Odkąd time share został uregulowany przez polskie ustawodawstwo, firmy prowadzące działalność tego typu odnotowały większe zainteresowanie klientów swoimi usługami.
— Wyraźnie wzrosło zaufanie do produktu. Wcześniej time share był porównywany do prawa najmu. Teraz sytuacja jest jasna. Obecnie mamy zarejestrowanych ponad 3,5 tys. klientów — twierdzi Hubert Snopek, dyrektor ds. sprzedaży w Holiday Travel Center.
Time share jest często uważany za usługę z rynku nieruchomości, nie turystycznego. Polega bowiem na wykupieniu prawa do korzystania z określonego apartamentu w dowolnym kraju na świecie przez określoną liczbę tygodni w roku. Czas, na jaki wykupuje się prawo do użytkowania danego apartamentu, zależy od inwestora i prawodawstwa danego kraju (np. w Austrii do 2090 roku). Klient otrzymuje akt notarialny i świadectwo od instytucji powierniczej, które stwierdza, że dana osoba ma prawo do korzystania z określonego apartamentu, we wskazanym obiekcie, przez ustaloną w umowie liczbę tygodni w roku i liczbę lat. Umowa przewiduje też możliwość korzystania z systemu wymiany, co umożliwia — za dodatkową opłatę około 370 zł za tydzień — spędzanie tego samego czasu w innym z tysięcy apartamentów na całym świecie, a nie tylko w tym, na korzystanie z którego zawarto umowę. Największym systemem wymiany jest RCI.
Klienci firm time share to zazwyczaj osoby powyżej 35 roku życia, z rodzinami, o ustabilizowanej pozycji życiowej, które zaspokoiły już takie potrzeby konsumpcyjne jak zakup mieszkania, samochodu, sprzętu AGD i RTV. Usługa time share jest skierowana do osób, dla których wypoczynek jest jedną z najważniejszych wartości. To istotne, bo z reguły prawo do użytkowania apartamentu kupuje się na wiele lat.
— Sprzedajemy prawo do 50-letniego użytkowania apartamentów klubu Atlas. Klub ten, zrzeszony w systemie RCI, proponuje wypoczynek w 37 hotelach w 11 krajach. Jest to nowa propozycja RCI, dostępna od kilku miesięcy. Nowość polega na tym, że wszystkie te ośrodki są do dyspozycji klienta bez dodatkowych opłat za wymianę. To uatrakcyjnia produkt time share — mówi Hubert Snopek.
Zachęty są potrzebne, bo time share nie jest tani. Cena tygodnia to wydatek rzędu 16-30 tys. zł. Koszt zależy od kraju, sezonu, wielkości apartamentu, liczby korzystających z niego osób. Do tego trzeba doliczyć roczne opłaty za utrzymanie apartamentu. Za to korzystanie z wyposażenia obiektu, np. ze sprzętu sportowego, jest bezpłatne. Dzięki sile nabywczej systemu RCI, klienci mogą też taniej otrzymać dodatkowe świadczenia: bilety lotnicze, wynajem samochodów, noclegi tranzytowe.
— Pomagamy klientowi zorganizować przejazd, wyżywienie i inne usługi. Zapewniamy również opiekę rezydenta i ubezpieczenie. Do tego jesteśmy przedstawicielem 21 linii lotniczych, dlatego możemy znaleźć korzystną ofertę przelotu na miejsce pobytu — potwierdza Beata Godlewska, prezes Kings Travel World.
Prawo do korzystania z apartamentów w systemie time share jest zbywalne. Chociaż klient może je sprzedać, darować lub zapisać w testamencie, powinien się dobrze zastanowić zanim podejmie decyzję o jego zakupie.
— Otrzymujemy wiele telefonów od ludzi, którzy zdecydowali się na zakup usługi time share. Usługa ta obejmuje tylko nocleg, za resztę klienci muszą zapłacić dodatkowo. W rezultacie wakacje okazują się zbyt drogie. Te osoby proszą nas o pomoc, oferując odsprzedaż lub wynajem prawa do użytkowania nieruchomości — twierdzi Agnieszka Sapa, dyrektor obsługi sprzedaży w Scan Holiday.
Sprzedaż oferty time share odbywa się podczas prezentacji. Potencjalny klient jest informowany, że wygrał darmowy pobyt za granicą.
— Taki sposób pozyskiwania klienta jest przyjęty na całym świecie i jest nieodłącznym elementem time share. Bazy z danymi osobowymi kupujemy od innych firm lub korzystamy z ogólnie dostępnych. Co roku wysyłamy za granicę około 2 tys. osób — zapewnia Anna Małaj, właścicielka Holiday Paradise.
Jednak część firm oferujących time share rezygnuje z prezentacji.
— Odchodzimy od nich, ponieważ są okryte złą sławą, a poza tym ta forma pozyskiwania klienta wiąże się z poważnymi kosztami. Obecnie nastawiamy się na indywidualnych klientów lub osoby z polecenia. I nie narzekamy na ich brak — zapewnia Beata Godlewska.
Mniej wątpliwości związanych z systemem time share mają klienci w Europie Zachodniej, którzy znają tę usługę od ponad 20 lat. Co więcej, nawet typowe biura podróży zaczęły się interesować tego typu działalnością.
— Dwa lata temu TUI przejęło na rynku niemieckim firmę świadczącą usługi time share na Wyspach Kanaryjskich. Obecnie oferuje tę usługę klientom z Niemiec. Zainteresowanie jest spore, a tym, co zachęca najbardziej, jest możliwość korzystania bezpłatnie i bez ograniczeń z infrastruktury sportowej ośrodków — komentuje Maria Baumgartner z TUI Polska.
Okiem eksperta: - Izba nie zajmuje się time share, ponieważ nie uważa tej formy umowy za umowę turystyczną. Jest to wynajem lokalu, a usługa turystyczna w świetle prawa obejmuje oprócz samego noclegu również opiekę pilota, przejazd, wyżywienie. Time share jest formą inwestowania, ponieważ klient otrzymuje udział w danym budynku w postaci mieszkania czy apartamentu. Zresztą obecnie pod działalnością time sharing podpisują się firmy, które nic wspólnego z tą usługą nie mają. Oferują one quasi-imprezy na zasadzie: pan wygrał lokal na wakacje.
Krzysztof Wojtkiewicz
sekretarz generalny Polskiej Izby Turystycznej.
