Drogowa dyrekcja realizuje inwestycje za 60 mld zł. Dzięki unijnym funduszom. Resort infrastruktury stara się, by w przyszłej perspektywie finansowej UE po 2014 r. Bruksela znów sowicie sypnęła groszem na budowę w Polsce nowych tras. Nie jest łatwo.
Kura czy jajko
— Niemcom zależy, by priorytetem nie były, jak do tej pory, nowe inwestycje, lecz zwiększenie funduszy na utrzymanie już istniejącej sieci — mówi przedstawiciel polskiego Ministerstwa Infrastruktury.
Trudno się dziwić, Niemcy przecież już dawno zbudowali szybkie trasy, a Polska ma jeszcze wiele do zrobienia.
— Kiedy już zbudujemy sieć, będziemy całym sercem popierać starania naszych zachodnich sąsiadów — dodaje przedstawiciel polskiej administracji drogowej.
Kasa na bieżące utrzymanie przydałaby się jednak Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad już teraz. W latach 2010-15 jej budżet na bieżące utrzymanie i drobne remonty przekroczy 9 mld zł. Kilka miesięcy temu Andrzej Maciejewski, wiceszef GDDKiA, wyceniał w "PB" potrzeby do 2013 r. na 13 mld zł.
Wydamy, to dostaniemy
Europolitycy podkreślają, że to, ile pieniędzy i na co otrzymamy w przyszłej perspektywie budżetowej, zależy od wykorzystania puli na lata 2007-13.
— Na transport i środowisko wydaliśmy 22 proc. dostępnych funduszy, a upłynęło 54 proc. czasu — przestrzega Bogusław Liberadzki, który w Parlamencie Europejskim pracuje w Komisji Transportu i Turystyki oraz w Komisji Kontroli Budżetowej.
Dodaje, że nasze priorytety transportowe zostały zapisane już w traktacie akcesyjnym.
— Z budową nowej infrastruktury Polska jest mocno spóźniona, a znaleźliśmy się w historycznym momencie, kiedy walczymy w ogóle o istnienie Unii. Kraje bogate starają się jak najmniej płacić do wspólnego budżetu, a jak najwięcej pieniędzy przeznaczać na działania, na których same skorzystają — podkreśla Bogusław Liberadzki.
— Priorytetem Unii są sieci transeuropejskie. Niemcy szkielet mają już zbudowany i ponoszą duże koszty jego utrzymania — wtóruje mu Janusz Piechociński, poseł PSL, wiceszef Sejmowej Komisji Infrastruktury.
Nie dziwi się więc, że bogate kraje Unii mają inne niż Polska priorytety.
— Walczą o pieniądze na badania naukowe czy wdrażanie nowych technologii, podczas gdy nam nadal zależy na finansowaniu budowy autostrad, dróg ekspresowych czy obwodnic, bo miasta rozwijają się wzdłuż dróg — dodaje poseł Piechociński.
Jaka koncepcja podziału unijnych funduszy zwycięży, dowiemy się pewnie w tym roku. Wówczas rząd zabierze się do weryfikacji programu drogowego na lata 2010-15, który do 27 grudnia 2010 poddany był społecznym konsultacjom.