Podzielmy cały budżet na rezerwy

Adam Sofuł
05-02-2007, 00:00

Minęło zaledwie kilka dni od podpisania przez prezydenta tegorocznej ustawy budżetowej, a już można odnieść wrażenie, że to zupełnie niepotrzebny dokument. Dużo ważniejsze od budżetu okazały się rezerwy celowe i jak tak dalej pójdzie, to trzeba będzie się zastanowić, czy cały budżet ma być podzielony na różnego rodzaju rezerwy. Nagle okazało się bowiem, że trzeba wysupłać z rezerw pieniądze na interwencyjny skup żywca, bo ministra rolnictwa zaskoczyła świńska górka. Rząd nie może sobie pozwolić, by nie pomóc szpitalom, bo na ministra zdrowia jak grom z jasnego nieba spadła informacja, że ktoś może zażądać (a tym bardziej wyegzekwować) od zadłużonych szpitali spłaty długów.

Minister finansów Zyta Gilowska może w tej sytuacji robić jedynie dobrą minę do złej gry — w obu przypadkach co najwyżej ponarzekać, ale mało prawdopodobne, by pozostała nieprzejednanym strażnikiem państwowej kiesy, tym bardziej że w tych akurat przypadkach byłaby to postawa tylko na pokaz. Pieniądze muszą się znaleźć, może nie tyle, co wyobrażają sobie ministrowie zdrowia i rolnictwa, ale jakieś na pewno. Rząd ma wystarczająco wiele kłopotów bez rolniczych blokad, lekarskich strajków i rozpaczających pacjentów.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Minister Gilowska ma sto procent racji, gdy twierdzi, że szpitale nie ocknęły się nagle zadłużone, że długi narastały latami. Ma również rację, gdy mówi, że świńską górkę można przewidzieć z dużym wyprzedzeniem. I może nawet obaj ministrowie mieli świadomość narastających problemów, ale niewiele zrobili, by je rozwiązać. Zresztą podobnie jak większość ich poprzedników. Przez lata wielu ministrów (nie tylko zdrowia i rolnictwa) nie rozwiązywało problemów, tylko je doraźnie łagodziło i pozostawiało sprawę następcom. Przecież problem zadłużenia służby zdrowia jest od lat nierozwiązywalny, jak niegdyś w PRL niedobór sznurka do snopowiązałek czy kwestia skupu butelek. Jeżeli taką strategię utrzyma obecny rząd (a na razie niewiele wskazuje, by miało być inaczej), a także parę następnych gabinetów, zgłoszony na wstępie pomysł, by cały budżet przesunąć do różnorakich rezerw, nie będzie już ponurym żartem, a stanie się koniecznością. Bo odsuwane w czasie problemy mają to do siebie, że przy każdym kolejnym wybuchu trzeba coraz więcej pieniędzy, aby je uśmierzyć. Nawet gdy któremuś ministrowi przyjdzie dobry pomysł na rozwiązanie sytuacji, zwykle nie ma już na to pieniędzy, bo zostały roztrwonione na doraźne interwencje.

Pewną nadzieją może napawać to, iż ministrowie rolnictwa i zdrowia przebąkują, że myślą o kompleksowych, długofalowych rozwiązaniach. I tu zadanie dla premiera — zobowiązać ministrów, by ten proces myślowy zakończyli konkretnymi konkluzjami, a nie zapomnieli o reformach, gdy tylko dostaną z budżetu pieniądze. Problemy finansowania służby zdrowia i funkcjonowania rynku rolnego nie są łatwe, ale kiedyś trzeba je zacząć rozwiązywać. Bo jeśli nie, to zamiast wymarzonego przez premiera budżetu zadaniowego będziemy mieli budżet „rezerwowy”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Podzielmy cały budżet na rezerwy