Polityka zagraniczna wciąż podwójna

Adam Sofuł
opublikowano: 21-04-2008, 00:00

Ocieplenie w stosunkach między rządem a Pałacem Prezydenckim w dziedzinie polityki zagranicznej, które zaowocowało kompromisem w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego, okazało się chwilowe. Między szefem MSZ Radosławem Sikorskim a prezydentem Lechem Kaczyńskim znowu zaiskrzyło. Tym razem poszło o ambasadorów i taki konflikt był jedynie kwestią czasu, bo mianowanie i odwoływanie ambasadorów to wyłączna kompetencja prezydenta. Oczywiście prezydent dokonuje tego na wniosek szefa MSZ, jednak biorąc pod uwagę napięte stosunki miedzy nimi, każdy wniosek Sikorskiego będzie przez głowę państwa traktowany mocno podejrzliwie. I — jak dowodzi dotychczasowa praktyka — odrzucany.

Wewnętrzne spory polityczne znowu będę wyniesione poza granice kraju, bo w skrajnym scenariuszu rozwoju tego konfliktu może to oznaczać wakaty na paru stanowiskach ambasadorów. Trudno będzie wytłumaczyć zagranicznym partnerom, dlaczego. To jednak najmniejszy problem, związany z napięciem między dwoma ośrodkami władzy, jeśli chodzi o politykę zagraniczną. W tej delikatnej materii stanowisko polskie powinno być jednoznaczne i zrozumiałe dla partnerów. A czasem można mieć wątpliwości, czy tak rzeczywiście jest.

Prezydent Lech Kaczyński niejednokrotnie domagał się od premiera i szefa MSZ konsultacji przed ważniejszymi podróżami zagranicznymi. I słusznie. Sytuacja z początku kadencji obecnego rządu, gdy głowa państwa zdawała się być zaskoczona np. zmianą stanowiska Polski w sprawie odblokowania negocjacji z Rosją nt. członkostwa w OECD, nie powinny się powtórzyć. Ale konsultacje muszą być z obu stron. Z tego punktu widzenia piątkowe wypowiedzi Radosława Sikorskiego, że o wysłaniu przez prezydenta misji do Gruzji nie dowiedział się z kancelarii głowy państwa brzmią co najmniej niepokojąco.

Nie chodzi o to, czy wysłanie misji do Gruzji było rzeczywiście dobrym pomysłem — znając wagę, jaką Lech Kaczyński przykłada do stosunków z Gruzją, nie powinno to zaskakiwać, a napięcie w stosunkach tego kraju z Rosją budzi niepokój nie tylko w Polsce. Temat więc istnieje. Sęk w tym, jak jest przez stronę polską rozgrywany. Prędzej czy później może dojść do znacznie bardziej brzemiennego w skutki zgrzytu.

Prezydent i premier dali dwukrotnie dowód, że, mimo wielu różnic, potrafią się ze sobą porozumieć — tak było nie tylko w sprawie sporu ratyfikacyjnego, lecz także wcześniej, gdy uzgodnili, że odbędą się przedterminowe wybory. Może pora na spotkanie, które rozwiałoby wszelkie wątpliwości na temat podziału kompetencji w polityce zagranicznej. Polska nie jest wprawdzie najbiedniejszym krajem, ale na dwie polityki zagraniczne chyba nas jednak nie stać.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu