Polityczna zgodność przesądza raty fikację

Jacek Zalewski
28-02-2008, 00:00

Podjęcie dzisiaj przez Sejm uchwały wybierającej tryb ratyfikacji traktatu z Lizbony — zmieniającego traktat o Unii Europejskiej oraz traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską — ustawą, a nie przez możliwe referendum, jest oczywistością (czytelnicy prosili, żeby nie nadużywać źle kojarzącego się im terminu „oczywista oczywistość” — co traktuję jako rozkaz). Trudno też przypuszczać, aby inicjatywę przeprowadzenia referendum podjął prezydent Lech Kaczyński, który potrzebowałby zgody Senatu. Ustawa bardzo szybko przejdzie legislacyjną ścieżkę i Polska dołączy do państw, które lizboński traktat z 13 grudnia 2007 r. już parlamentarnie ratyfikowały.

Przypomnijmy, że umowa przekazująca organowi międzynarodowemu niektóre kompetencje państwa polskiego, wymaga i w Sejmie, i w Senacie większości dwóch trzecich głosów (liczonej od obecnych na sali). W obu izbach parlamentu nie ma praktycznie sił przeciwnych ratyfikacji, a Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość wręcz przypisują sobie ojcostwo sukcesu. Donald Tusk z Radosławem Sikorskim dumnie podpisali w Lizbonie to, co wcześniej w Brukseli wynegocjowali nocą Lech i Jarosław Kaczyńscy (pierwszy obecny tam ciałem, drugi przez komórkę) wraz z Anną Fotygą.

Powszechna traktatowa zgoda, nie tylko wewnątrzkrajowa, ale także ogólnounijna, wywołuje moje zdumienie giętkością klasy politycznej. Rzymski traktat konstytucyjny z 2004 r. dzisiaj postrzegany jest niczym jakiś prawny bubel, o którym wstyd wspominać, za to lizboński, reformujący UE, sytuowany jest na piedestale. Miałem okazję być i wtedy w Rzymie, i pamiętnej czerwcowej nocy w Brukseli, i ostatnio w Lizbonie — dlatego podkreślam, że gdyby oba traktaty przepuścić przez różnicującą je wyżymaczkę, to suchego zostałoby niewiele. Największa jest różnica formalna — konstytucyjny był nowym bytem, uchylającym wszystko od 1957 r., reformujący zaś to tylko kolejna nowelizacja (jak amsterdamska czy nicejska), wymagająca sporządzenia tekstów jednolitych traktatów zmienionych.

Do tych wątków jeszcze wrócimy, gdy zaczną się prace nad ustawą ratyfikacyjną. Dzisiaj z pewną ulgą odnotujmy, że w spolaryzowanym Sejmie trafiają się tematy, w których nie powinien zostać — teoretycznie — oddany ani jeden głos przeciw uchwale.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Polityczna zgodność przesądza raty fikację