Podwyżki to pół miliarda strat

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 25-04-2008, 00:00

500 mln zł straty, 200 mln zł dotacji budżetowej — w takie tarapaty wpędzili Pocztę Polską związkowcy. Skutkiem mogą być zwolnienia.

W Poczcie Polskiej pracuje 20 tys. osób za dużo. Wymuszone przez związki podwyżki przyspieszą zwolnienia.

500 mln zł straty, 200 mln zł dotacji budżetowej — w takie tarapaty wpędzili Pocztę Polską związkowcy. Skutkiem mogą być zwolnienia.

Poczcie Polskiej grozi strajk 37 z 38 działających w niej organizacji, które weszły w spór zbiorowy, zaakceptowało podwyżkę 437,50 zł (średnio w roku), ale dla NSZZ Solidarność to za mało. Żąda po 700 zł podwyżki i zapowiada strajk na 5 maja. Wzrost płac to duży problem dla przedsiębiorstwa.

— Podwyżki sprawią, że Poczta będzie miała na koniec roku około 500 mln zł straty netto — mówi Andrzej Polakowski, dyrektor generalny Poczty Polskiej.

Ubiegłoroczny zysk i zasoby własne pokryją jedynie 250 mln zł straty. By nie utracić płynności, Poczta będzie musiała podnieść ceny usług. Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE) analizuje nowy cennik, w którym stawki usług rosną nawet o 0,10 zł. Ma on zostać wprowadzony od lipca i powinien dać ponad 80 mln zł dodatkowych wpływów. Ale to wciąż za mało.

200 mln zł przedsiębiorstwo będzie musiało pokryć kredytem. W przyszłym roku spróbuje dostać pieniądze z budżetu państwa.

— Poczta spełni przesłanki, które pozwolą jej wnioskować o wyrównanie straty na usłudze powszechnej, nakładającej na nas obowiązek dostarczenia listów i paczek do każdego miejsca w Polsce — wyjaśnia Andrzej Polakowski.

Najprostsza droga

Zamiast prosić budżet państwa o dofinansowanie, Poczta mogłaby się zrestrukturyzować. Najprostszą drogą do obniżki kosztów jest zmniejszenie zatrudnienia.

— Podwyżki tej wysokości muszą przyspieszyć proces restrukturyzacji — mówi Andrzej Polakowski.

Obecnie Poczta Polska zatrudnia 105 tys. osób, które w ubiegłym roku wypracowału 6,6 mln zł przychodów. Najbardziej efektywna na kontynencie poczta szwedzka zatrudnia 32,9 tys. osób, które w ubiegłym roku wypracowały 21,88 mld SEK (8 mld zł).

— Zapewne nie da się w przyszłości uniknąć zwolnień wobec spodziewanego wzrostu wynagrodzeń. W obecnej sytuacji rynkowej Poczta Polska mogłaby samodzielnie się finansować przy zatrudnieniu 85 tys. osób. Jednak inna sprawa to wymagany poziom zatrudnienia w eksploatacji przy obecnej technologii, w trakcie jeszcze nie zakończonych, ale już rozpoczętych inwestycji — zastrzega Andrzej Polakowski.

Wniosek z tego, że Poczta zatrudnia 20 tys. osób za dużo. Na razie trudno jest cokolwiek zmienić, bo do końca roku obowiązuje porozumienie z 2005 r., które uniemożliwia jakiekolwiek zwolnienia.

Restrukturyzacja Poczty będzie prędzej czy później konieczna, bo w 2013 r. otwiera się dla konkurencji polski rynek przesyłek poniżej 50 gramów, dający obecnie 30 proc. przychodów. Poczta powinna do tego czasu poprawić wskaźniki konkurencyjności i jakości usług, by nie oddać pola europejskim gigantom. Na razie inwestuje w budowę węzłów pocztowych i systemów informatycznych — w ubiegłym roku 465 mln zł, w tym 500 mln zł.

Hamulcowy reform

Kolejne rządy i kolejni dyrektorzy generalni Poczty próbowali ją reformować. Bezskutecznie. Problemem jest opór związków. Poczta to jeden z największych pracodawców w Polsce — w przedsiębiorstwie jest kilkadziesiąt organizacji związkowych, które blokują wszelkie próby reform.

Najlepszym przykładem jest porozumienie z 2005 r., które wstrzymuje wszelkie zmiany personalne w przedsiębiorstwie. Podpisał je Tadeusz Bartkowiak, ówczesny dyrektor, który zaczynał urzędowanie od... zapowiedzi 20-procentowych zwolnień.

Rząd Donalda Tuska próbuje przepchnąć przez Sejm ustawę o komercjalizacji Poczty. Dzięki niej przekształci się ona z przedsiębiorstwa państwowego w jednoosobową spółkę skarbu państwa. To pierwszy etap. Kolejnym ma być prywatyzacja, która jest możliwa najwcześniej w 2010 r. Jeśli w ogóle.

SPECJALNIE DLA PULSU

Strajk Poczty wzmocniłby nas

Różnice między naszą firmą a Pocztą Polską dobrze obrazują proporcje zatrudnienia — na Poczcie pracuje 25-27 tys. osób dostarczających listy, co daje trzech pracowników administracji na jednego listonosza. U nas jest 2,7 tys. listonoszy, a pozostali pracownicy to 300-320 osób, czyli nieco ponad 10 proc. ogółu zatrudnionych.

Nasza przewaga mogłaby dodatkowo wzrosnąć, gdyby runął monopol Poczty na przesyłki do 50 gramów. To 70 proc. liczby wszystkich przesyłek.

Problem Poczty polega na przerostach zatrudnienia, wielokrotnych restrukturyzacjach, niegospodarności i złym zarządzaniu. Restrukturyzacja mogłaby się udać, gdyby instytucja nie była polityczna. Każdy nowy rząd zmienia dyrektora generalnego, który wymienia pracowników i ma nową wizję zmian. Każda zmiana ekipy politycznej przynosi zmianę polityki Poczty Polskiej. My wykorzystujemy tę słabość.

Nie wierzę, że strajk pocztowców dojdzie do skutku. Dla Poczty byłby to strzał w kolano, jestem więc przekonany, że dyrekcja pójdzie na pewien kompromis, a związki ograniczą swoje roszczenia. Gdyby jednak do strajku doszło, wzmocniłby on naszą firmę i po raz kolejny zwrócił uwagę naszych potencjalnych kontrahentów na to, że nie można być uzależnionym od jednego operatora.

Rafał Brzoska

prezes In Post, konkurenta Poczty Polskiej

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu