W ostatnim czasie do menedżerów trafia coraz więcej roszczeń. Ubezpieczyciele oferujący polisy zabezpieczające ich odpowiedzialność (tzw. ubezpieczenia D&O) muszą się przygotować na spore wypłaty.
– Roszczenia sięgają nawet kilkuset milionów złotych. Ich liczba rośnie, a z biegiem czasu problem będzie się nasilał – przyznaje Aleksandra Łapa, broker i starszy specjalista w firmie brokerskiej STBU.
Skąd tyle roszczeń
Zdaniem Dariusza Daraża, wiceprezesa zarządu MAK Ubezpieczenia, zastrzeżeń do menedżerów przybywa w związku ze zmianami na arenie politycznej w naszym kraju, ale nie tylko z tego powodu.
– Skutki trudnej sytuacji ekonomicznej wielu przedsiębiorstw, wynikającej między innymi z pandemii, inflacji czy wojny w Ukrainie, można zaobserwować w postaci zarzutów do menadżerów o brak właściwych działań zabezpieczających interes firmy. Nowe regulacje prawne nakładające na kadrę zarządzającą coraz to nowe obowiązki rodzą przestrzeń do uchybień, a te coraz częściej kończą się karą nałożoną na przedsiębiorstwo lub osobę nim zarządzającą – mówi Dariusz Daraż.
Jego zdaniem wszystkie te elementy składają się na obraz rosnącej liczby roszczeń zgłaszanych do polis ubezpieczenia D&O.
– Ostatni raz podobną liczbę roszczeń z tego ryzyka obserwowaliśmy na naszym rynku w latach 2008-10 jako konsekwencję kryzysu na rynku finansowym - zauważa Dariusz Daraż.
Według Pawła Piwowarskiego, dyrektora działu ubezpieczeń finansowych w Colonnade, sytuacja nie jest aż tak zła.
– Po kryzysie finansowym, który rozpoczął się od upadku amerykańskiego banku Lehmann Brothers, pojawiły się choćby kwestie opcji walutowych czy masowych upadłości. Te zdarzenia wywołały lawinę roszczeń oraz przełożyły się znacząco na koszt ubezpieczenia D&O, także na polskim rynku. W tamtym czasie odnotowano największą jak do tej pory wypłaconą szkodę z polisy D&O w Polsce. Dzisiaj też notujemy systematycznie zwiększanie się liczby roszczeń, ale trudno na razie mówić o ich fali – uważa Paweł Piwowarski.
Dodaje, że wzrost liczby roszczeń to efekt większej świadomości ubezpieczeniowej, a także napływu inwestorów z rynków zachodnich, którzy znacznie częściej egzekwują od swoich menedżerów rekompensaty strat ponoszonych na skutek błędów popełnionych w czasie pełnienia swoich funkcji.
Paweł Wojskowicz, dyrektor zespołu ubezpieczeń D&O w firmie brokerskiej Marsh Polska, zauważa, że wzrost liczby roszczeń nie dotyczy jedynie spółek z udziałem skarbu państwa, ale całego rynku.
Weź udział w konferencji "Odpowiedzialność członków zarządu", 4-5 czerwca 2024, Warszawa >>
Drożej i trudniej
Efektem większej liczby roszczeń do menedżerów jest mniejsza dostępność polis D&O.
– Już obserwujemy zmiany w polityce cenowej ubezpieczycieli, którzy przygotowując się do potencjalnych roszczeń znacząco podnoszą składki z tytułu polis D&O i są mniej elastyczni w negocjacjach – mówi Aleksandra Łapa.
Tymczasem zainteresowanie takim zabezpieczeniem jest coraz większe.
– Polisy D&O są popularne również w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw, które dotychczas tego typu ubezpieczenia nie posiadały. Do tego rośnie świadomość potencjalnego ryzyka w podmiotach prowadzących działalność na większą skalę, co skutkuje m.in. tym, że klienci chętniej decydują się na podwyższenie sumy ubezpieczenia – mówi Aleksandra Łapa.
Roszczenia do członków władz najczęściej dotyczą zawarcia niekorzystnych dla spółki umów czy np. decyzji o realizacji nieopłacalnych projektów, które finalnie przekładały się na straty spółki.
– Ostatnio spotykamy się także z roszczeniami dotyczącymi refundacji różnego rodzaju kar administracyjnych nakładanych na menedżerów – mówi Aleksandra Łapa.
Podobne obserwacje ma ekspert Marsha.
– Największym zaskoczeniem jest duża liczba kar w efekcie postępowań administracyjnych. Dotykały one w większości spółek prywatnych i dotyczyły takich spraw jak greenwashing, potencjalnej nieuczciwej konkurencji, wykorzystania pozycji dominującej czy przewinień transportowych – tłumaczy Paweł Wojskowicz.
W przypadku postępowań karnych polisa pokrywa najczęściej koszty obrony osób ubezpieczonych lub restytucję ich dobrego imienia. Mimo, że to tylko wycinek ochrony D&O, to w przypadku wieloletnich postępowań koszty mogą się kumulować i być zaskakująco wysokie.
– Jedno z takich postępowań przekroczyło już ponad 2 mln złotych, a jeszcze daleko do jego zakończenia. O przeciągających się postępowaniach warto pamiętać przy wyborze sumy ubezpieczenia. Nawet wygrany proces karny nie musi zamykać drogi do dochodzenia roszczeń cywilnych – przestrzega Paweł Wojskowicz.
Jak chroni D&O
W dużym skrócie: polisa D&O chroni członków władz spółki przed konsekwencjami ich błędnych decyzji w obszarze zarządzania.
– Ma zapewnić członkom zarządu i rad nadzorczych swobodę działania i wesprzeć ich w procesie podejmowania strategicznych decyzji, gwarantując ochronę prywatnego majątku przed konsekwencjami nieprawidłowych działań związanych z pełnieniem funkcji zarządczych lub nadzorczych w spółce – mówi Paweł Piwowarski.
– Pokrywa ona przede wszystkim koszty obrony – dodaje Paweł Wojskowicz.
Standardowe wyłączenia to okoliczności znane przed zawarciem umowy ubezpieczenia, szkody wynikające z celowych, nieuczciwych działań, ale także np. kary czy grzywny nakładane w postępowaniu karnym i karnoskarbowym.
– Najważniejszym wyłączeniem jest popełnienie przez menedżera umyślnie działania sprzecznego z prawem. Warto tutaj dodać, że wina umyślna musi być potwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu. Do czasu takiego wyroku ubezpieczyciel ponosi koszty obsługi prawnej związanej z obroną menedżera – mówi Paweł Piwowarski.
Ekspert Marsha podkreśla, że ubezpieczenie członków władz nie uchroni na przykład przed odpowiedzialnością związaną ze świadomym niezłożeniem wniosku o upadłość w odpowiednim terminie lub związaną z popełnieniem innego umyślnego czynu zabronionego. Standardowo wyłączone są także nieuprawnione korzyści i roszczenia wynikające ze szkód majątkowych lub osobowych.
