O świadectwa jakości stara się w Polsce coraz więcej firm. W tej chwili jest ich ponad 2,6 tys. Najbardziej zaawansowane branże pod tym względem to budownictwo i handel hurtowy — w sumie ponad 500 podmiotów. Rosnące zainteresowanie systemowym zarządzaniem jakością wśród polskich przedsiębiorców przejawia się jednak nie tylko w liczbach. Jak bowiem podkreślają sami certy-fikatorzy, w zasadzie każdy polski biznesmen już dobrze wie, co to jest ISO.
W Polsce około 2,6 tys. firm posiada ponad 4 tys. certyfikatów zgodności systemów zarządzania, z czego blisko 3,8 tys. to ISO serii 9000.
Najwięcej przedsiębiorstw ze świadectwami jakości znajduje się w województwach mazowieckim — 468, i śląskim — 430. Tak pokrótce wygląda sytuacja w rodzimej branży certyfikacyjnej. Jakościowi analitycy twierdzą jednak, że jest to dopiero wierzchołek góry lodowej. Szacuje się bowiem, że potencjał polskiego rynku certyfikacyjnego jest jeszcze bardzo duży i dopiero za 2-3 lata osiągniemy poziom 10 tys. wydanych certyfikatów i rynek zacznie się stabilizować. Wypełni się natomiast przy poziomie 30-40 tys. Mogłoby z tego wynikać, że przed polskimi firmami jeszcze bardzo długa droga do pełnego przestrzegania europejskich standardów. Ale czy przed wszystkimi? Raczej nie. Z informacji udostępnianych nam przez certyfikatorów wynika bowiem, że wśród przedsiębiorstw zgłaszających się dzisiaj do certyfikacji jest coraz mniej firm dużych, a przeważają podmioty małe i średnie.
Jeżeli chodzi o poziom świadomości jakościowej w naszym kraju, liczy się nie tylko wielkość firm. Można bowiem tutaj zauważyć bardzo wyraźny podział branżowy. Na pewno sektorem o dość wysokim poziomie świadomości jakościowej jest budownictwo. Podmioty sklasyfikowane według EKD w tej branży stanowią 12,6 proc. ogólnej liczby certyfikowanych przedsiębiorstw, w naszym kraju. Na drugim miejscu znalazł się handel hurtowy (7,9 proc.), a na trzecim produkcja maszyn i urządzeń (7,8 proc.). Za to najsłabiej rozwinięte obszary naszej gospodarki pod tym względem to m.in. górnictwo, leśnictwo oraz hotele i restauracje.
Według Joanny Kilkowskiej, menedżera ds. systemów jakości i marketingu DQS Polska, rodzime branże, w których certyfikacja rozwinięta jest najsłabiej, są bardzo trudne do zdobycia, ponieważ tam np. jakość nie przekłada się bezpośrednio na produkty materialne.
— W Polsce jako pierwsze certyfikowały się po prostu firmy, które produkują dobra materialne i miały świadomość fizycznego wpływu wdrożonych systemów zarządzania na jakość produktu — wyjaśnia Joanna Kilkowska.
— Trzeba jednak podkreślić, że dzisiaj do certyfikacji przystępują głównie firmy usługowe i właśnie w tym sektorze można zauważyć bardzo dużą dynamikę wzrostu — dodaje Szymon Kamiński, dyrektor ds. certyfikacji systemów zarządzania Det Norske Veritas Polska.
Przedstawiciele jednostek certyfikacyjnych do najbardziej zainteresowanych zarządzaniem jakością zaliczają głównie urzędy miejskie, starostwa powiatowe, urzędy pracy, agencje ochrony osób i mienia, szkoły wyższe, ośrodki szkoleniowe itd. Wymienione instytucje wprowadzają systemy zarządzania z myślą o doskonaleniu własnych metod i o kliencie, który ma być jak najlepiej obsłużony.
Jeszcze 3 lata temu, kiedy rodzimy rynek jakościowy dopiero się formował, bardzo istotnym elementem konkurencji była cena usług świadczonych przez certyfikatorów. Dzisiaj właściwie wszyscy mają porównywalne stawki.
Zdaniem Szymona Kamińskiego, od dłuższego czasu większości polskich firm nie chodzi o uzyskanie ładnego dyplomu w postaci certyfikatu. Dlatego cena usług certyfikacyjnych nie jest dla nich najistotniejsza.
— Coraz więcej polskich przedsiębiorstw zwraca uwagę na rzetelność swojej jednostki. Nasi klienci coraz częściej stawiają twarde warunki potencjalnym certyfikatorom. Zaczynają kierować się w ich doborze własnym, rzeczywistym interesem — twierdzi Szymon Kamiński.
— Rzeczywiście jest to bardzo ważna przemiana w świadomości naszych przedsiębiorców — potwierdza Janusz Grabka, prezes zarządu TÜV Rheinland/Zetom Polska.
Dodaje on, że oprócz tego każdy klient powinien wiedzieć, w jakiej organizacji jest zrzeszona dana jednostka, gdzie jest akredytowana, i przede wszystkim uzyskać informacje o prestiżu i rzeczywistej wartości rynkowej takiej instytucji. Bardzo często bowiem od tego może zależeć powodzenie w prowadzeniu międzynarodowych interesów.
Mówi się, że rynkiem certyfikacyjnym rządzi zasada wzajemnych rekomendacji. Tak naprawdę jest to zwykle element nacisku na poddostawcę ze strony firmy posiadającej już certyfikat. W takich sytuacjach najczęściej polecany jest certyfikator, od którego otrzymała ten dokument. Ta zasada reakcji łańcuchowej okazuje się jedną z najskuteczniejszych metod pozyskiwania klientów przez jednostki certyfikacyjne.
— To prawda, klientów najlepiej pozyskuje się przez polecenie firmy, która już certyfikowała swój system zarządzania jakością — potwierdza Janusz Grabka.
Według Szymona Kamińskiego, często zdarzają się jednak przypadki, kiedy przedsiębiorcy sami z siebie decydują się na certyfikację systemu. Do przeszłości należą już sytuacje, kiedy polski biznesmen wybierał certyfikatora spośród kilku ofert. Coraz więcej firm robi bardzo szczegółowy przegląd co najmniej kilkunastu ofert jednostek certyfikujących, działających w Polsce.
— Na szczęście chyba wszyscy krajowi przedsiębiorcy już wiedzą, co to jest ISO i czym jest system zarządzania jakością. Dlatego powinni wybrać odpowiednią dla siebie jednostkę, która świadczy usługi certyfikacyjne. Z tym jednak wciąż mają pewne problemy — twierdzi Janusz Grabka.
Według niego, Polacy nie zdają sobie jeszcze w pełni sprawy z tego, że firma powinna się certyfikować w jednostce, która przyniesie jej wymierne korzyści.