Polacy chętnie kupują drogie leki

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2001-05-30 00:00

Polacy chętnie kupują drogie leki

Z badań IMS Health, jednej z najbardziej znanych firm monitorujących branżę farmaceutyczną, wynika, że w 2000 roku wartość polskiego rynku leków wzrosła o 12,1 proc. Chętniej kupowano droższe medykamenty. Ustabilizowała się natomiast sprzedaż preparatów OTC, która do 2000 r. gwałtownie rosła.

W 2000 r. krajowy rynek farmaceutyczny był wart 2,1 mld USD (a ze sprzedażą aptek szpitalnych 2,4 mld USD), czyli wzrósł ponad 12,1 proc. więcej niż rok wcześniej. Sektor leków receptowych (Rx), które stanowią 72 proc. wartości sprzedaży całego rynku, zwiększył się o 17,7 proc. i był wart 1,57 mld USD. W opinii IMS Health, na wzrost wartości rynku Rx wpłynęło pięć czynników.

Więcej droższych

Największe znaczenie miała sprzedaż droższych leków (wzrost o 14,1 proc.). Nowe produkty pojawiające się w sprzedaży pozwoliły zwiększyć rynek o 2 proc. O 2,3 proc. wzrosła sprzedaż nowych postaci znanych preparatów (oprócz tabletek pojawiały się syropy itp.). Natomiast średnia cena medykamentów spadła o 0,8 proc. Na stałym poziomie utrzymuje się także ilość sprzedawanych opakowań.

— Połowa leków sprzedawanych przez apteki (poza szpitalnymi) to specyfiki receptowe (Rx), a wartościowo OTC stanowią tylko 28 proc. sprzedaży. W porównaniu z ubiegłymi latami sprzedaż OTC ustabilizowała się. Szacowaliśmy, że wartość tego segmentu rynku przekroczy 600 mln USD, ale sięgnęła tylko 578 mln USD — wyjaśnia Cezary Brzozowski, szef marketingu w IMS Health.

W 2000 r. najwięcej sprzedano leków kardiologicznych (25,7 proc.), chorób układu pokarmowego (13 proc.), preparatów na schorzenia neurologiczne (12,5 proc.) oraz chorób układu oddechowego (8 proc.). 9 proc. sprzedanych leków to antybiotyki. Najpopularniejszy preparat (insulinowy) przyniósł 26 mln USD przychodów.

Według IMS, na krajowym rynku działa około 500 firm produkujących farmaceutyki, 700 zajmujących się ich obrotem oraz 9 tys. aptek prowadzących sprzedaż detaliczną.

Zachodni wzorzec

Piotr Kula, dyrektor generalny IMS, uważa, że za 3-4 lata z 350 aktywnych dystrybutorów zostanie 35-40 najsilniejszych podmiotów. W 1997 r. dziesięć hurtowni kontrolowało 33,2 proc. rynku dostaw. W 2000 r. do tej grupy należało już 60,5 proc. rynku.

— Przy zmniejszających się marżach, które decydują o przychodach, wytrzymają tylko te firmy, które mają najniższe koszty dystrybucji. Tylko około 90 hurtowni korzysta z informacji na temat rynku. Jak można dobrze zarządzać sprzedażą i być efektywnym, nie znając swojego środowiska? — zastanawia się Piotr Kula.

Polski rynek upodabnia się przy tym do niemieckiego, na którym obok ogólnokrajowych hurtowni działają także dystrybutorzy regionalni.

— Apteka nie będzie współpracować z 10 hurtowniami, bo to się jej nie opłaca. Kilka lat temu każdy taki odbiorca zaopatrywał się w 5-6 hurtowniach. Obecnie tylko 2 proc. aptek pracuje z siedmioma dystrybutorami, a 32 proc. korzysta jedynie z trzech dostawców. Powoli zaczyna obowiązywać zachodni schemat, w którym aptekarz wybiera dwie hurtownie ogólnopolskie, jedną regionalną i ewentualnie jedną specjalistyczną — mówi Cezary Brzozowski.