Polacy zdradzają, Kanadyjczycy zarabiają

opublikowano: 04-07-2014, 00:00

AshleyMadison.com ma nad Wisłą romans. Serwis randkowy inwestuje miliony dolarów, licząc na nasze małżeńskie skoki w bok

Plan pewnego obrotnego Kanadyjczyka jest prosty w założeniu — za dwa lata za pośrednictwem jego serwisu zdrad dopuszczać ma się łącznie milion zamężnych Polek i żonatych Polaków. Jego serwis AshleyMadison.com chętnie w tym pomoże, wcześniej inkasując co nieco za pośrednictwo w wykorzystaniu funkcji społecznościowych strony.

Zobacz więcej

UKRYTE SZCZĘŚCIE: Christoph Kraemer z AshleyMadison.com przekonuje, że jego serwis niesie do Polski odpłatne, ale jednak szczęście. Występuje ono w postaci pozamałżeńskich romansów, trudnych do wykrycia przez partnerów. [FOT. WM]

— Problemy z etyką? Promocja niewierności? Nic z tych rzeczy. Jak mówi mój szef Noel Biderman, po prostu odkłamujemy rzeczywistość, odpowiadamy na zapotrzebowanie społeczne — mówi Christoph Kraemer w związku z inwestycją AshleyMadison.com na polskim rynku.

Pałac golizny

Serwis randkowy dedykowany ludziom w stałych związkach, szukających okazji do skoku w bok, ma swoje mutacje w 40 krajach na świecie. Łącznie zapisało się do niego 26 mln użytkowników, także ze względu na wyjątkową ochronę prywatności, jaka jest tam oferowana. W zeszłym roku zanotował tym samym wzrost przychodów i zysków o 30 proc.

— Kanadyjczycy sprzedali niewiernym randkowiczom usługi za 125 mln USD i zarobili około 45 mln USD. Jednak wciąż im mało, stąd otwarcie biura w Warszawie, które ma być regionalnym centrum rozwoju biznesu, kwitnącego na małżeńskich zdradach.

— W pierwszym roku działania nad Wisłą chcemy przebić poziom 0,5 mln użytkowników. W kolejnym roku celem będzie milion osób. Będziemy rekrutować menedżerów do lokalnego biura-centrali dla m.in. Czech, Słowacji, Węgier i Bułgarii — wyjaśnia Kraemer.

W najbliższych tygodniach można spodziewać się wizerunkowej burzy wokół kanadyjskiego portalu, taką przyjmuje on strategię marketingową, ale taki również ma profil. Kanadyjczycy już zaproponowali włodarzom Warszawy 5,5 mln USD w zamian za zmianę nazwy Pałacu Kultury i Nauki na Pałac Kultury i Niewierności. Lada tydzień do stacji telewizyjnych nad Wisłą spółka przekaże 30-sekundowy spot, kipiący golizną i jednoznacznością.

— Dotychczas nie udało nam się sponsorować stadionów w USA czy piłkarzy FC Sevilla, ale wierzę, że zmiana mentalności w społeczeństwach pozwoli nam na bardziej otwarte komunikowanie — zaznacza przedstawiciel AshleyMadison.com.

Etyka dolarów

Budżet marketingowy na start serwisu w Polsce to 3-4 mln zł. W kontekście rozwoju w regionie w najbliższych 10 latach mowa jest już o nawet 70 mln zł. Polska jawi się jako dobry cel z kilku względów — nie tylko mocnej gospodarki, ale również wysokiego wskaźnika zawieranych małżeństw oraz… niskiego odsetka rozwodów. Tylko w zeszłym roku AshleyMadison zanotował 10 mln wejść na stronę serwisu za pomocą komputerów z Polski. Regionalny serwis dostępny jest od niecałych dwóch tygodni i zapisuje się do niego tysiąc Polaków i Polek dziennie.

— Mimo że jeszcze nie ruszyliśmy z reklamą — cieszy się Kraemer.

Zyski z polskiej mutacji AshleyMadison. com mają pojawić się już po kilku miesiącach, podobnie jak w przypadku dziesiątek wcześniejszych debiutów serwisu w innych krajach. Noel Biderman, prezes AshleyMadison od 12 lat, raczej unika rozmów o inwestorach, ale nie jest tajemnicą, że od chwili powstania jego firmę wspierają głównie kanadyjskie instytucje finansowe, które w tym czasie pobrały około 100 mln USD dywidendy ze spółki.

Same nie chwalą się zyskami z biznesu o korzeniach dalekich od ogólnie przyjętych norm etycznych.

— W dużym biznesie liczy się pieniądze, a nie etykę — tak dywagacje nad moralnością komentuje menedżer z AshleyMadison.com.

OKIEM EKSPERTA
Konkurencja dla serwisu jest w Polsce mocna
RAFAŁ AGNIESZCZAK, inwestor internetowy, właściciel m.in. Fotka.pl.

Ashley Madison nie będzie miał w Polsce łatwo. Cóż z tego, że inwestuje duże pieniądze, skoro konkurencję ma u nas mocną. Balansowanie między delikatnością Sympatia.pl a bezpośredniością Erodate.pl oznacza walkę z serwisami mającymi potężne bazy użytkowników. Taki Erodate miesięcznie ma przecież ponad 100 mln odsłon w Polsce. Sam model biznesowy i marketingowy nie jest też wyjątkowo nowy, ludzie na świecie znają Ashley Madison od lat i część z nich nie jest nim zachwycona, woli konkurencyjne serwisy. Milion polskich użytkowników w dwa lata to dla Kanadyjczyków wysoko zawieszona poprzeczka.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy