Nie dzwoń do prawnika przed obiadem. Najwydajniejszy jest dopiero po południu.
Poziom naszej efektywności zależy od pory dnia. Pierwszy szczyt możliwości osiągamy między 9.00 a 11.00. Później nasza wydajność zaczyna spadać i osiąga stan krytyczny o 14.00 (bez względu na to, czy jemy o tej porze obiad, czy nie). Dopada nas wtedy senność i pogarsza się sprawność psychofizyczna. W ciągu dwóch godzin w porze poobiedniej pracownicy popełniają najwięcej błędów. Potem wydajność znów wzrasta i osiąga maksimum między 17.00- -18.00.
Tak przynajmniej twierdzą lekarze. Inaczej mówią pracownicy. Z badań firmy Lexmark wynika, że 6 proc. osób czynnych zawodowo w Polsce twierdzi, że ich wydajność jest najwyższa wieczorem. Tylko 2 proc. to ranne ptaszki, którym najlepiej pracuje się skoro świt, a więc nim jeszcze otwiera się biura. 32 proc. specjalistów od marketingu i 30 proc. prawników maksymalną wydajność osiąga po południu (średnia wynosi 19 proc.).
Bardzo różnimy się od nacji południowych. Hiszpanie i Włosi najwięcej zapału do pracy mają przed lunchem. Po południu tylko 15 proc. Włochów i 13 proc. Hiszpanów osiąga maksymalną wydajność (średnia europejska to 20 proc.). Tymczasem np. Austriacy najlepiej radzą sobie z pracą po południu — 27 proc. osiąga najwyższą wydajność po lunchu.
Włosi i Hiszpanie mają jeszcze jedną wspólną cechę — są mianowicie zgodni, że praca kończy się w chwili wyjścia z biura. Najmniej z nich jest wydajnych wieczorem (6 proc.). Tymczasem przeciętny polski pracownik biurowy poza zajęciami w firmie codziennie 2 godz. i 5 min. pracuje jeszcze w domu.