Gdyby stan polsko-ukraińskich stosunków gospodarczych mierzyć poziomem wzajemnej sympatii po obu stronach granicy, kraje nasze spłynęłyby mlekiem i miodem. Tymczasem, z mozołem odbudowywana wymiana handlowa zamyka się kwotą niewiele przekraczającą 2 mld dolarów, a na liście polskich partnerów handlowych Ukraina zajmuje odległe miejsce.
Dynamika wzrostu polskiego eksportu na Ukrainę (6 mld zł w 2003 r.) wynosiła w ostatnich latach około 20 proc., podobnie zresztą jak i importu. Reformy podatkowe (13-proc. podatek liniowy) i niski koszt pracy spowodowały też większe zainteresowanie polskich firm inwestowaniem na Ukrainie (prawie 60 mln USD w 2003 r.). Fabryki otworzyli tam producenci mebli (Forte, Nowy Styl), rowerów (Romet), siedzeń do samochodów (Inter Groclin), wyrobów sanitarnych (Bella Centr) czy najwięksi wytwórcy farb i lakierów Polifarb Cieszyn-Wrocław i Śnieżka. Ich śladem wybierają się kolejni: Tele-Fonika, Opoczno, Plast Box (tworzywa), AGD Zelmer i inni. Kapitał, niezależnie od obecnych ciągle jeszcze w naszej polityce fobii, płynął (a przynajmniej chciał płynąć) również w drugą stronę. Walka o Hutę Częstochowa między światowym potentatem LNM a ukraińskim Donbasem czy możliwe inwestycje ukraińskie w warszawskiej FSO są tego najlepszym przykładem.
Tymczasem znowu zamilkł biznes, przemówiła polityka. Zamieszanie z wyborami prezydenckimi na Ukrainie spowodowało istotny przestój w interesach. Nasze słuszne skądinąd zaangażowanie polityczne może mieć dosyć opłakane skutki dla interesów ponad 800 polskich firm obecnych na Ukrainie i setek kolejnych z naszym wschodnim sąsiadem handlujących. Niezależnie od tego, jak zostanie rozwiązany ukraiński węzeł wyborczy, Ukraina pozostanie geograficznie na tym samym miejscu, a jej głównym partnerem handlowym pozostanie Rosja (dzięki temu położeniu, na tranzycie z Rosji surowców, ukraińskie firmy robią znakomite interesy). Oczywiście, w maksymalnie nawet niekorzystnym z politycznego punktu widzenia wariancie, nie powtórzy się wariant białoruski, bo obecna władza jest przecież ojcem ukraińskiego boomu gospodarczego (wzrost PKB około 10 proc.), ale nie sposób wykluczyć polityczne utrudnienia. Tym bardziej w kraju, gdzie biznes z polityką jest jeszcze znacznie silniej związany niż u nas (gdzie jest to już poważnym problemem) czy w UE.
W tej sytuacji bardziej zrozumiała staje się wstrzemięźliwość, by nie powiedzieć kunktatorstwo, krajów liderujących starej Europie (Francja, Niemcy, Włochy) w formułowaniu opinii o sytuacji na Ukrainie. Ich interesy usytuowane są głównie w Rosji i stamtąd promieniują na Ukrainę. A my? No cóż, odbudowa kontaktów handlowych i z Rosją, i z Ukrainą powoli, ale jednak, następuje. Niezależnie od tego, kto zasiada na prezydenckim tronie. Najlepiej, gdyby nie miało to żadnego związku i znaczenia.