Polacy debiutują w… Nowej Zelandii

Brak dużych wolumenów surowców rolnych, którymi handluje się na giełdzie — tę bolączkę polskiego rolnictwa chcą rozwiązać ludzie z giełdy, czyli Polish Dairy

Z giełdy papierów wartościowych i giełdy energii na giełdę produktów mlecznych. Mirosław Szczepański i Aleksander Kempiński stworzyli Polish Dairy. Ich półtoraroczny start-up właśnie stał się sprzedawcą na Global Dairy Trade (GDT), nowozelandzkiej giełdzie mleczarskiej, na którą patrzy cały świat.

Zobacz więcej

DEBIUT: Małgorzata Wysocka, Aleksander Kempiński i Mirosław Szczepański, czyli zarząd Polish Dairy, chcą wprowadzić polskie surowce na najważniejszą giełdę mleczarską świata. Właśnie zostali sprzedawcami na Global Dairy Trade. Fot. Marek Wiśniewski

Setki kupców

Polish Dairy handluje od kilku miesięcy na rynku pozagiełdowym — pośredniczy w sprzedaży serwatki, proszków mlecznych, serów i masła z polskich mleczarni do hurtowych odbiorców w kraju.

— Pośredników w branży jest dużo, jednak podmiotów z Europy Środkowo-Wschodniej, które handlują na najważniejszej na świecie giełdzie nabiału, brakuje. Na GDT dokonuje się obrotu kontraktami forward z fizyczną dostawą towaru do sześciu miesięcy, a uzyskane ceny są punktem odniesienia dla transakcji bezpośrednich zawieranychna całym świecie — mówi Mirosław Szczepański, prezes Polish Dairy, a wcześniej m.in. członek zarządu GPW i członek rady nadzorczej Towarowej Giełdy Energii. Sesje na GDT odbywają się dwa razy w miesiącu. Średnio podczas każdej zawierane są kontrakty na 30-40 tys. ton nabiału. Polish Dairy chce zacząć od wolumenu na poziomie 1 tys. ton na sesję.

— Oczywiście poziom obrotu to kwestia popytu i podaży, a popyt to głównie sprawa ceny. Realne wydaje nam się dojście do średniej na poziomie 5 tys. ton na sesję w perspektywie pierwszegoroku obecności na GDT — uważa Mirosław Szczepański.

To około 250 kontenerów. — GDT da mleczarzom dostęp do ponad 520 kupujących z całego świata oraz wielu globalnych przetwórców, do których nasi przedsiębiorcy nie są w stanie sami dotrzeć — mówi Małgorzata Wysocka, członek zarządu Polish Dairy, a wcześniej wiceprezes OSM Łowicz.

Polski benchmark

Aleksander Kempiński, członek zarządu Polish Dairy, podkreśla, że debiut na nowozelandzkiej giełdzie będzie nie tylko wejściem z polskimi produktami,ale także szansą na stworzenie dzięki temu „polskiej strefy cenowej” — benchmarku dla innych transakcji.

— Obecnie wszyscy bazują na wynikach sesji, w których sprzedawane są produkty z całego świata. Jednak inne są realia produkcji np. w Ameryce Południowej, a inne u nas, dochodzą ponadto kwestie protekcjonizmu na różnych rynkach czy transportu — mówi Aleksander Kempiński. W tym roku obroty firmy mogą sięgnąć 100 mln zł. Jej twórcy liczą, że w perspektywie kilku lat będzie to kilkunaście miliardów euro, są bowiem przekonani, że ich biznes idealnie wpisuje się w to, co boli polskie rolnictwo.

— Jako kraj jesteśmy mistrzami eksportu, ale często promujemy i sprzedajemy produkty samotnie, jako oddzielne podmioty. Skutkiem tego jest brak dużych ofert ujednoliconego produktu skierowanych do międzynarodowych odbiorców w ramach jednej polityki marketingowej i promocyjnej. Nie ma czegoś takiego jak duży wolumen ujednoliconego produktu z jedną polityką marketingową. Dotyczy to wielu różnych produktów rolnych. My postawiliśmy na mleko — mówi Mirosław Szczepański.

OKIEM EKSPERTA
Eksportowa szansa

JAKUB OLIPRA, ekonomista Credit Agricole

Nowa Zelandia to największy eksporter produktów mlecznych na świecie, rynek, który jest w centrum uwagi branży, a sama giełda Global Dairy Trade (GDT) jest punktem odniesienia dla cen globalnych. Pierwotnie była to giełda stworzona po to, by rozwijać sprzedaż produktów swojego właściciela — Fonterry, czołowego światowego przetwórcy mleka. Handel przez nią zaczął się jednak rozwijać tak dynamicznie, że ściągnął producentów, pośredników i przetwórców z całego świata. Pojawienie się na GDT polskiego pośrednika, który ma wizję gromadzenia pod swoim szyldem surowców od rozdrobnionych polskich producentów i sprzedawania w większych wolumenach, to ciekawy krok, który może mieć pozytywny wpływ na polski eksport produktów mlecznych. Problemem wielu polskich podmiotów jest to, że nie mogą same rozwijać eksportu np. do Chin, bo nie są w stanie zagwarantować dostaw oczekiwanej wielkości. Oczywiście kluczowe będzie to, ile mleczarni zdecyduje się na taką współpracę.

OKIEM BRANŻY
Inwestycja w lepsze ceny

EDWARD BAJKO, prezes Spomleku

Znamy projekt Polish Dairy i chcemy w nim uczestniczyć. Bolączką polskiego mleczarstwa na rynkach eksportowych jest konkurencja polsko-polska. Wycinamy się, zamiast stworzyć wspólną polską ofertę. Dlaczego Nowa Zelandia jest tak silna w mleku? M.in. dlatego, że oferowane wolumeny są skupione w jednych rękach. My jesteśmy wprawdzie jako Polska silnym producentem, ale nie przekłada się to na adekwatne wpływy na rynek, bo oferujemy rozdrobnione wolumeny. Powodzenie stworzenia dużej partii ujednoliconego towaru będzie zależało od tego, jak podejdą do sprawy duzi producenci. To jest rodzaj inwestycji w przyszłość. Jeśli będziemy w stanie oferować naprawdę duże wolumeny, wystandaryzowane jakościowo, to nasza pozycja negocjacyjna wzrośnie i z czasem, bo na pewno nie po pierwszych transakcjach, będziemy uzyskiwać lepsze ceny.

OKIEM EKSPERTA
Nie tylko produkty mleczne

ANDRZEJ GANTNER, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności

Na całym świecie surowcami handluje się przez system giełd rolnych. Nie mamy takiego systemu, a nasi producenci nie są przyzwyczajeni do tworzenia jednolitych, wystandaryzowanych partii surowca. Konkurują między sobą, zamiast tworzyć wspólne grupy sprzedażowe. Przedsięwzięcia, które mogą to zmienić, są jak najbardziej pożądane. W ten sposób można handlować nie tylko produktami mlecznymi, ale zbożami, cukrem, niektórymi kategoriami mięsa czy orzechami, szparagami, jabłkami itd. To nie jest wymyślanie prochu, ale sprawdzone rozwiązania, stosowane na masową skalę w Holandii czy Niemczech. Tamtejsi producenci w ten właśnie sposób, tzn. poprzez sprzedaż dużych, jednolitych wolumenów, wchodzili na zagraniczne rynki. Nasi zrobili to na własną rękę dzięki dobrej relacji ceny do jakości. Ta przewaga jednak topnieje. Z jednej strony warto więc wziąć udział w handlu na zagranicznych giełdach rolnych, ale z drugiej — stworzyć taki system w Polsce.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Branża spożywcza / Polacy debiutują w… Nowej Zelandii