Pokolenie Y zmienia uczelnie

Alina Treptow
opublikowano: 2010-09-17 00:00

Wiedza psychologiczna jest tak samo istotna jak ekonomiczna czy techniczna. Uczelnie uczą więc sztuki komunikacji.

Rozmowa z dr Kingą Padzik, specjalistą ds. zarządzania zasobami ludzkimi ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej

Wiedza psychologiczna jest tak samo istotna jak ekonomiczna czy techniczna. Uczelnie uczą więc sztuki komunikacji.

"Puls Biznesu": Czy wyższe uczelnie zmieniły metody nauczania?

Kinga Padzik: Przez ostatnie 10 lat sporo się zmieniło. Przede wszystkim metody nauki stały się bardziej praktyczne. Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej (SWPS), której jestem pracownikiem, jest bardzo nastawiona na biznes, z którym stara się współpracować. Myślę, że to ogólnokrajowa tendencja. Coraz więcej szkół zaczyna podejmować takie działania. Wśród wykładowców, oprócz naukowców, są praktycy biznesu — doradcy, trenerzy, którzy pracują dwutorowo: zarówno w biznesie, jak i na uczelni. Dzięki temu, wiedzą co się dzieje na rynku, jakie są wymagania i przekazują to studentom.

A wymagania wobec studentów się zmieniły?

Jak mówiłam, staliśmy się bardziej praktyczni. I elastyczni. Dla przykładu, kiedyś na egzaminach zabronione były kalkulatory czy tablice ze wzorami. Później ktoś poszedł po rozum do głowy i stwierdził, że to nie ma sensu. My poszliśmy o krok dalej, za erą informatyzacji. Mówimy, że uczenie się na pamięć nie ma sensu, jeśli za tydzień młodzi ludzie nic z tego nie będą pamiętać. Najważniejsze, to wiedzieć, gdzie szybko znaleźć potrzebną informację i potrafić ją zweryfikować. Tego się teraz uczy.

Takie podejście wymusiło pokolenie Y?

Wymusiło to życie. Chociaż pokolenie Y, które nie przepada za regułami, odegrało pewną rolę. Zniknął argument: "Bo taki jest system, taka jest procedura". Co prawda, systemowo nie było żadnych zmian, bo to studenci muszą się dostosować. Ale nasi wykładowcy zmienili podejście. Osoby z pokolenia Y charakteryzują się większą autonomią i dużą odpowiedzialnością za swoje zadania. Są niezależne i oczekują dużej elastyczności. Wyszliśmy im naprzeciw. Na moich zajęciach studenci mają wcześniej materiały i pytania na egzamin, mogą nimi dysponować również na egzaminie, bo nie chcę, by uczyli się na pamięć. Najważniejsze, żeby potrafili z nich korzystać w wyznaczonym czasie. Większy nacisk kładzie się na to, żeby człowiek umiał się odnaleźć w danej sytuacji, miejscu i wyszedł z tego obronną ręką. A jak to zrobi, to już jego sprawa. W końcu to przecież właśnie takie osoby poradzą sobie na rynku pracy.

Jakich przydatnych umiejętności uczy się studentów?

Po pierwsze, każda uczelnia uczy pracy w grupie. Program jest tak ułożony, że młodzi ludzie pracują razem, przygotowują prezentacje, rywalizują. Nabywają tej umiejętności samoistnie, w sposób naturalny. Uczy się szeroko pojętej sztuki komunikacji, do której zalicza się umiejętność manipulacji, przewidywania i sterowania przebiegiem rozmowy. To umiejętności szczególnie przydatne w biznesie. Niezależnie od tego, czy to będzie praca grupowa nad projektem, mediacje, negocjacje, czy rozmowa kwalifikacyjna. W ramach specjalizacji typowo biznesowych podchodzimy do nauczania wieloaspektowo: uczymy, jak pracować po stronie firmy zamawiającej, np. jak rozpoznać ofertę, dostrzec jej mankamenty i nie dać się na nią namówić. Z drugiej strony, pokazujemy, jak sprawa się przedstawia po stronie doradców, czyli uczymy też, jak tę ofertę dobrze przygotować i sprzedać.

Jakiej wiedzy brakuje młodym pracownikom?

Wiedzy o sobie. O drugim człowieku, o komunikacji. Taka wiedza daje nieprawdopodobną przewagę. Menedżerowie po uczelniach technicznych czy ekonomicznych latami nadrabiają jej brak poprzez codzienną pracę czy szkolenia. Na tym polu przewagę mają uczelnię o profilu psychologicznym, które ujmują całą specyfikę pracy z ludźmi. Zapewniają nie tylko wiedzę i konkretny fach, ale i umiejętność skutecznej komunikacji. Ich absolwenci nie muszą się uczyć na błędach, które w pracy z ludźmi mogą mieć katastrofalne skutki.

To rzeczywiście takie istotne?

Problemem jest to, że żyjemy w psychologicznym średniowieczu. Nie uczymy się o sobie, o swoich emocjach czy reakcjach. Przekłada się to na pracę zawodową, w której wiedza psychologiczna jest równie istotna, co techniczna czy ekonomiczna. Jest niezwykle przydatna w rozwiązaniu konfliktów, a także w ich przewidywaniu i zapobieganiu. Młodzi ludzie są dobrze przygotowani technicznie, ale brakuje im umiejętności interpersonalnych. Popadają więc w konflikty, czują się w firmie źle, a najgorsze, że nie potrafią znaleźć rozwiązania. Jeśli nie chcą być ulegli, to walczą, ale zbyt ekstremalnie, szkodząc sobie samym.