Bora — wiatr z północy — to plaga dawnych mieszkańców Korczuli. Zimą, wychodząc z domów, przytrzymywali się łańcuchów wbitych w ściany — tak wiało!
Męczyli się do XIII wieku, kiedy to całkowicie przebudowano Korczulę — stolicę wyspy o tej samej nazwie — wytyczając nowy układ ulic.
— Bardzo pomysłowo! Zimne podmuchy nie uprzykrzają już ludziom życia, za to przyjemny, zachodni mistral bez przeszkód wnika w miasto — chwali przemyślność średniowiecznych budowniczych Monika Marcinkiewicz, konsultant Narodowego Ośrodka Informacji Turystycznej Republiki Chorwacji.
W tymże wieku XIII — w 1254 r. — przyszedł na świat Marco Polo, badacz i podróżnik. Jak chce legenda — w Korczuli. Na wyspie wciąż mieszkają ludzie o tym nazwisku, a w mieście stoi rzekomo rodzinny dom autora „Opisania świata”. Ale pewne jest tylko to, że Marco Polo znalazł się wśród Wenecjan popadłych w genueńską niewolę. W 1298 r. bronił miasta w bitwie na wodach wokół Korczuli. Uwięziony, przelał swe opowieści na papier.
Filozofia życia
— Gdy mowa o Korczuli, myślę o raju! — twierdzi Bojan Baketa, dyrektor Narodowego Ośrodka Informacji Turystycznej Republiki Chorwacji.
Turkusowe morze kontrastuje tu z olśniewającą zielenią wyspiarskiej roślinności. Słychać tylko ciszę — i fale rozbijające się o brzeg. W powietrzu — mieszanina soli, cyprysów, setek gatunków ziół i kwiatów, aromat pieczonej ryby...
— Gdy kto pyta o Korczulę, radzę: pojedź, powąchaj, posmakuj. I pokochaj — dorzuca Bojan Baketa.
Wyspa słynie z winorośli i oliwek oraz z rybołówstwa. Już w czasach greckich ceniono tutejsze wina — w miejscowościach Blato, Lumbarda, Carskie czy Smokvickie Polje uprawia się regionalne szczepy. Ponoć nawet mityczny Odyseusz delektował się winami z Korczuli! Warto spróbować białych: Posip, Rukatac, Grg, z czerwonych zaś — Dingac i Postup. Mocne, wytrawne, pachnące jak tytoń do fajki albo suszone wiśnie. Wystarczy kawałek chleba, oliwa z oliwek i lampka wina, by zaspokoić głód podczas letnich upałów.
— Wino to filozofia życia. A winnica jest jak żona: trzeba ją kochać i szanować. Tak jak rolnicy na Korczuli, toczący zajadłą walkę z przyrodą. Bo gleby tam skąpo — ziemię pod uprawy wyszarpuje się kamieniom i chroni od wiatru. Wciąż i wciąż — snuje rozważania Bojan Baketa.
Sielskie klimaty
Wyspę upodobali sobie polscy turyści — zakwaterowanie w apartamencie znajdzie się za 10-15 euro od osoby. I łatwo się dostać: prom ze Splitu płynie 3 godziny, z półwyspu Peljesac — pół.
— Korczula nie jest zabudowana — ma się tu poczucie przestrzeni. I wrażenie, że jest się daleko od wszystkiego. Cieszą oczy ukryte zatoczki i plaże: kamieniste, żwirowe, piaszczyste... To nie miejsce, gdzie trzeba się pokazać — a takie też w Chorwacji są: Hvar na Hvarze czy Opatija koło Rijeki. Korczula zapewnia prawdziwy wypoczynek — zdrowe jedzenie, morskie kąpiele, mocny sen... — zachwala Monika Marcinkiewicz.
Jest co robić: żeglarstwo, szkoły nurkowania, windsurfing — dogodne wiatry wieją na kanale między półwyspem Peljesac a Korczulą. I zwiedzanie — miasteczko Korczula urzeka malowniczymi ryneczkami i średniowieczną atmosferą, zyskało nawet miano Małego Dubrownika. Lubią je żeglarze — wpływając do portu są zaskoczeni potężnymi murami, schodami wiodącymi na starówkę, XIII-wieczną katedrą św. Marka wzniesioną z kamienia koloru miodu... Da się też robić jednodniowe wypady — do Dubrownika czy na dziewiczy półwysep Peljesac.
— Na półwyspie polecam Orebic. Miejscowość, z której odpływają promy na Korczulę. W kościele Matki Boskiej Anielskiej znajduje się słynna płaskorzeźba Madonny — mieszkańcy Orebica, całe żeglarskie klany, oddawały się jej pod opiekę. Do dziś statki płynące kanałem, nad którym leży miasto, pozdrawiają jej wizerunek, włączając syrenę — opowiada Monika Marcinkiewicz.
Rycerskie tańce
Kto zawita na Korczulę 29 lipca — na św. Teodora — będzie świadkiem widowiskowego, rycerskiego tańca moreszka. Niegdyś znany w całym świecie śródziemnomorskim, dziś zachował się jedynie na wyspie.
— Dwie grupy tancerzy w przepięknych kostiumach „walczą” na miecze o kobietę, Bulę. Dziewczynę, zaręczoną z Białym Królem — Osmanem, porwał Czarny Król — Maur. Ostatecznie triumfuje białe wojsko, symbolizujące świat chrześcijański — opisuje Monika Marcinkiewicz.
Twierdzi, że w dzień patrona miasta Korczula moreszka tańczona jest „z potrzeby serca”. Przez całe lato zaś daje się skrócone przedstawienia dla turystów.
Także w miejscowości Blato zobaczy się rycerski taniec: kumpaniję. Prawdziwy — 28 kwietnia, w dzień świętej Wincencji, patronki miasta. Nazwa tańca wywodzi się od dawnych oddziałów wojska. Przez stulecia broniły one Korczuli przed nieprzyjacielem — obchodziły całą wyspę, powiadamiając mieszkańców o zagrożeniu. A po każdej walce żołnierze wykonywali rycerski taniec z długimi mieczami. Tak było aż do włączenia Korczuli w granice Austro-Węgier. Po raz ostatni oddział wyruszył w 1813 r. — kumpanija stała się elementem folkloru.
— Tańczy kilkunastu mężczyzn w tradycyjnych, bogatych strojach — „żołnierze” i „oficerowie”. Przy wtórze gajd i bębna odgrywają obronę wyspy przed nieprzyjacielem. Stroje wrogów i okupantów Korczuli nawiązują do kultury włoskiej, muzułmańskiej i austro-węgierskiej — wspomina Monika Marcinkiewicz.
Niepowtarzalne tańce, oryginalne wina, średniowieczna zabudowa... Dziś Korczula oczarowuje turystów tak samo, jak niegdyś poetów i podróżników.
