4 lutego podczas otwarcia imprezy chiński władca Xi Jinping prosił swojego głównego gościa Władimira Putina, żeby wziął na wstrzymanie nie tylko podczas głównych igrzysk olimpijskich do 20 lutego, lecz również paraolimpijskich, które na tych samych obiektach odbędą się od 4 do 13 marca. Ten drugi okres ochronny w ogóle nie wchodzi w grę, natomiast kończący się pierwszy car Kremla spożytkował na wojnę propagandową na wielu frontach.

Starogrecka ekechejria, czyli boży pokój na czas igrzysk, nigdy nie była dla niego jakąś świętością. W 2014 r., gdy sam przyjmował od 7 do 23 lutego zimową olimpiadę w Soczi, dokładnie w drugim tygodniu tamtych igrzysk rozgrywała się tragedia na majdanie w Kijowie. Wtedy car z reakcją na zmianę władzy na Ukrainie odczekał – dopiero razem ze zgaśnięciem w Soczi znicza wydał rozkaz do operacji zagarnięcia Krymu, a także zainicjował przejęcie części Donbasu. Trzeba także przypomnieć dawniejszą koincydencję zdarzeń okołoolimpijskich – podczas letnich igrzysk w Pekinie 2008, odbywających się od 8 do 24 sierpnia, pierwszy ich tydzień pokrył się z wojną rosyjsko-gruzińską.
Realna możliwość wybuchu obecnie wielkiej wojny rosyjsko-ukraińskiej jest niewielka. Natomiast oczywiście trwała będzie punktowa w rejonie Ługańska i Doniecka, ale to nic nowego, bardziej czy mniej przygaszona toczy się tam przecież od ośmiu lat. Nakazana obecnie przez Władimira Putina intensyfikacja działań zaczepnych będzie podbudową jego dekretu o uznaniu niepodległości wyrwanych z terytorium Ukrainy neotworów – Ługańskiej Republiki Ludowej i Donieckiej Republiki Ludowej. Decyzję już podjął, pozostaje tylko czysto taktyczna kwestia terminu jej ogłoszenia.