Polenergia kusi wiatrem

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2017-07-13 22:00
zaktualizowano: 2017-07-13 20:25

Jest już sześć lub siedem ofert wstępnych na inwestycję w morskie farmy wiatrowe Polenergii. Negocjacje powinny zakończyć się w tym roku

Polenergia, energetyczne ramię imperium rodziny Kulczyków, od lat zapowiadała, że do inwestycji w farmy wiatrowe na morzu będzie szukać partnera. Z informacji „PB” wynika, że spółka prowadzi już negocjacje z 6-7 podmiotami, które złożyły oferty wstępne. Wśród podmiotów zainteresowanych są Statoil, Vattenfall, Dong i Innogy — potwierdziliśmy w dwóch źródłach.

— Decyzja w sprawie wyboru partnera powinna zapaść pod koniec roku — mówi jeden z naszych informatorów. Polenergia chce pozyskać partnera, który wniesie przede wszystkim know-how i doświadczenie w branży, która w Polsce jeszcze nie istnieje. Scenariuszy współpracy rysuje się wiele — od współpracy, poprzez objęcie przez inwestora pakietu mniejszościowego, po sprzedaż całości projektu.

— Nie komentujemy — usłyszeliśmy w Polenergii.

— Obserwujemy rozwój sytuacji w Polsce, tak jak na wszystkich rynkach, które mają potencjał rozwoju morskiej energetyki wiatrowej — mówi Tom Lehn--Christiansen, szef komunikacji Dong z obszaru energetyki wiatrowej. To jedyny komentarz, jaki uzyskaliśmy od potencjalnych zainteresowanych.

Partner do 1,2 mld EUR

Polenergia to jedna z trzech firm w Polsce, które mają w portfelu projekty morskich farm wiatrowych. Poza nią są to PGE i PKN Orlen, obie kontrolowane przez państwo. Orlen trzyma projekt w poczekalni, PGE prowadzi badania środowiskowe, a bezsprzecznym liderem pod względem zaawansowania prac jest właśnie Polenergia. Bałtyk III, o mocy 600 MW, to najbardziej zaawansowany projekt Polenergii. Ma zacząć działalność na początku 2022 r., a decyzję środowiskową uzyskał już latem ubiegłego roku. Bliźniaczy Bałtyk II, też o mocy 600 MW, ma zacząć działalność od 2026 r. i również ma już decyzję środowiskową. W pierwszej fazie farmy mają produkować 1,2 GWe rocznie. Trudno dotrzeć do informacji o wycenie tych przedsięwzięć. W 2014 r., kiedy Polenergia łączyła się z giełdową spółką PEP, w prospekcie emisyjnym wyceniła swoje projekty morskie na 146 mln zł. Dziś niektóre źródła rynkowe wskazują, że właśnie tyle, czyli ok. 150 mln zł, włożyła w dotychczasowe prace. Największe inwestycje jednak dopiero się zbliżają i wiążą się choćby z zamawianiem sprzętu i uruchamianiem budowy. Trudno również oszacować koszt tych inwestycji. Koszt budowy 1 MW w morskich farmach systematycznie spada. W zeszłym roku McKinsey ocenił go dla Polski na 4 mln EUR, dziś — według naszych rozmówców — jest to 3-3,5 mln EUR. Dla farmy o mocy 600 MW daje to dziś kwotę 1,8-2,1 mld EUR (ok. 8 mld zł). W prezentacjach Polenergii pojawia się 10 mld zł, jako wartość jednej farmy wiatrowej o mocy 600 MW, ale jest to raczej niezaktualizowana kwota sprzed kilkunastu miesięcy. Z naszych informacji wynika, że w rozmowach z inwestorami Polenergia wycenia Bałtyk III na 1,2 mld EUR. Można to interpretowaćjako uwzględnienie dalszego możliwego spadku kosztów budowy 1 MW.

Z aukcją lub bez

Losy transakcji będą uważnie obserwować zarówno energetycy, jak i politycy. Polenergia jest wprawdzie firmą prywatną, ale branża morskich farm wiatrowych jest i będzie silnie zależna od regulacji i polityki. Po pierwsze, kluczowy będzie system wsparcia. Rząd deklaruje wprawdzie poparcie dla energetyki morskiej i zamierza ogłosić aukcję, w ramach której będzie można walczyć o wsparcie, ale szybko do niej dojdzie. Wszystko wskazuje na to, że z ogłoszeniem aukcji rząd poczeka, aż prace przygotowawcze zakończy państwowa PGE, czego można oczekiwać na początku 2020 r. Polenergia będzie już wtedy od roku do aukcji gotowa. Istotna będzie też struktura aukcji. Może się okazać, że rząd zechce dać wsparcie tylko dla jednej farmy o mocy 600 MW. Do rywalizacji stanie wtedy PGE i Polenergia, a wygra ten, kto zadeklaruje niższą cenę wytworzenia energii. PGE, która w statucie ma m.in. dbałość o bezpieczeństwo energetyczne państwa, może mieć w tej rywalizacji większe pole manewru. Zarząd Polenergii wielokrotnie wskazywał, że bez wsparcia na inwestycję się nie zdecyduje. Nie można jednak wykluczyć, że w kolejnych latach to się zmieni, m.in. ze względu na spadek kosztów. Wiosną tego roku branżę energetyczną zelektryzowała informacja, że w Niemczech koncern EnBW po raz pierwszy zaoferował budowę farmy wiatrowej bez żadnego wsparcia finansowego. O podobnym trendzie mówi się w Holandii.

Baltic Pipe gra rolę

Drugi polityczny haczyk na Polenergię może się wiązać z duńskim Dongiem, który jest jednym z kandydatów na partnera w inwestycji. To państwowa firma, która ma jednocześnie uczestniczyć we flagowej dla Polski inwestycji w gazociąg Baltic Pipe, łączący Polskę z Danią. Polski rząd uważa Baltic Pipe za filar naszej przyszłej niezależności gazowej. Portal BiznesAlert sugerował ostatnio, że rola Donga w morskich inwestycjach jest omawiana przy tym samym stole, przy którym rządy polski i duński uzgadniają kwestie związane z Baltic Pipe. Pozostawia to szerokie pole do spekulacji na temat ostatecznej decyzji tego oferenta. Wreszcie po trzecie, nazwisko Kulczyków budzi polityczne i biznesowe emocje. Obecna partia rządząca uważa, że poprzednia koalicja nie powinna była sprzedawać Janowi Kulczykowi spółki Ciech.

Farmy na fali

Niezależnie od politycznych znaków zapytania, klimat wokół polskich farm morskich jest zachęcający. Wystarczy przypomnieć, że Ministerstwo Energii ponowiło w ostatnich dniach deklarację, że widzi dla nich miejsce w miksie energetycznym. McKinsey prognozował w zeszłorocznym raporcie, że inwestycje w energetykę wiatrową na świecie wyniosą 3,1 bln USD w latach 2016-40, i będą zaraz po inwestycjach w energię słoneczną, gdzie nakłady są szacowane na 3,4 bln USD. Farmy wiatrowe mogą zaspokajać jedną czwartą europejskiego zapotrzebowania na energię elektryczną do 2030 r., szacuje natomiast WindEurope, europejskie stowarzyszenie energetyki wiatrowej. McKinsey prognozuje też, że budowa na Bałtyku farm wiatrowych o mocy 6 tys. MW spowoduje zwiększenie PKB o 60 mld zł i umożliwi stworzenie 77 tys. nowych miejsc pracy do 2030 r. Potrzebna jest jednak skala, by umożliwić rozwój krajowych producentów i dostawców urządzeń do produkcji farm wiatrowych.

Rząd poczeka na PGE

Kluczem do uruchomienia państwowego wsparcia dla farm wiatrowych na morzu będzie decyzja PGE dotycząca realizacji projektu na Bałtyku. PGE Energia Odnawialna, odpowiedzialna za projekt budowy farmy wiatrowej Baltica o maksymalnej mocy ok. 1040 MW, będzie prowadzić badania środowiskowe do 2018 r. Jesienią tego roku PGE chce rozpocząć badania wietrzności na Bałtyku. — Na obecnym etapie kluczem do realizacji projektów offshore jest gwarancja uzyskania wsparcia na poziomie zapewniającym zwrot z inwestycji. Z punktu widzenia grupy PGE, offshore stanowi jedną z opcji strategicznych rozwoju po 2020 r. Realizacja któregokolwiek z przygotowywanych projektów (atom, odkrywki i offshore) zależeć będzie od szczegółowych rozwiązań regulacyjnych na poziomie krajowym i UE oraz możliwości finansowych grupy — mówi Maciej Szczepaniuk, rzecznik prasowy PGE.

OKIEM EKSPERTA
Biznes zaczyna się spinać

ŁUKASZ DZIEKOŃSKI z funduszu Marguerite

Rynek farm wiatrowych na morzu jest bardzo konkurencyjny i wielu inwestorów zabiega o te projekty.

Spadły ceny technologii, co przyspiesza zwrot z inwestycji, a popyt w Europie na energię ze źródeł odnawialnych jest duży. Biznesplan farm wiatrowych na morzu zaczyna się spinać nawet bez dopłat — ostatnio Holandia ogłosiła, że będzie budować tego typu projekt bez państwowego wsparcia.

OKIEM EKSPERTA
Atrakcyjna inwestycja obarczona ryzykiem

WOJCIECH SZTUBA, partner zarządzający TPA Polska

Przyjmuje się, że energetyka wiatrowa może osiągnąć tzw. grid parity, czyli zrównanie jednostkowego kosztu wytworzenia energii elektrycznej z jej ceną na rynku konkurencyjnym, w horyzoncie 6-7 lat. W przypadku morskiej energetyki wiatrowej okres ten będzie niewiele dłuższy. Oznacza to, że w stosunkowo krótkiej perspektywie koszt wytwarzania energii z wiatru spadnie na tyle, że budowa farm offshore będzie opłacalna także bez publicznego wsparcia. Potwierdzają to najnowsze dane z niektórych zagranicznych projektów przewidzianych do oddania w przyszłej dekadzie, które zakontraktowano przy założeniu kosztu produkcji poniżej poziomu 70 EUR/MWh. Obecnie instalowane turbiny morskie wytwarzają 1 MWh za nie mniej niż 150-160 EUR.

Doniesienia o przejęciu projektów offshore Polenergii przez inwestora zagranicznego należy traktować z ostrożnością należną skali oraz skomplikowanemu charakterowi takiej transakcji. Projekty rozwijane przez Polenergię, choć należą do najbardziej zaawansowanych, mają przed sobą jeszcze długą drogę, zanim możliwe stanie się rozpoczęcie prac budowlanych. Oznacza to konieczność wyceny nie tylko wartości projektów, ale także ryzyk prawnych (wynikających m.in. z braku szczegółowych przepisów regulujących prowadzenie inwestycji w farmy wiatrowe na morzu), politycznych i ekonomicznych (system wsparcia OZE nie uwzględnia obecnie energetyki wiatrowej niemal w ogóle, a tym bardziej morskiej). Niemniej jednak jest bardzo prawdopodobne, że ok. 1,2 GW mocy założonej w projektach Polenergii prędzej czy później pojawi się na Bałtyku, zatem zainteresowanych zakupem branżowych inwestorów z pewnością nie zabraknie.