Polak potrzebuje sjesty

DCZ
opublikowano: 2007-08-10 00:00

Nie dzwoń do prawnika przed obiadem. Najwydajniejszy jest dopiero po południu.

Nie dzwoń do prawnika przed obiadem. Najwydajniejszy jest dopiero po południu.

Poziom naszej efektywności zależy od pory dnia. Pierwszy szczyt możliwości osiągamy między 9.00 a 11.00. Później nasza wydajność zaczyna spadać i osiąga stan krytyczny o 14.00 (bez względu na to, czy jemy o tej porze obiad, czy nie). Dopada nas wtedy senność i pogarsza się sprawność psychofizyczna. W ciągu dwóch godzin w porze poobiedniej pracownicy popełniają najwięcej błędów. Potem wydajność znów wzrasta i osiąga maksimum między 17.00- -18.00.

Tak przynajmniej twierdzą lekarze. Inaczej mówią pracownicy. Z badań firmy Lexmark wynika, że 6 proc. osób czynnych zawodowo w Polsce twierdzi, że ich wydajność jest najwyższa wieczorem. Tylko 2 proc. to ranne ptaszki, którym najlepiej pracuje się skoro świt, a więc nim jeszcze otwiera się biura. 32 proc. specjalistów od marketingu i 30 proc. prawników maksymalną wydajność osiąga po południu (średnia wynosi 19 proc.).

Bardzo różnimy się od nacji południowych. Hiszpanie i Włosi najwięcej zapału do pracy mają przed lunchem. Po południu tylko 15 proc. Włochów i 13 proc. Hiszpanów osiąga maksymalną wydajność (średnia europejska to 20 proc.). Tymczasem np. Austriacy najlepiej radzą sobie z pracą po południu — 27 proc. osiąga najwyższą wydajność po lunchu.

Włosi i Hiszpanie mają jeszcze jedną wspólną cechę — są mianowicie zgodni, że praca kończy się w chwili wyjścia z biura. Najmniej z nich jest wydajnych wieczorem (6 proc.). Tymczasem przeciętny polski pracownik biurowy poza zajęciami w firmie codziennie 2 godz. i 5 min. pracuje jeszcze w domu.