Polacy nie doceniają prywatnego biznesu

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2002-08-09 00:00

Polacy nie popierają prywatnej przedsiębiorczości, są przeciwni prywatyzacji, cieszy ich nacjonalizacja Stoczni Szczecińskiej. Z drugiej jednak strony właśnie w sektorze prywatnym upatrywali szansy na poprawienie swojej sytuacji i mają pretensje do rządu, że pomoc dla sektora prywatnego skończyła się na obietnicach — wynika z badań Instytutu Badania Opinii i Rynku Pentor.

Ostatnie badania Pentora pokazują, że Polacy cierpią na swojego rodzaju gospodarczo-społeczną odmianę schizofrenii. Z jednej strony łza się im w oku kręci na wspomnienie PRL-u, nie popierają prywatyzacji i źle oceniają prywatną przedsiębiorczość. Nie mają nic przeciwko zachodnim samochodom, dobrze zaopatrzonym sklepom i zagranicznym podróżom, ale jednocześnie chcieliby bezpieczeństwa, jakie gwarantowała opieka socjalistycznego państwa.

Prywatyzacja z każdym rokiem ma więcej przeciwników niż zwolenników. Ludzie często widzą w prywatyzacji wyłącznie konflikty, redukcję zatrudnienia, nieuczciwych inwestorów, oszustwa finansowe. Co ciekawe, prywatyzacja bardziej podoba się firmom, których przekształcenia odkładano.

— Gdyby Polmosy zostały sprywatyzowane kilka lat temu, sytuacja branży mogłaby być dziś o wiele lepsza. Wówczas przedsiębiorstwa osiągały zyski. Dziś większość z nich przynosi straty, a kilka spółek produkuje nawet poniżej granicy opłacalności. Prywatni właściciele nie pozwoliliby na sprzedaż poniżej kosztów, co dość często ma miejsce — uważa Henryk Tomasik, dyrektor Polmosu Warszawa i wiceprzewodniczący Krajowej Rady Przetwórstwa Spirytusu.

Tymczasem — zdaniem respondentów — żaden sektor nie powinien w całości znaleźć się w rękach prywatnych. Najbardziej dla niepaństwowych właścicieli nadają się gospodarstwa rolne, sklepy i restauracje. Zakłady zbrojeniowe, kopalnie, przemysł ciężki, służba zdrowia, koleje i autobusy powinny zaś kategorycznie pozostać w rękach państwa.

Ponad połowa pytanych uważa za właściwą decyzję o ponownej nacjonalizacji Stoczni Szczecińskiej. Co dziwne, mówią tak również ci, którzy dobrze oceniają prywatyzację.

— Takie opinie mogą wynikać z całościowej oceny konsekwencji, jakie mógłby mieć upadek stoczni dla wielu firm prywatnych — uważa Eugeniusz Śmiłowski, prezes Pentora.

— Przedsiębiorcy chyba zapominają, że pieniądze na restrukturyzację stoczni pochodzą z podatków innych przedsiębiorców, z którymi nikt się nie liczy tylko dlatego, że nie zrzesza ich żadne silne lobby — odpowiada Rafał Antczak, ekonomista z Fundacji Case.

Paradoksalnie, osoby gorzej sytuowane źle postrzegają upaństwowienie stoczni.

— Być może obawiają się zmniejszenia środków budżetowych państwa na wydatki socjalne przeznaczone dla nich — mówi Eugeniusz Śmiłowski.

Jednak krytykując prywatyzację, ci sami badani mają pretensje do rządu, że nie ułatwia przedsiębiorcom życia. Spodziewali się, że to prywatny sektor wpłynie na poprawę ich życia. Za obietnice bez pokrycia rząd jest krytykowany bardziej niż za brak jakichkolwiek obietnic. Najwięcej uwag mają przedsiębiorcy, którzy prowadzą lub zamierzali prowadzić własną firmę.

— Rząd Leszka Millera szumnie zapowiedział program „Przede wszystkim przedsiębiorczość”, który ma ułatwić życie przedsiębiorcom i pobudzić prywatny sektor gospodarki. Tymczasem największa grupa pytanych uważa, że działania rządu nie mają żadnego wpływu na rozwój prywatnego sektora. Z drugiej strony twierdzą, że prywatne firmy w znikomym stopniu przyczyniają się do przezwyciężenia kryzysu. To efekt rozbudzonych nadziei — wszyscy liczyli na poprawę, tymczasem szereg ustaw wchodzących w skład programu utknęło w miejscu — mówi Eugeniusz Śmiłowski.

— Propozycje rządu opierają się na założeniu, że ręka państwa jest lepsza niż ręka rynku. Zawartość pakietu miała doprowadzić do pomagania jednym firmom, dyskryminując inne. Nawet gdyby został szybko wdrożony, nie pomógłby w rozwoju sektora. Najlepszą metodą jest uproszczenie systemu podatkowego i zmniejszenie biurokracji — uważa Rafał Antczak.