Polowanie na strychu czas zacząć

Weronika A. Kosmala
opublikowano: 27-01-2016, 22:00

Przeszukiwanie poddasza to nie tylko zajęcie dla kotów, bo w sezonie poprzedzającym aukcje może być też dobre dla inwestorów.

Początek roku na rynku sztuki to przede wszystkim czas przyjmowania obiektów na większe aukcje — najwyższe obroty zanotowane były już w grudniu, najcenniejsze prace zmieniły właścicieli, a oferta na nowy sezon nie jest jeszcze kompletna. Skrzypiące podłogi tylko czekają na taki moment, bo większość inwestorów raczej nie zakłada, że pod warstwami wieloletniego kurzu leżą jakieś kolekcjonerskie aktywa, a jedyne dzieła, jakich można się spodziewać, to niepasujące obrazki, które trafiły pod sam dach z resztą jakiegoś spadku. Przyjmując jednak, że coś znajdziemy — przykładowy widoczek z drzewami — warto nie zakładać od razu, że nie uda nam się na nim zarobić, bo sama próba sprzedaży przebiega według kilku prostych kroków i z pewnością nie wymaga kociej zwinności.

Płótno „My wife’s lovers” Carla Kahlera osiągnęło niespodziewaną cenę pomimo kłopotliwych wymiarów i mniejszej popularności malarza — w przeliczeniu na bohaterów, wartość wyniosła 81 tys. zł za kota.
Zobacz więcej

ŁOWCY ZE STRYCHU:

Płótno „My wife’s lovers” Carla Kahlera osiągnęło niespodziewaną cenę pomimo kłopotliwych wymiarów i mniejszej popularności malarza — w przeliczeniu na bohaterów, wartość wyniosła 81 tys. zł za kota. SOTHEBY’S

1Nie trzeba wychodzić z domu

Po otrząśnięciu pracy z szarego nalotu pierwszym krokiem powinno być zrobienie zdjęć całości, odwrocia, a więc pleców, i ewentualnych sygnatur czy napisów. Widoczek warto też zmierzyć i przypomnieć sobie, czy na strychu nie zostały jeszcze jakieś dokumenty albo nawet stare zdjęcia, które mogłyby dotyczyć jego pochodzenia. Artystyczna sesja może być wykonana nawet telefonem, bo jak już prześlemy wszystko e-mailem do domu aukcyjnego, jego pracownicy — o ile zainteresują się obiektem — i tak sfotografują go później fachowo do katalogu. Przyjmując, że zadzwonili i pejzażyk w końcu do nich trafił, przygotowana zostaje umowa komisowa, badana jest autentyczność, a przede wszystkim ustalana cena rezerwowa, czyli stawka, poniżej której nie dojdzie do aukcyjnej sprzedaży.

2Nie warto szarżować…

…ani w jedną, ani w drugą stronę, bo cena powinna być optymalna i stosowna do tego, kto jest autorem dzieła, jakich jest ono rozmiarów, co przedstawia i w jakim jest stanie. Przykładowy pejzażyk z drzewami jest niewielki, ale dobrze zachowany, narysowany kredką na papierze, a sygnatura wskazuje, że jest autorstwa Leona Wyczółkowskiego. Popularny scenariusz zakłada, że pracownicy domu aukcyjnego zaproponującenę wywoławczą na poziomie 7 tys. zł, a my uznamy to za niegodziwość i uprzemy się przy 10 tys. zł. Różnica nie będzie zbyt wielka, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że mało atrakcyjna cena startowa zarówno naraża właściciela na ryzyko niesprzedania, jak i grozi sprzedażą po cenie wywoławczej, bo na sali znajdzie się zwykle chętny, który widząc brak licytacji, podniesie swój numerek i upoluje dzieło za okazyjną stawkę. Rywalizacja zawsze podbija cenę, więc warto nie zniechęcać potencjalnych nabywców, szczególnie że kiedy dzieło nie sprzeda się wcale, przy następnej próbie będziemy zmuszeni obniżyć wymagania.

3Taniość może budzić wątpliwości

Wystawienie ładnego i sygnowanego pejzażu Wyczółkowskiego za 1 tys. zł to też niekoniecznie dobry pomysł, zwłaszcza że z danych dostępnych w internetowychbazach wynika, że podobne osiągają czasem ceny kilkudziesięciu tysięcy złotych. W związku z tym, że wielu kolekcjonerów zostawia zgłoszenia na aukcje po obejrzeniu dzieła tylko w katalogu, zbyt niska cena od razu może sugerować, że praca ma jakieś wady jakościowe albo że takich samych drzew Wyczółkowskiego jest na rynku sporo i nie warto kupować ich drożej.

4Aukcja to niejedyne rozwiązanie

Jeśli rysunek drzew osiągnie na aukcji cenę 15 tys. zł, przykładowe 18 proc. z tej kwoty będzie prowizją, którą dom aukcyjny obciąży komitenta. W przypadku sprzedaży galeryjnej pośrednik też zarabia, ale właściciel nie ponosi ryzyka tzw. spadnięcia z aukcji, czyli odnotowanego braku transakcji, a nabywca może wtedy zataić cenę i bez przeszkód upłynnić obraz dużo drożej. Wybór rozwiązania zależy od wielu czynników, przede wszystkim od ilości czasu i nastawienia do ryzyka, ale trzeba pamiętać, że na zapłatę po aukcji również trzeba często zaczekać kilka tygodni. Jedyna opcja, którą od razu należy wykluczyć, to piętrzenie wątpliwości, bo popyt na rynku sztuki już nie raz okazał się naprawdę zaskakujący — 2,5-metrowy cukierkowy obraz mniej znanego malarza przedstawiający same koty został na przykład ostatnio kupiony za niespodziewaną kwotę 826 tys. USD (3,4 mln zł). Nabywcami okazali się państwo Mozartowie, którzy ujawnili, że poza kotami kolekcjonują również kolonialne meble, stare samochody i pamiątki po Presleyu.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy