Liczba samochodów z wtyczką ciągle rośnie. Rośnie również oferta. W tej chwili na rynku dostępnych jest 66 modeli samochodów zasilanych wyłącznie prądem (42 z nich spełniają kryteria programu dopłat „Mój elektryk”). Zgodnie z danymi Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców w ostatnim dniu lipca 2021 r. po naszych drogach jeździło 13 625 w pełni elektrycznych samochodów osobowych i dostawczych (o dmc. do 3,5 t). Można się spodziewać, że aut na prąd będzie przybywać. To zasługa nie tylko marchewki w postaci programu „Mój elektryk” (szczególnie mających ruszyć niebawem dopłat dla firm), ale i kija, czyli coraz ostrzejszych norm emisji. W ślad za rosnącą liczbą samochodów powinien iść rozwój ogólnodostępnej infrastruktury ładowania. Idzie, ale wolno.
Jak podaje Urząd Dozoru Technicznego (UDT) w ostatnim dniu lipca tego roku w Polsce funkcjonowały 1 274 stacje ładowania, na których było 1 559 ładowarek, a łączna liczba punktów ładowania wynosiła 3 013. Jak jednak podkreśla UDT, nie wszystkie stacje ładowania są ogólnodostępne. Liczba tych ogólnodostępnych wynosi 979. Obejmują 1 167 ładowarek z 2 306 punktami ładowania. Tylko 587 z nich to punkty szybkiego ładowania (DC). UDT podkreśla, że w Polsce mogą funkcjonować stacje, które nie zostały jeszcze odebrane przez UDT lub operator przekazał do rejestru błędne dane. Zaprezentowane liczby mogą więc być obarczone pewnym błędem. Nie zmienia to jednak faktu, że tempo rozwoju sieci ładowarek nie nadąża za wzrostem liczby rejestracji aut elektrycznych. W maju 2019 r. na jeden punkt ładowania przypadało 4,4 auta na prąd. Rok później już 5,3, a w czerwcu 2021 r. ponad dziewięć.
W pierwszym kwartale 2021 r. liczba punktów ładowania w Polsce względem końca 2020 r. wzrosła o zaledwie 5 proc., podczas gdy w Niemczech aż o 10 proc.
– To przepaść, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że sieć ładowarek za naszą zachodnią granicą jest nieporównywalnie bardziej rozbudowana – przekroczyła 40 tys. punktów - mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.
Dodatkowo, jak wynika z przygotowanej przez Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar mapy, istniejąca w naszym kraju sieć ładowarek jest bardzo nierównomierna.
– Dysproporcje pomiędzy poszczególnymi powiatami są spore. Dość wspomnieć, że spośród 380 powiatów blisko połowa [183 - przyp.red.] nie ma żadnego ogólnodostępnego punktu ładowania - mówi Wojciech Drzewiecki, prezes Samaru.
Co więcej w większości powiatów dostępnych jest najwyżej 10 ładowarek. Cztery mają sieć od 20 do 50 ładowarek (grodziski, nowosądecki, legionowski i mysłowice). Tylko w jednym powiecie (warszawski zachodni) jest więcej niż 50 punktów.
Na niedobór ładowarek cierpią najbardziej regiony południowo-wschodnie oraz północno-zachodnie. Statystycznie, najwięcej aut elektrycznych przypada na jeden punkt ładowania w powiecie warszawsko-zachodnim (64 szt.) oraz w powiatach: grodziskim (37,5 szt.), legionowskim (35 szt.) i nowosądeckim (33 szt.).
– Zapewnienie dostępu do ładowarek osobom, które nie mają możliwości naładowania samochodu elektrycznego z prywatnego źródła energii, jest bardzo istotne. Nie należy jednak zapominać, że w krajach, w których elektromobilność jest znacznie bardziej rozwinięta, 80 proc. ładowań odbywa się w domu lub pracy. Umożliwienie ładowania aut w tych miejscach, szczególnie na dużych osiedlach, jest więc konieczne. Stanowi jednocześnie ogromne wyzwanie – mówi Maciej Mazur.
