki
opublikowano: 2014-05-23 00:00

Czy panna młoda jest nierozsądna, czy absztyfikant nieatrakcyjny? Kolejny akt sztuki o teren Dworca Gdańskiego.

Jesienią zeszłego roku, kiedy przygotowania do ogłoszenia przetargu na wybór partnera do inwestycji na Dworcu Gdańskim wchodziły w ostatnią fazę, Mariusz Książek, prezes i główny właściciel dewelopera Marvipol, przyjechał do Polskich Kolei Państwowych (PKP) na rozmowy o dzierżawionej przez dewelopera działce na terenie przeznaczonym pod inwestycję. Spotkanie skończyło się szybko: deweloper i jego prawnicy wyszli, nie dopijając kawy. Tu pojawiają się rozbieżności: Marvipol twierdzi, że to on dostał zaproszenie i dlatego spodziewał się propozycji, PKP — że to Mariusz Książek chciał się spotkać. Kilka lat temu Marvipol wystąpił do PKP o pozwolenie na rozbudowanie myjni, którą prowadzi na spornej działce, ale go nie dostał. Teraz za utracone korzyści domaga się 1,6 mln zł. Przygotowywany jest także pozew o ochronę dobrego imienia spółki.

— Marvipol nie chce być kojarzony z wewnętrznymi sporami w PKP, a ubiegłotygodniowe doniesienie kolei do prokuratury na własnego pracownika — w sprawie rzekomych nieprawidłowościprzy podpisywaniu umowy dzierżawy w latach 90. — postrzegamy jako temat zastępczy — mówi Maciej Gnoiński, doradca zarządu Marvipolu. To, co wydarzyło się na listopadowym spotkaniu, obie strony uznały za afront, co negocjacjom nie służy.

— Zarząd PKP naraża skarb państwa na straty, bo nie da się optymalnie zagospodarowaćdziałki, omijając nasz teren przez następnych kilkanaście lat. Zasłania on też 75 proc. wjazdu na pozostałą część gruntu. PKP nawet nie próbowały rozwiązać tego problemu, my bylibyśmy skłonni rozważyć zamianę tej działki na inną — pod myjnię czy pod budowę mieszkań — albo na udział w konsorcjum z Ghelamco — mówi Maciej Gnoiński.

PKP uznały jednak, że choć działka we władaniu Marvipolu stanowi problem, nie hamuje procesu inwestycyjnego. Partnerzy przystąpią do jej zabudowania w ostatniej kolejności — dzierżawa skończy się w 2026 r. Kolejarze dwa razy próbowali udowodnić w sądzie gospodarczym, że umowa wiążąca ich z Marvipolem to w zasadzie najem i można ją wypowiedzieć w miesiąc — i dwa razy przegrali. W zeszłym tygodniu złożyli do prokuratury doniesienie o możliwych nieprawidłowościach przy zawieraniu umowy dzierżawy i aneksów do niej. — Poza tym, że umowa jest skrajnie niekorzystna dla PKP, mogła zostać przedłużona niezgodnie z prawem. Stawka

dzierżawy jest dziesięciokrotnie niższa od rynkowej, Marvipol prowadzi parking dla podróżujących z dworca, na którym stawki są bardzo zawyżone — mówi Jarosław Bator, dyrektor zarządzający PKP ds. nieruchomości. Przekonuje również, że z terenów wokół dworca nie dałoby się więcej wycisnąć.

— Analizowaliśmy każdy model zabudowy, zlecaliśmy przygotowanie opinii, to samo robili nasi potencjalni partnerzy. Marvipolowi może się wydawać, że gdyby nie dzierżawił działki, na całym terenie dałoby się wybudować więcej. Pytanie, czy spółka, która nie ma zbyt dużych kompetencji w segmencie nieruchomości biurowych, potrafi to ocenić — mówi Jarosław Bator.

Zarząd PKP naraża skarb państwa na straty, bo nie da się optymalnie zagospodarować działki, omijając nasz teren przez następnych kilkanaście lat.

Maciej Gnoiński
doradca zarządu Marvipolu

Marvipolowi może się wydawać, że gdyby nie dzierżawił działki, na całym terenie dałoby się wybudować więcej. Pytanie, czy spółka potrafi to ocenić.

Jarosław Bator
dyrektor zarządzający PKP ds. nieruchomości