Polisy inwestycyjne kosztują krocie

Ewa Bednarz
opublikowano: 2013-03-14 00:00

Ubezpieczyciele namawiają na programy długoterminowego inwestowania. Ci, którzy posłuchali ich rad kilka lat temu, wciąż tracą

Polisom inwestycyjnym przygląda się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, zapadło kilka wyroków sądowych, szykują się pozwy zbiorowe, a mimo to niektóre towarzystwa ubezpieczeniowe wciąż oferują programy, które mogą okazać się inwestycyjną pułapką.

None
None

Więcej opłat niż zysków

Podpisanie umowy na 10 czy 15 lat zobowiązuje, ale niestety tylko posiadacza polisy. Zobowiązuje go do opłat za: ryzyko ubezpieczeniowe (mimo że ochrona w programach jest symboliczna), administracyjnej, za zarządzanie, likwidacyjnej, od wykupu, operacyjnej. A żeby nie było wątpliwości, niezależnie od opłat pobieranych zgodnie z postanowieniami ogólnych warunków ubezpieczenia i określonych w tabelach opłat i limitów, towarzystwo pobiera również opłatę za zarządzanie w wysokości i na warunkach określonych w regulaminach funduszy, w które klient inwestuje. Ubezpieczyciel zobowiązań nie ma żadnych.

Nie może też zagwarantować zysków z inwestycji, wszystko bowiem zależy od koniunktury na rynku, a ta bywa różna. Po latach wprawdzie odda zebrane przez klienta składki, więc jest jakaś ochrona kapitału, ale płaci za nią sam klient, któremu przez wszystkie lata co miesiąc potrącana jest opłata za ryzyko.

Liczenie strat

Niektóre towarzystwa „idą klientowi na rękę” i wymagają opłacania składek przez okres krótszy niż czas trwania polisy. Tak jest w 10-letnim Programie Inwestycyjnym Aegon. Jego uczestnicy są zobowiązani do wpłat przez 5 lat. Potem mogą z nich zrezygnować. Tak zrobiła czytelniczka „PB”, która wpłaciła na polisę w sumie 45 tys. zł (przez 60 miesięcy po 750 zł). Teraz teoretycznie jej pieniądze powinny procentować.

Tak się jednak nie dzieje. Po 6 latach zostało jej niewiele ponad 41,5 tys. zł, a towarzystwo pobiera od niej nadal co miesiąc opłatę za ryzyko, za zarządzanie i administracyjną — rocznie około 900 zł.

Z inwestycji nie rezygnowała, ponieważ opłata likwidacyjna po 5 latach wynosiła 50 proc., a po kolejnym roku strata wyniosłaby 40 proc. Z brakiem zysków już się pogodziła i nie chce nawet liczyć, ile dodatkowo przez te lata zjadła inflacja, a ile miałaby dzisiaj na zwykłej lokacie. Klauzula umowna Aegon, dotycząca wygórowanej wysokości opłat likwidacyjnych jest wpisana do rejestru klauzul niedozwolonych UOKiK, ale nic to nie daje klientom, którzy mają polisy o innym oznaczeniu niż IFU-OWU-0807.

— Opłaty likwidacyjne są niewspółmiernie wysokie do kosztów — przyznaje Dariusz Bogaczyk, posiadacz polisy AXA Premia, od której nie może się uwolnić bez utraty większości oszczędności. Jego umowa obowiązuje trzeci rok. Zebrał przez ten czas 13 tys. zł, wpłacając po 500 zł miesięcznie. Towarzystwo proponuje mu oddanie 4 tys. zł, szacując koszty likwidacji polisy na 9 tys. zł.

Życie warte 100 zł

Dariusz Bogaczyk nie ukrywa, że czuje się oszukany przez agenta, który przekonując go do podpisania umowy, skupiał się przede wszystkim na wyliczaniu przyszłych zysków, nie informując go o kosztach. Nie był też świadomy, że przez 10 lat będzie zmuszony do opłacania składek, mimo że fundusze ubezpieczeniowe mają słabe wyniki i trudno na nich zarobić. Produkt nie spełniał jego oczekiwań, skierował więc pismo do prezesa AXA o polubowne załatwienie sprawy. Bez skutku. Ubezpieczony też się nie czuje, bo świadczenie w razie jego śmierci wyniesie 100 zł. Jego zdaniem, to już jest problem społeczny.

— W Holandii posiadacze polis uzmysłowili sobie, jak wysokie są koszty, w chwili gdy w czasie kryzysu spadły zyski maskujące wcześniej wysokość kosztów — mówi Marc van der Ploeg, partner zarządzający Money Makers. W 2008 r. zorganizowali się i zaczęli naciskać na instytucje finansowe, domagając się pokrycia kosztów, z których istnienia nie zdawali sobie sprawy.

— W rezultacie największe firmy ubezpieczeniowe zapłaciły swoim klientom kilkaset milionów euro odszkodowania. Holenderski regulator zdecydował się jednocześnie na wprowadzenie regulacji, które mają zapobiegać podobnym sytuacjom w przyszłości — dodaje Marc van der Ploeg.