Pogłaskać alpakę

Agniesza Rodowicz
30-08-2018, 22:00

Ośrodek psychoterapeutyczny Koparka, założony przez Przemysława Chojnackiego, od dwóch lat leczy dzieci, młodzież i dorosłych w sposób holistyczny. Pomagają w tym alpaki.

Przemysław Chojnacki, psycholog i terapeuta, już w czasie studiów marzył o stworzeniu holistycznego ośrodka terapeutycznego.

Wyświetl galerię [1/7]

Ośrodek psychoterapeutyczny Koparka,założony przez Przemysława Chojnackiego,od dwóch lat leczy dzieci, młodzież i dorosłychw sposób holistyczny. Pomagają w tym alpaki. FOT. MAREK WIŚNIEWSKI, ŁUKASZ SROKA

— Od dawna denerwowało mnie, że polscy lekarze leczą osobno głowę, nogę, serce. Tymczasem kolana mogą boleć od bioder, a nogi od kręgosłupa szyjnego. Człowiek jest całością. Pod względem fizycznym, psychicznym, społecznym, duchowym i emocjonalnym. Zdrowie fizyczne jest połączone z psychicznym — twierdzi psycholog.

Przemysław Chojnacki ukończył społeczną psychologię kliniczną w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Przeszedł własną psychoterapię, stąd wie, jak wiele w życiu zmienia. Teraz szkoli się w Instytucie Analizy Grupowej Rasztów.

Od dawna pracuje z młodzieżą. Najpierw w harcerstwie, potem przez sześć lat prowadząc programy profilaktyczne na temat szczęścia, miłości i seksu. Kilka lat temu zaczął też pracować z dorosłymi. I cały czas marzył o własnym ośrodku.

Zwierzęta zamiast koparki

W maju 2013 r. Przemysław Chojnacki był z żoną na dniach SGGW. Tam po raz pierwszy spotkał alpaki. Dotykał ich, głaskał. Zaintrygowały go.

— Jakieś trzy lata temu miałem kryzys. Zastanawiałem się, co mam dalej robić zawodowo — wspomina psycholog.

Pojechał wtedy nad morze do znajomych, którzy mieli owce, kury, psy i koty. Powiedzieli, że gdy przyjeżdżają do nich znajomi z dziećmi, są one tak zajęte zwierzętami, że dorośli mogą spokojnie porozmawiać. Zasugerowali, by zajął się jakimś rodzajem terapii z udziałem zwierząt.

— „A może alpaki?” — rzucili hasło. Zacząłem się nad tym zastanawiać i uznałem, że to dobry pomysł. Tym bardziej, że w Warszawie było mało tego rodzaju terapii. A alpakoterapii wcale — mówi Przemysław Chojnacki.

Najpierw jednak wynajął dom z ogrodem i budynkiem gospodarczym na warszawskim Wawrze. Na Strzygłowskiej, spokojnej uliczce z parterowymi domkami, pachnie jak na wsi. Pod numerem 61 dwa lata temu otworzył Ośrodek Psychoterapii Dzieci i Młodzieży Koparka. Skąd nazwa?

— Inspiracją był mój starszy syn, Maks, którego fascynują koparki. Planowałem na placu obok ośrodka postawić prawdziwą koparkę, bo większość dzieci i dorosłych marzy, by do niej wsiąść. Poza tym w psychologii kopiemy, dokopujemy się, burzymy, budujemy. Nazwa jest więc pojemna — wyjaśnia Przemysław Chojnacki.

W Koparce można skorzystać z pomocy psychologa dziecięcego, psychoterapeuty dla młodzieży, logopedy, psychiatry dziecięcego — bardzo rzadkiej w Polsce specjalizacji. Są też psychoterapia dla dorosłych i par oraz integracja sensoryczna. Koparka ostatecznie przy ośrodku nie stanęła, ponieważ przekroczyło to możliwości finansowe terapeuty. Ale za to pojawiły się alpaki.

— Teraz niektórzy klienci mówią, że jak je widzą, to opada im kopara i stąd wzięła się nazwa — śmieje się psycholog.

Owca, wielbłąd, pies?

Najpierw przy Strzygłowskiej zamieszkali Natan i Kazik.

— Wydawało mi się, że to takie fajne zwierzęta i wystarczy je kupić. Tymczasem trzeba najpierw wyselekcjonować najodpowiedniejsze do terapii, oswoić, wyszkolić — wyjaśnia psycholog.

Krok po kroku uczył się i alpak, i tego, co można z nimi robić. Najpierw samodzielnie, obserwując. Potem od koleżanki, która skończyła kurs alpakoterapii i od pierwszych w Polsce hodowców alpak i alpakoterapeutów z Alpakarni M&P w Wielkopolsce.

— Popełniłem mnóstwo błędów. Kupiłem na przykład samca, który u hodowcy wydawał mi się spokojny, a w ośrodku okazało się, że taki nie jest — przyznaje terapeuta. Sprzedał go. Potem kupił samicę, myśląc, że fajnie byłoby mieć młode.

— Ale na tak małym terenie jak nasz nie jest to dobry pomysł, bo samce bardziej ze sobą rywalizują i stają się agresywne — wyjaśnia Przemysław Chojnacki.

Na szczęście samicę też udało się sprzedać. Teraz w Koparce jest już 10 alpak.

— Mamy też dużo więcej doświadczenia kosztem mnóstwa pracy i niepewności, czy się uda. Szczególnie że na początku mieliśmy mało klientów. Poza tym co innego być terapeutą, a co innego terapeutą i menedżerem — uważa Przemysław Chojnacki.

Żeby się przebić do świadomości ludzi, poszli kiedyś na spacer na targ w Falenicy. Kiedy indziej spacerowali przy centrum handlowym w Wawrze. Alpaki wzbudzały sensację. Także wśród sąsiadów ośrodka. Bo co to jest? Ni to pies, ni to lama, wielbłąd czy owca. Promując

ośrodek, zabierają alpaki do parków, na mniejsze ulice. Ludzie są zachwyceni, uśmiechają się na ich widok od ucha do ucha, samochody zwalniają. — Żartuję, że tam, gdzie są konflikty, przydałoby się wysłać kilka alpak — mówi psycholog.

W całej Polsce jest około 5 tysięcy alpak i wciąż ich przybywa, bo to świetne zwierzęta.

— Ciekawskie, łagodne, już ich widok wywołuje uśmiech na twarzy. Samo patrzenie na alpaki poprawia humor, a jak się ich dotknie, jest jeszcze lepiej. Temperatura ciała alpak jest o 2 stopnie wyższa od ludzkiej, a ciepło ma działanie kojące, rozluźnia, uspokaja — mówi Przemysław Chojnacki.

Marchewka dla sąsiadów

Alpaki są też czyste, odchody pozostawiają w jednym miejscu. I uwielbiają jeść, mogłyby jeść na okrągło.

— Posadziliśmy kwiaty, żeby ośrodek ładnie wyglądał. Alpaki je zeżarły. Wyjadły też trawę na całym podwórku — mówi Przemysław Chojnacki.

Żeby miały co jeść, psycholog wynajął od sąsiada łąkę naprzeciwko ośrodka.

— Z sąsiadami mamy dobre relacje. Jeden z nich w sklepie mówił do ekspedientki: „A pani nie zgadnie, dla kogo kupuję marchewkę. Dla moich sąsiadów, alpak!” — opowiada Przemysław Chojnacki.

Bliscy sąsiedzi mają klucze do ośrodka, by w razie potrzeby wypuścić alpaki na wybieg lub je zamknąć. Dalsi, tłumacząc komuś dojazd, mówią: „Za alpakami w lewo”. Te zwierzęta wpisały się już w krajobraz Wawra. Alpaki są z natury płochliwe, więc trzeba pracować nad zmniejszaniem ich lęku. Dobra relacja między nimi a terapeutą powoduje, że czują się pewnie.

— Kiedy się oddalam, zaczynają być niespokojne, wydają charakterystyczne dźwięki, odwracają za mną głowy. Przywiązują się do ludzi — twierdzi Przemysław Chojnacki.

Alpaki świetnie wyczuwają nastrój. Jeśli ktoś, wybierając się z nimi na spacer, boi się, czuje niepewnie, nie będą chciały iść.

— Podobnie jest z dziećmi. Mniej rozumieją i myślą, więcej widzą i czują — wyjaśnia terapeuta.

I podobnie jak dzieci alpaki chętnie się uczą: kłaść, wchodzić do samochodu, wchodzić po schodach czy przechodzić przez hula-hop. Każda alpaka jest inna. Jedna chętnie wejdzie do budynku, a inna pójdzie na spacer. Jedna bez problemu się położy, druga da sobie przyczepić spinacze do pleców. Żadna nie lubi, jak się dotyka jej głowy, nóg i ogona. Ale szyję, kark, grzbiet można głaskać i czochrać do woli. Niektóre lubią też drapanie pod brodą. W Koparce od dwóch lat pracują Natan, Kazio, Promyk, Milord, Minos i Pure. Niedawno pojawili się też Alvaro, Lotos, Sułtan i Maraku. Musi ich być sporo, bo też się męczą. Para alpak może pracować dwie godziny dziennie.

— Mamy coraz większe zapotrzebowanie na zajęcia i dbamy o dobrostan zwierząt, więc powiększyliśmy stadko — mówi psycholog.

Złote runo

Jedna alpaka kosztuje od 3 tys. do 40 tys. zł, w zależności od tego, jak cenne jest jej runo. To ocenia specjalny instytut w USA.

— Dla mnie ważniejsze jest kupowanie alpak ze sprawdzonego źródła, gdzie od urodzenia są socjalizowane, od hodowcy, który pomaga wybrać zwierzęta najlepsze do terapii — twierdzi Przemysław Chojnacki.

Za taką alpakę płaci około 5 tys. zł. Kupuje je w Alpakarni P&M.Alpaki hoduje się także na runo i czasem na mięso. W Polsce się ich nie je, w Peru, skąd pochodzą, rzadko. Runo alpaki jest cieplejsze i wytrzymalsze niż owcy oraz droższe.

— Na razie nasze runo wykorzystujemy do prowadzenia warsztatów plastycznych. W tym roku będziemy go mieli tak dużo, że uszyjemy kołdry. Już mamy na nie zamówienia — cieszy się psychoterapeuta.

Utrzymanie alpaki kosztuje około 50 zł miesięcznie. Składają się na to trawa i siano, marchew i buraki. Alpaki dostają też trochę gotowej, zbilansowanej karmy. Trzeba dbać, by miały wodę i obserwować, czego potrzebują.

— W Peru żyją w temperaturze od -20°C do +20°C. W upały ciutkę im za gorąco, więc zbudowaliśmy na wybiegu altankę. Od niedawna mają też basen z wodą, w której się chłodzą, mocząc brzuszki. Potem panierują się w piachu. Zimą potrzebują osłony od deszczu, wiatru i śniegu. Największy koszt to opieka weterynaryjna — wyjaśnia Przemysław Chojnacki.

W sumie zainwestował w ośrodek kilkaset tysięcy złotych kredytu i oszczędności, z czego w same alpaki około 100 tys. zł.

Alpaka dobra na wszystko

Alpakoterapia wspiera rozwój dzieci i pomaga dorosłym. Główną zaletą alpak jest to, że koją emocje, powodują wydzielanie endorfin, wyciszają, relaksują, uspokajają. I motywują do działania.

— Byliśmy kiedyś z alpakami w ośrodku opieki dla dorosłych z zespołem Downa, Aspergera, autyzmem. Był tam mężczyzna sparaliżowany czterokończynowo. Od dawna pracowali z nim fizjoterapeuci. Gdy podeszła do niego alpaka, sam otworzył dłoń i ją pogłaskał. Oczywiście nie byłoby to możliwe bez wcześniejszej rehabilitacji. Ale gdyby przebiegała równolegle z alpakoterapią, pewnie szłaby szybciej — uważa psychoterapeuta.

Kiedy indziej alpaki pomogły kilkuletniej dziewczynce, która po zabiegu oka nie chciała go otwierać. Gdy przyszła na spotkanie z nimi, natychmiast je otworzyła. Alpaki jeżdżą do przedszkoli (zwykłych i specjalnych) i grup wczesnoszkolnych.

— Alpakoterapia stanowi urozmaicenie edukacji psychoruchowej dzieci. Przy ćwiczeniu równowagi na przykład po jednej stronie równoważni stoją alpaki, po drugiej dzieci z marchewką. Dzieciaki przechodzą przez przeszkodę i w nagrodę karmią zwierzęta. Dzięki temu chętnie idą po raz kolejny. Podczas zajęć logopedycznych dzieci naśladują dźwięki alpaki, a wydłubując z ich runa źdźbła słomy, ćwiczą chwyt pęsetkowy (opuszkowy). Alpakoterapia szczególnie pomaga osobom z autyzmem, ADHD, z porażeniem mózgowym, upośledzeniami umysłowymi. W Polsce to na tyle mało znane zwierzęta, że zazwyczaj nikt nie ma związanych z nimi złych wspomnień. Dlatego szczególnie polecane są do pracy z osobami starszymi, przy depresji i załamaniach nerwowych. Ale nie tylko. Ostatnio wpadliśmy na pomysł, by ludzie, zamiast palić papierosy podczas przerwy w pracy, głaskali alpaki. Jeździmy z nimi do warszawskich korporacji — opowiada Przemysław Chojnacki.

Nie trzeba być dzieckiem ani chorym, by czerpać przyjemność z obcowania z alpakami, ani szukać pretekstu do spotkania z nimi. Można po prostu umówić się na spacer. Przez rok i 9 miesięcy Koparka nie miała w Warszawie konkurencji.

— Byliśmy pierwsi i jedyni. Wiosną tego roku pojawiły się dwa ośrodki. I pewnie będzie ich coraz więcej, bo kto by nie chciał pogłaskać alpaki? — uważa Przemysław Chojnacki.

Twierdzi, że nie tylko uwielbia swoją pracę, ale też stale rozwija ośrodek.

— Chciałbym, żeby było u nas jeszcze więcej specjalistów, by psycholog mógł w razie potrzeby wysłać dziecko do pediatry, a pediatra do laryngologa, fizjoterapeuty czy dietetyka — ujawnia psycholog menedżer.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agniesza Rodowicz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Pogłaskać alpakę